Popisowa porażka z Finami

Finlandia - Polska
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Polacy na półtorej minuty przed końcem wygrywali dziewięcioma punktami. W spektakularny sposób roztrwonili przewagę i po dwóch dogrywkach przegrali. Porażka mocno ograniczyła ich szansę na wyjście z grupy.

Finowie są objawieniem pierwszych dni mistrzostw. Na inaugurację sprawili ogromną niespodziankę, pokonując faworytów Francuzów, a w kolejnym starciu stoczyli pasjonujący, przegrany dopiero w ostatnich sekundach bój ze Słoweńcami.
Na gwiazdę imprezy wyrasta Lauri Markkanen. Zaledwie 20-letni środkowy, którzy w nadchodzącym sezonie grał będzie w Chicago Bulls, w dwóch pierwszych meczach zdobył 22 i 24 pkt. Jest bardzo sprawny i wszechstronny. Choć mierzy 211 cm wcale nie trzyma się kurczowo strefy podkoszowej. Świetnie rzuca też z półdystansu i dystansu, a  do tego nie boi się wejść po kosz. Ale nasi gracze nie tylko Markkanena musieli się obawiać. Są też rozgrywający Petteri Koponen z FC Barcelona oraz rzucający obrońca Sasu Salin, który od nowego sezonu będzie kolegą Adam Waczyńskiego w Unicai Malaga.
- Mecz z Polską na pewno będzie trudny. O Słowenii już zapominamy. Macie zgrany kolektyw, który nawet bez Gortata i Lampego jest groźny – powiedział Jamar Wilson, jeden z naturalizowanych Amerykanów w fińskiej ekipie.

 

Powrót do gry
Polacy nie przestraszyli się Finów. Zaczęli nieźle. Niestety, szybko dopadł ich kryzys. Rywale po pierwszych dość niemrawych minutach zaczęli grać znacznie agresywniej. Odepchnęli od kosza naszych zawodników. Z ich presją nie mogli sobie poradzić, ani Łukasz Koszarek, ani A.J. Slaughet. A co gorsza Finowie wstrzelili się. Raz za razem „dziurawili” kosz Polaków rzutami za trzy punkty. Po trzech „trójkach” – dwie trafił Markkanen jedną Koponen – na początku drugiej kwarty mieli już 14 punktów przewagi (27:13) i opiekun naszej kadry musiał porosić o przerwę. – Skupcie się na numerze 23 (Markkanen – przyp. red.). Cały czas wywierajcie na niego presję i gramy w obronie – apelował do swoich podopiecznych.
Uwagi poskutkowały. Polacy wciąż mieli problemy, ale powoli odrabiali straty. Nie dawali się już tak łatwo ogrywać i przede wszystkim wyeliminowali błędy. Udało im się także trafić kilka razy zza linii 6,75 m, a to spowodowało, że na przerwę schodzili ze sporymi nadziejami, bo mieli do rywali tylko cztery „oczka” straty. – Mieliśmy przestój, ale udało nam się wrócić do gry. Już widać, że będzie walka do końca. Nikt nie odpuści – mówił w przerwie spotkania Tomasz Gielo, skrzydłowy naszej drużyny.

 

Tragedia w końcówce
Druga połowa przyniosła niesamowite emocje. Polacy grali świetnie. Gielo kompletnie wyłączył z gry Markkanena, a bez niego Finowie sobie nie radzili. Wydawało się, że nasi gracze wygrają. Na niespełna dwie minuty przed końcem mieli aż dziewięć punktów przewagi. I „popisowo” ją roztrwonili. Wystarczyły trzy błędy w końcówce, by gospodarze doprowadzili do dogrywki. Bohaterem okazał się Markkanen. Najpierw dał się sfaulować Gielo przy rzucie za trzy „oczka”, potem przejął fatalne podanie Koszarka i skończył akcję efektownym wsadem. W ostatniej akcji natomiast Mateusz Ponitka przy próbie rzutu popełnił błąd kroków.
Pierwsza dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia. W drugiej decydujący cios zadali Finowie. Zadanie ułatwili im jednak nasi gracze. Nie wykorzystali aż czterech z pięciu rzutów wolnych, a do tego, mając szansę na doprowadzenie do kolejnej dogrywki, wyprowadzający piłkę Damian Kulig wyrzucił ją w aut.
Przed biało-czerwonymi jeszcze dwa mecze w grupie. Tylko zwycięstwa z Francją i Grecją dadzą im awans.

 

 

FINLANDIA – POLSKA 90:87 (18:8, 18:24, 16:20, 14:14, dogrywka I 12:12, dogrywka II 12:9)


FINLANDIA: Huff, Salin 10 (2x3), Kotti 8, Koponen 21 (4x3), Lee 4 – Koivisto 6 (2x3), Nuutinen, Rannikko 2, Markkanen 27 (2x3), Wilson, Murphy 12 (1x3). Trener Henrik DETTMANN.
POLSKA: Cel, Kulig 12, Ponitka 14 (1x3), Waczyński 18 (4x3), Koszarek 3 (1x3) – Hrycaniuk, Karnowski 9, Gielo 11 (2x3), Zamojski 2, Slaughter 18 (2x3). Trener Mike TAYLOR.

 

Z tej samej kategorii