Trener sosnowiczanek ma swoją propozycję w sprawie cudzoziemek w lidze

JAS-FBG ZAGLEBIE SOSNOWIEC - ENERGA TORUN
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Jedna czy dwie Polki na parkiecie? Ile Amerykanek? To tylko niektóre problemy, które musi rozwiązać Polski Związek Koszykówki. Podczas turnieju finałowego Pucharu Polski, który odbył się w ubiegłym tygodniu w Krakowie, doszło do spotkania przedstawicieli klubów Basket Ligi Kobiet i PZKosz.

Dyskusja dotyczyła tego, ile Polek ma być w każdej chwili na parkiecie - mówi Mirosław Orczyk, trener JAS-FBG Zagłębia Sosnowiec, który brał udział w naradzie.

 

Tylko jedna?

Było gorąco, bo też ścierały się interesy klubów, które grają, ewentualnie pretendują do występów w Eurolidze. Swoje zdanie miały kluby mniej zamożne, których nie stać je na kontraktowanie drogich koszykarek. Trwała też dyskusja działaczy PZKosz, dla których priorytetem jest dobro reprezentacji narodowej, z szefami klubów myślącymi przede wszystkim o silnej lidze. Propozycji było zatem mnóstwo: od formuły open, czyli otwarcia się całkowicie na koszykarki z zagranicy, po ustanowienie limitu dwóch lub jednej Polki, która cały czas ma przebywać na parkiecie.

 

- Najbardziej prawdopodobna jest wersja z jedną krajową zawodniczką na boisku i dwoma lub trzema Amerykankami w kadrze. Nieograniczona natomiast może być liczba koszykarek z Europy - wyjaśnia Orczyk. - Nie wiem, dlaczego chcemy stawiać na europejskie zawodniczki. Bardziej skłaniałbym się ku wariantowi z trzema Amerykankami. Jest ich znacznie więcej niż Europejek i są zdecydowanie... tańsze. To pozwoli klubom o mniejszych budżetach na podjęcie walki z lepszymi zespołami - dodaje szkoleniowiec „Jasek”.

 

A może mecze rezerw?

Zaproponował on też alternatywne rozwiązanie. - Moglibyśmy np. zostawić jedną Polkę, jednak przy okazji wprowadzić nakaz gry przez jedną kwartę krajowej zawodniczki, ale do 23 lat. Takie rozwiązanie spowodowałoby, że młode koszykarki, które w swoich kadrach mają przecież wszystkie zespoły, musiałby grać, a nie spędzałyby meczu na ławce, jak ma to miejsce obecnie. To wymusiłoby u trenerów większe zainteresowanie takimi zawodniczkami - uważa Orczyk.


Jego drugą propozycją jest powrót do meczu rezerw. - To rozwiązanie podobne do już istniejących i sprawdzających się w siatkówce oraz piłce nożnej. Każdy zespół jadąc na mecz ligowy rozgrywałby dwa spotkania. W sobotę rano grałyby rezerwy, czyli te młode koszykarki wzmocnione kilkoma z pierwszej drużyny, a po południu odbyłoby się właściwe spotkanie - wyjaśnia szkoleniowiec sosnowieckiego zespołu. Ostateczną decyzję podejmie w lutym zarząd PZKosz.

 


Tak jest obecnie
W kadrze każdego zespołu występujące w Basket Lidze Kobiet mogą być nie więcej niż trzy zawodniczki posiadające obywatelstwo państwa, którego federacja narodowa nie jest zrzeszona w FIBA Europe. Natomiast na parkiecie w każdej chwili muszą przebywać co najmniej dwie koszykarki posiadające status zawodnika miejscowego.

 

Tak jest w PLK
W rozgrywkach Polskiej Ligi Koszykówki przez cały mecz musi przebywać na boisku przynajmniej dwóch graczy posiadających status zawodnika krajowego. W protokole meczowym takich koszykarzy musi być przynajmniej sześciu.

 

 

Z tej samej kategorii