Bo ręce się trzęsły...

Polska - Francja
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Póki Francuzi grali niemrawo, biało-czerwoni prowadzili nawet kilkunastoma punktami. W czwartej kwarcie żarty się jednak skończyły.

Polacy nie mają szczęścia do „Trójkolorowych”. Grają z nimi często, ale po raz ostatni wygrali przed 32 laty! Niestety, w Finlandii czarna seria została podtrzymana, choć wcale nie musiało się tak stać. Trudno zatem dziwić się rozgoryczeniu Aarona Cela, naszego skrzydłowego. - Nie chcę używać mocnych słów, ale jestem bardzo zdenerwowany. Znowu w końcówce zawaliliśmy. Nie gramy swojej koszykówki. Prowadzimy, potem rywale nas dochodzą, przeganiają i nam się trzęsą ręce - mówił zaraz po końcowej syrenie wychowany we Francji reprezentant Polski.

 

Rezerwowi na pierwszym planie
Dla biało-czerwonych wczorajsze starcie oprócz prestiżu nie miało zbyt wielkiego znaczenia. Ewentualne zwycięstwo lub porażka w ich sytuacji nic nie zmieniała. Bez względu na wynik, aby awansować do kolejnej rundy mistrzostw, muszą dzisiaj wygrać z Grecją. Mike Taylor, trener Polski, dał więc odpocząć mocno poobijanemu w starciu z Finlandią A.J. Slaughterowi oraz częściej korzystał z dotychczas rezerwowych, czyli Tomasza Gielo, Michała Sokołowskiego czy Przemysława Zamojskiego.
Francuzi z kolei, pewni swojej siły, wyszli na parkiet mocno zdekoncentrowani. Byli bardzo ospali. Grali wolno, niedokładnie i przede wszystkim nieskutecznie.
Polacy prowadzili 9:0 a potem nawet 20:9. W drugiej kwarcie ich przewaga wzrosła do 12 punktów (28:16), a mogła być jeszcze wyższa. Fatalnie jednak spisywali się wrzutach zza linii 6,25 m. W pierwszych 20 minutach nie trafili żadnej takiej próby.

 

Riposta „Trójkolorowych”
Po przerwie Francuzi nieco zmniejszyli straty (37:34), ale trzy rzuty zza linii 6,75 m Cela pozwoliły Polsce ponownie uzyskać wyraźniejszą przewagę - w 24 minucie było 43:32. I wtedy żarty się skończyły. Faworyci wzięli się do pracy. Wzmocnili obronę i przyspieszyli grę. Często wyprowadzali kontrataki kończone zwykle przez niezwykle szybkiego Thomasa Huertela. Świetną partię rozgrywał też środkowy Kevin Seraphin. Pokazał naszemu Przemysławowi Karnowskiemu, ile mu jeszcze brakuje, by myśleć o występach w NBA.
Rzut za trzy punkty Edwina Jacksona na 6,5 minuty przed końcem dał Francuzom pierwsze prowadzenie w spotkaniu 61:59. Polacy walczyli dalej ambitnie, ale widać było, że twarde warunki postawione przez rywali ograniczyły ich poczynania.
Na 160 sekund przed końcem, po rzutach za trzy punkty Łukasza Koszarka i wolnych Adam Waczyńskiego, był po raz ostatni remis - 69:69. Straty i niecelne rzuty biało-czerwonych w końcówce zadecydowały o porażce. Na 46 sekund przed końcem Francja prowadziła 75:69. Polacy zmniejszyli przewagę „Trójkolorowych”, trafiając dwa razy zza linii 6,75 m w ostatnich 16 sekundach, ale nie mogli odwrócić losów spotkania.

 

 

POLSKA – FRANCJA 75:78 (20:13, 14:13, 18:25, 23:27)


POLSKA: Cel 14 (3x3), Kulig 3, Ponitka 12 (1x3), Waczyński 15 (2x3), Koszarek 10 (2x3) – Hrycaniuk, Gruszecki 2, Karnowski 4, Gielo 5 (1x3), Zamojski 2, Sokołowski 8. Trener Mike TAYLOR.
FRANCJA: Hertel 23 (1x3), Lauvergne 6, Fournier 4, De Colo 8, Diaw 13 (2x3) – Jackson 5 (1x3), Labeyrie 3, Westermann 2, Diot 6 (2x3), Seraphin 8. Trener Vincent COLLET.

 

Z tej samej kategorii