Potrzebne zdrowie i koncentracja

MKS Dąbrowa Górnicza w Szczecinie spróbuje przerwać passę porażek. Jacek Winnicki wciąż jednak nie może liczyć na wszystkich graczy.

TBV Start Lublin - MKS Dabrowa Gornicza
 /  fot. Wojciech Szubartowski  /  źródło: Pressfocus

Jeszcze nie tak dawno dąbrowianie mogli się poszczycić serią dziewięciu wygranych z rzędu. Przez moment byli nawet liderem ekstraklasy. Później jednak nastąpiła katastrofa, czyli plaga kontuzji. Efekt? Trzy porażki z rzędu i odwołany mecz z Miastem Szkła Krosno. Doszło nawet do tego, że w niedawnym starciu z Polskim Cukrem Toruń Winnicki mógł skorzystać jedynie z sześciu zawodników.

 

Problem... środkowy
Największy problem jest z pozycją środkowego. Najpierw z powodu urazu do końca sezonu wypadł Jakub Parzeński, a następnie podobny los spotkał zakontraktowanego w grudniu na jego miejsce Aleksandra Mladenovicia. Serb w spotkaniu z GKT Gliwice zerwał ścięgno Achillesa. W Dąbrowie Górniczej od razu ruszyły poszukiwania nowego centra. - Szukamy, ale trudno powiedzieć, czy w ogóle kogoś zakontraktujemy. Wszystko zależy od tego, czy na rynku pojawi się odpowiedni gracz, za odpowiednią kwotę. Dysponujemy bowiem ograniczonym budżetem, do tego zawodnicy podkoszowi generalnie są drodzy i jeszcze musimy zapłacić za jego licencję 30 tys. złotych. Robi się więc z tego niezła sumka. Nie możemy się więc pomylić. Musi być to zawodnik, który od razu wejdzie do zespołu i będzie jego silnym punktem - przyznaje Marcin Cieńciała, dyrektor sportowy MKS-u.

 

Na szczęście inne urazy nie okazały się aż tak groźne. W dzisiejszym spotkaniu powinni już zagrać Witalij Kowalenko, Piotr Pamuła i Maciej Kucharek. Wykluczony jest tylko występ kontuzjowanego od dłuższego czasu Pauliusa Dambrauskasa, który zmaga się z bolesnym urazem mięśniowym.

 

MKS liczy, że po dojściu do zdrowia większości zawodników w Szczecinie uda się przełamać serię porażek. - Szczecin to bardzo trudny teren, a King jest blisko nas w tabeli. Ewentualna wygrana byłaby zatem bardzo cenna i umocniła nas w czołówce. Do tego już w niedzielę czeka nas starcie z rozpędzonym Treflem Sopot. Nie chcielibyśmy do niego przystępować z czterema przegranymi na koncie, bo z każdą porażką rośnie presja – ocenia Cieńciała.

 

Chodzi o koncentrację
GTK Gliwice powalczy natomiast o drugie zwycięstwo z rzędu, co jeszcze mu się w elicie nie przytrafiło. Szansa jest na to ogromna. Gliwiczanie podejmują bowiem AZS Koszalin. To jedna ze słabszych ekip w lidze. Wygrała tylko pięć meczów, czyli tyle samo co GTK. Ale lekceważyć jej nie można, stać ją bowiem na niespodzianki. Za taką należy uznać pokonanie BM Slam Stali Ostrów Wlkp i to na jej terenie. Gwiazdą drużyny jest Quintel Woods, który przed laty „czarował” polskie parkiety, będąc podporą Prokomu Gdynia. Amerykanin takiej formy jak wtedy już nie prezentuje, ale w koszykówkę grać potrafi. Znakomicie radzą sobie też Jakub Dłoniak, Nikola Malasević i Aleksandar Marelja.

 

Do tego gliwiczanie znacznie lepiej radzą sobie z drużynami z czołówki, niż z dolnych rejonów tabeli. Potrafili pokonać MKS Dąbrowa Górnicza i ostatnio Rosę Radom, ale przegrali z Miastem Szkła Krosno. - Jeśli jesteśmy odpowiednio skoncentrowani, potrafimy być groźni dla najlepszych. Mam nadzieję, że w kolejnych meczach tej koncentracji nam nie zabraknie - mówi Paweł Turkiewicz, trener GKT.

 

W środę grają
GLIWICE, 18.00: GTK – AZS Koszalin
SZCZECIN, 18.00: King – MKS Dąbrowa Górnicza

 

Z tej samej kategorii