Ekstraklasa po śląsku, czyli jak trwoga, to do... miasta

Zieńczuk leżący Ruch
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus
17-03-2016 | 20:29

Autor: Dariusz Czernik

Śląskie kluby nie mogą żyć bez pomocy gmin.

Można sobie wyobrazić śląski futbol bez wsparcia gmin? Nie można. Oczywiście nie mam na myśli kopania piłki na poziomie amatorskim, gdzie skrzyknie się kilku pasjonatów i wrzuci coś do wspólnego kapelusza, traktując futbol jak hobby i pasję. Myślę o czymś, co przynajmniej z nazwy powinno przypominać solidnie funkcjonujący profesjonalny klub.

Piast żyje dzięki Gliwicom, a Górnik żyje dzięki Zabrzu, choć patrząc na futbol prezentowany przez graczy z Roosevelta, kibice słusznie zadają sobie pytanie „co to za życie”. Dzięki miejskiej kroplówce funkcjonuje GKS Katowice, radzi sobie Zagłębie Sosnowiec, teraz do tego grona „z przytupem” dołącza Ruch Chorzów.


Patrząc na chorzowian można być złośliwym - a może raczej dociekliwym - i zapytać, dlaczego jest tak źle, skoro cały czas słyszeliśmy, że jest tak dobrze, bo choć sygnały o problemach się pojawiały, to z klubu płynęły wyłącznie dobre nowiny.
Jednak nie w tym rzecz. To, że problemy mają wszyscy sprawia, że nie ma mowy o przypadku.
Można się tylko zastanowić, czy to efekt nadmiaru „gęb” do wykarmienia, co tłumacząc na język futbolu oznacza mnogość klubów mających ambicje w porównaniu do potencjału ekonomicznego regionu. Może to nieudolność zarządzających, którym się wydaje, że jakoś to będzie? A którzy nie zauważają, że świat się zmienia i to, co jeszcze kilka lat temu zostałoby „zatuszowane” lub zamiecione pod dywan, dziś po prostu nie przejdzie.


Faktem jest, że przez 27 lat, które mijają od zmian ustrojowych, śląski futbol nie dorobił się jednego potężnego i poważnego właściciela. Z pieniędzmi, wizją, pomysłem, zapałem i wiedzą, jak zbudować solidny zawodowy klub. 27 lat...
Absolutnie nie jestem przeciwnikiem gminnej pomocy dla klubów. Szczególnie tutaj, gdzie futbol jest częścią tkanki społecznej, gdzie są tradycje i kibice, a widowisko sportowe wciąż dla tysięcy ludzi jest największą atrakcją. I bądźmy szczerzy - nazwa klubu często jest jedynym pretekstem, by o mieście usłyszała cała Polska.


Byłoby jednak dobrze, gdyby za tym szło dobre zarządzanie nieswoimi pieniędzmi - czytaj Zabrze. Ewentualnie zdrowy i przejrzysty układ - czytaj Ruch, gdzie - to wciąż zasadnicza różnica między wymienionymi wyżej klubami - jest konkretny właściciel, który dopiero widząc, że nie daje rady, przestał machać szabelką i z pokorą przyszedł po pomoc.
Oczywiście ją dostanie, Chorzów został bowiem postawiony w sytuacji bez wyjścia, jak każdy, kto wybiera między życiem i agonią. Tylko co dalej? Nowy stadion na Cichej nie powstanie. Stadion Śląski ma być gotowy za 1,5 roku (najwcześniej), a każdy zdaje sobie sprawę, że to też nie jest dla Ruchu rozwiązanie idealne.


A może decyzja radnych o udzieleniu pożyczki to wstęp do przejęcia kontroli nad klubem przez miasto, bo trudno sobie wyobrazić, kiedy i z czego Ruch odda ponad 20-milionowy dług - jest jeszcze coś takiego jak odsetki. Kasa za udziały? To pytanie na pewno padnie w najbliższym czasie wielokrotnie. 31 marca na sesji rady miasta ręce na pewno zostaną uniesione w górę, bo pacjent potrzebuje krwi. Pytanie, czy w konsekwencji tej decyzji pojawi się lepszy niż w ostatnich latach pomysł, jak utrzymać go przy życiu?