Zaskakująco przedwczesny powrót

Grecja - Polska
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Cztery porażki i zwycięstwo - dokonania biało-czerwonych w EuroBaskecie znów dalekie od zapowiedzi i oczekiwań.

W poprzednich mistrzostwach Europy (2015) zagrali w 1/8 finału. Przegrali w nim z Hiszpanią, ale pozostawili po sobie dobre wrażenie. W tegorocznym championacie miało być jeszcze lepiej. Celem był ćwierćfinał. Zadanie trudne, ale jak twierdzili opiekunowie naszej kadry i zawodnicy, będące w zasięgu. Trener Mike Taylor miał komfort pracy, a nasi czołowi zawodnicy okrzepli i nabrali doświadczenia, grając w czołowych ligach Europy, hiszpańskiej, włoskiej i tureckiej.
Niestety, w Helsinkach było jeszcze słabiej niż przed dwoma laty. Biało-czerwoni wygrali tylko ze słabiutką Islandią, przegrali natomiast ze Słowenią, Finlandią, Francją i decydujący mecz o wyjściu z grupy z Grecją. - Grupa była silna, z klasowymi zespołami. Jak się jednak okazało, nie były nie do ogrania. Sporo było zawodników z przeszłością w NBA. Z kolei Grecja to właściwie cały skład z Euroligi. Jest nam przykro, bo chcieliśmy grać dalej. Realia są niestety inne - podsumował występ kadry Adam Waczyński, kapitan naszej drużyny.
Z Grekami Polacy grali twardo, ale tak jak w starciach z Francją i przede wszystkim Finlandią zawalili końcówkę. - Nie jesteśmy przyzwyczajeni do grania na takiej intensywności przez 40 minut. Polska liga tego nie umożliwia. Na pewno w końcówkach zawodziliśmy - przyznał rozgrywający Łukasz Koszarek. - Daliśmy z siebie wszystko. Cóż, nie wystarczyło. Grecy świetnie trafiali za trzy i tyle. Mają duży potencjał w ataku. Staraliśmy się zagęszczać środek licząc, że będą rzucali z dystansu tak, jak w poprzednich meczach (tylko 33 proc. skuteczności - przyp. red.). Niestety... – dodał. 33-letni weteran nie miał łatwego zadania. Mike Taylor, trener naszej drużyny, zaryzykował i do Finlandii zabrał jedynie dwóch rozgrywających, oprócz Koszarka A.J. Slaughtera. Ten jednak w starciu z Finlandią doznał kontuzji, która wyeliminowała go z gry w meczach z Francją oraz Grecją. Koszarek został sam. Próbowali go wspierać Adam Waczyński i Mateusz Ponitka, ale ich specjalnością nie jest rozgrywanie akcji, a kończenie ich rzutami. Gdy więc Koszarek szedł na ławkę odpocząć, gra Polaków szwankowała. Francuzi i Grecy znakomicie potrafili to wykorzystać.
- Nikt z nas, poza Łukaszem Koszarkiem, nie jest rasową jedynką. Nie potrafimy organizować gry tak jak on, czy też jak A.J. Na pewno jego zabrakło. Przydałby się szczególnie w końcówkach, zdobywałby ważne punkty po rzutach z dystansu lub po wejściach - podkreślił Waczyński.
Jakie wnioski z EuroBasketu? - Przede wszystkim musimy zdecydowanie poprawić grę w końcówkach. Bo to nie pierwszy mecz, w którym czegoś brakuje w czwartej kwarcie, że oddajemy praktycznie wygrane spotkanie. Nie wiem, z czego to wynika. Trzeba te wszystkie mecze obejrzeć, przeanalizować. Może brakuje zimnej krwi, instynktu zabójcy, by przy prowadzeniu dziewięcioma punktami - jak z Finami - dobić rywali, a nie rozluźnić się - ocenił Damian Kulig, który ma za sobą 68 występów w reprezentacji i 445 zdobytych punktów. Niestety te 26 rzucone Grekom na wiele się nie zdały...

 

Z tej samej kategorii