I po mistrzostwach!

Grecja - Polska
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Najlepszy mecz na mistrzostwach Damiana Kuliga, świetna gra Łukasza Koszarka nie wystarczyły. Polacy przegrali z Grecją i pożegnali się z turniejem.

Dla obu ekip ostatnie spotkanie w fazie grupowej było o być albo nie być w turnieju. Zwycięzca jechał do Stambułu na fazę pucharową, przegranemu pozostawał żal i przedwczesny powrót do domu.
Na papierze Grecy bili Polaków na głowę. To oni grają w czołowych zespołach, na co dzień rywalizują w Eurolidze, mają doświadczenie nawet w NBA. Ale w mistrzostwach spisywali się słabiutko. Niesnaski w drużynie – m.in. przed zawodami doszło do bójki między zawodnikami – brak największych gwiazd jak Giannis Antetokounmpo czy Kostas Koufos – spowodowały, że tak jak Polacy do decydującego starcia przystępowali tylko z jedną wygraną ze słabiutką Islandią.
Wydawało się zatem, że biało-czerwonych stać na sprawienie niespodzianki, ale musieli doskonale zagrać przez pełne 40 minut, a nie tylko momentami, jak to miało miejsce przeciwko Słowenii, Francji czy Finlandii. - Musimy zagrać najlepszy mecz w najważniejszym momencie. Wierzę, że jeżeli będziemy grali swoją koszykówkę do ostatniej sekundy meczu, a nie tak jak z Francją czy Finlandią, gdy w końcówkach zagapiliśmy się, to wygramy z Grecją – podkreślił skrzydłowy reprezentacji Polski, Aaron Cel.

 

Bez Slaughtera
Niestety, już przed pierwszym gwizdkiem sędziego na naszą drużynę spadł pierwszy cios. Okazało się, że kontuzja A.J. Slaughtera, której nabawił się w starciu z Finlandią okazała się groźniejsza niż początkowo przewidywano. Amerykan nie był wstanie pomóc kolegom. – Nie jest gotowy. Próbował zagrać na rozgrzewce, ale okazało się, że wciąż odczuwa ból – tłumaczył Rafał Juć, który w kadrze odpowiada za skauting. – Ale w poprzednim spotkaniu z Francją pokazaliśmy, że potrafimy sobie bez niego poradzić, że Mateusz Ponitka i Adam Waczyński są w stanie go zastąpić – dodawał.
Brak Slaughtera to jednak bardzo wielka strata. Mike Taylor, trener naszej drużyny, na pozycji rozgrywającego pozostawał bowiem bez pola manewru. Co z tego, że Ponitka czy Waczyński potrafią wyprowadzać piłkę, skoro obarczeni nowymi zadaniami nie mogli się skupić na tym, co im najlepiej wychodzi, czyli rzutach z dystansu.

 

Początek jak marzenie
Polacy mecz zaczęli znakomicie. Twardo bronili i wyprowadzali szybkie ataki. Nie zrazili się nawet chwilowym zrywem Greków - przegrywali wówczas 4:8 – tylko cały czas starali się narzucić rywalom swój styl gry. I udawało im się. W naszym zespole kapitalnie spisywali się zwłaszcza Łukasz Koszarek i Damian Kulig. Ten pierwszy zaskakiwał Greków niekonwencjonalnymi podaniami, Kulig natomiast nie miał sobie równych pod koszem. Praktycznie każde dogranie do niego piłki w strefę trzech sekund kończyło się zdobyczami punktowymi. Wreszcie też odblokował się w rzutach z dystansu. To jego potężna broń, ale w hali w Helsinkach wstrzelić się nie potrafił. Przełamanie nastąpiło z Grekami. W pierwszej połowie zaliczył dwie „trójki”. Koszarek z Kuligiem mieli też wsparcie w kolegach. Dobra gra biało-czerwonych przełożyła się na zdobycze punktowe. Tuż przed końcem pierwszej kwarty wygrywali już 29:21. Powiało optymizmem.

 

Górą doświadczenie
Od drugiej kwarty rozpoczęły się problemy. Doświadczeni Grecy, gdy zajrzało im w oczy widmo odpadnięcia z turnieju, wzięli się do roboty. Na bok poszły kłótnie i nieporozumienia. Nick Calathes, Kostan Sloukas, Georgios Printezis czy Ioannis Bourousis pokazali, że w koszykówkę grać potrafią i o świetnie. Grecy już na początku zaliczyli serię 9 punktów z rzędu i odrobili straty. Po zaledwie dwóch minutach prowadzili 32:29 po „trójce” Kostasa Papanikolaou.
Polacy dotrzymywali im kroku. Główna w tym zasługa Koszarka z Kuligiem. Ich akcje były ozdobą spotkania.
Trwała wymiana ciosów. Trzy punkty straty do Greków (67:70) przed ostatnią częścią sprawiał, że nasi koszykarze nie byli na straconej pozycji. W decydujących momentach to jednak zawodnicy z Hellady pokazali determinację i skuteczność, a ich liderom nie zadrżały ręce w decydujących momentach. Ostatnią kwartę wygrali różnicą aż 15 punktów.
Pod koszem doświadczony, 33-letni Bourousis ogrywał Przemysława Karnowskiego. Polacy mieli w ogóle kłopoty ze zbiórkami (24:37), przegrywając także pojedynki z mającym 217 centymetrów wzrostu 20-letnim Georgiosem Papagiannisem z Sacramento Kings.
Grę rywali znakomicie prowadził Calathes, mający za sobą dwa lata gry w NBA. Zakończył mecz z double-double - miał 24 pkt i 10 asyst. Kluczowa dla jego losów była połowa czwartej kwarty - wówczas mistrz Euroligi w barwach Fenerbahce Stambuł Kostas Sloukas trafił zza linii 6,75 m i Grecy prowadzili 80:71. Tej wysokiej przewagi Polakom nie udało się już zniwelować. Naszemu zespołowi zabrakło i punktów spod kosza, i energetycznych akcji Ponitki czy kapitana Waczyńskiego.
Grecy zajęli czwarte miejsce w tabeli grupy A i w 1/8 finału zmierzą się w Stambule z liderem grupy B, która kończy w środę rywalizację w Tel Awiwie - Litwinami.

 

 

GRECJA – POLSKA 95:77 (23:29, 26:14, 21:24, 25:10)


GRECJA: Calathes 24 (4x3), Sloukas 26 (5x3), Printezis 14 (1x3), Papanikolaou 8 (2x3), Agravanis – Bourousis 10, Pappas 3 (1x3), Papagiannis 8, Mantzaris, Papapetrou 2, T. Antetokounmpo. Trener Constandinos MISSAS.
POLSKA: Cel, Kulig 26 (3x3), Ponitka 8, Waczyński 17 (1x3), Koszarek 12 (2x3) – Karnowski 7, Gielo, Zamojski 5 (1x3), Sokołowski 2. Trener Mike TAYLOR.

 

Z tej samej kategorii