Dawni mistrzowie rzucili ręcznik?

Radoslaw Sobolewski
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus
01-03-2016 | 11:12

Autor: Dariusz Czernik

Do końca sezonu jest jeszcze długa, i dla wielu pewnie kręta droga, ale w Krakowie i w Zabrzu mają problem. I to duży.

Długo trzeba szukać, by znaleźć taką sytuację, jaka ma miejsce po 24 kolejkach. Bez gwarancji sukcesu, że się znajdzie. Otóż na miejscach spadkowych są dwa kluby, które łącznie zdobyły 27 tytułów mistrza Polski. Do końca sezonu jest jeszcze długa, i dla wielu pewnie kręta droga, ale w Krakowie i w Zabrzu mają problem. I to duży.

 

Traf chciał, że tydzień przed wznowieniem rozgrywek Wisła ostatni sparing zagrała z Górnikiem, a po meczu jedni i drudzy byli... zadowoleni. Górnik, bo wygrał w Myśleniach 2:1, a Wisła, ponieważ zdecydowanie lepiej grała w piłkę. Drużyna z Roosevelta w meczach o punkty jakości nie podniosła, a na swoje nieszczęście totalnie zatraciła skuteczność. To jedyna jedenastka, która jeszcze nie strzeliła w 2016 roku bramki. Jeżeli nic się nie zmieni, to urodzone kilkanaście dni temu dziecko Erika Grendela zacznie raczkować, a nie doczeka się „kołyski”. Wisła ma inny kłopot. W dwóch ostatnich meczach prowadziła, by zdobyć w nich zaledwie punkt. Jeżeli piłkarz Podbeskidzia mówi, „wiedzieliśmy, że osłabną w drugiej połowie”, to w Krakowie mają o czym myśleć.


A co ma powiedzieć Jan Urban? Dwa ostatnie mecze to zero zdobytych punktów, sześć straconych goli i jeszcze uraz zdaje się, że jedynego w miarę klasowego napastnika. Wydawało się, że koszmar z lipca i sierpnia ubiegłego roku minął bezpowrotnie, tymczasem Lech ponownie musi patrzeć przede wszystkim za siebie, bo mistrzowska ósemka wcale nie jest taka oczywista. Środowe starcie w Zabrzu, gdzie Urban tym razem nie przyjedzie na otwarcie stadionu, jak było tydzień temu, urasta do wyjątkowo „gorącego”.


Legia tego problemu nie ma. Wygrała po raz trzeci, a patrząc na dokonania drużyn, które jesienią dawały nadzieję, że w walce o mistrzostwo mogą zespół z Warszawy przynajmniej postraszyć, dziś wszystkie sprawiają wrażenie bokserów, którzy już w pierwszej rundzie rzucili ręcznik. Cracovia, Pogoń, Piast, wspomniany Lech... Te cztery kluby zdobyły cztery punkty. Łącznie i to w... dwóch ostatnich kolejkach. To o dwa mniej niż w tym samym czasie skazywane na spadek Podbeskidzie, które pokazało jak podnieść się po klęsce. Robert Podoliński zaczął rok od 0:5 w Gdańsku, by w kolejnych meczach wygrać z Lechem i Wisłą. „Górale” strzelili w nich sześć goli!


Wracając do Legii, po wielu miesiącach wróciła na fotel lidera. Chyba szybciej niż spodziewał się Stanisław Czerczesow oraz jego piłkarze. I jeżeli zespół z Warszawy nie przegra mistrzostwa sam ze sobą, jak w ostatnich latach często bywało, to świętowanie setnych urodzin klubu może być wyjątkowo długie i huczne.

#EuroMisja2016: Frustracja Arkadiusza Milika