Wciąż brak decyzji w sprawie torów lodowych, ale pojawiło się światełko w tunelu

    wisła skocznia
     fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

    Wczoraj organizatorzy zawodów w Wiśle nerwowo oczekiwali na rozstrzygnięcie przetargu, który miał wyłonić wykonawcę remontu torów na skoczni im. Adama Małysza. Muszą jednak jeszcze trochę poczekać.

    Skocznia przed rozpoczęciem inauguracji Pucharu Świata w sezonie 2017/18 (18-19 listopada) ma zostać wyposażona w tory lodowe. Nadzorujący całą inwestycję Centralny Ośrodek Sportu w Szczyrku poinformował, że - podobnie jak w pierwszym, anulowanym postępowaniu - do centrali wpłynęła tylko jedna oferta, tym razem ze Słowenii. Firma MANA wyceniła swoją pracę na 2,3 mln zł netto. To o 100 tys. zł więcej niż zakładał COS.

     

    Dlatego właściciel obiektu w Wiśle postanowił wstrzymać się z decyzją do przyszłego tygodnia. Jeśli propozycja Słoweńców zostanie pozytywnie rozpatrzona, prace na skoczni w Malince powinny się rozpocząć krótko po zakończeniu zawodów LGP. W przeciwnym wypadku trzeba będzie rozpisać kolejny przetarg. Po południu dyrektor zawodów, Andrzej Wąsowicz postanowił w związku z tym wstrzymać sprzedaż biletów na listopadowe zawody PŚ. Kilka godzin później zmienił jednak decyzję. COS postanowił skontaktować się z oferentem. Okazało się, że ten... popełnił błąd i zamiast kwoty netto podał kwotę brutto.

     

    - Przetarg nie został unieważniony. Oferent obiecał, że przyjedzie do Warszawy w poniedziałek lub we wtorek i skoryguje swój błąd - odetchnął z ulgą Wąsowicz. Według wiceprezesa PZN-u przetarg ten zostanie zakończony powodzeniem. A jeśli tak, to remont torów najazdowych na skoczni w Malince powinien ruszyć niebawem. Prawdopodobnie będzie to zaraz po zawodach Turnieju Beskidzkiego (18-20 sierpnia). - Niedawno skocznię wizytował przedstawiciel firmy, która wysłała ofertę. Mówił, że montaż torów potrwa trzy tygodnie - zdradził Wąsowicz.

    Z tej samej kategorii