Ucieczka przed Freitagiem i presją. Dziś trzeci konkurs Turnieju Czterech Skoczni

    Kamil Stoch po zajęciu drugiego miejsca w kwalifikacjach do dzisiejszego konkursu w Innsbrucku… czmychnął przed dziennikarzami. To element obrony przed presją ze strony mediów. O tym, czy ta taktyka przyniesie pożądany efekt, przekonamy się o 14.00.

    Turniej Czterech Skoczni Ga-Pa
     fot. Tadeusz Mieczyński  /  źródło: Pressfocus

    W Tyrolu od rana wiało tak mocno, że czasami miało się wrażenie, że głowa odchodzi od reszty ciała. Trenerzy na widok bujających się drzew kiwali przecząco głowami. Wszyscy byli przekonani, że z wczorajszych skoków nici, zwłaszcza że prognozy z każdą minutą były coraz gorsze. Ostatecznie udało się przeprowadzić kwalifikacje, choć w pewnym momencie wiatr na pół godziny przerwał rywalizację.

     

    Z obawą o warunki

    Zresztą na dźwięk słowa „warunki” nasi skoczkowie zaczynają wypowiadać się z lekką obawą. Nie ma się zresztą czemu dziwić - nie chcielibyśmy, by to właśnie one miały wpływ na walkę Kamila Stocha o zwycięstwo w 66. Turnieju Czterech Skoczni. - Jeden podmuch wiatru może zaprzepaścić szanse nie tylko na wygranie przez Kamila wszystkich czterech konkursów, ale i całej imprezy. Nieraz w przeszłości mogliśmy się przekonać, że pogoda w Austrii może doprowadzić do niespodzianek - podkreśla w rozmowie z TVP Maciej Kot. Dziś na szczęście aura dla skoczków ma być bardziej łaskawa.

     

    Jedyne, czego nie musimy się obawiać, to formy Stocha. Nasz mistrz wciąż lata daleko. W pierwszej serii treningowej pofrunął aż 130,5 metra i był najlepszy. W kwalifikacjach zaś, ze skróconego rozbiegu wylądował 3 metry bliżej i zajął drugie miejsce, za Japończykiem Junshiro Kobayashim. Trzeci był Richard Freitag, który w klasyfikacji łącznej TCS traci do Stocha 11,8 pkt. Niemiecka prasa zdążyła określić już swojego krajana mianem „Zweitaga” (od zwei, czyli dwa). 26-latek bowiem dwukrotnie kończył ostatnie zawody tuż za Kamilem.

     

    Trener zabronił rozmów

    Dwukrotny mistrz olimpijski w austriackiej części turnieju występuje w roli uciekiniera. Nie tylko przed Freitagiem, ale także presją. Kamil Stoch jak ognia unika odpowiedzi na pytania odnoszące się do wyczynu Svena Hannawalda z sezonu 2001/02 i wygrania wszystkich czterech konkursów.

     

    - Nie chcę o tym rozmawiać z prostego powodu - nie chcę dodawać sobie ani presji, ani nerwów, bo i tak mam ich już pod dostatkiem. Wierzcie mi - ja naprawdę denerwuję się na każdych zawodach. Nie jestem robotem. Dla mnie najważniejsze jest skupienie się na tym, co mam zrobić i oddanie dobrych skoków - mówił jeszcze we wtorek. Wczoraj Kamil już z dziennikarzami nie rozmawiał. Stefan Horngacher uznał, że nie ma sensu nakręcać niezdrowej atmosfery wokół wyczynów swojego lidera. Czy taka forma obrony przyniesie skutek? - przekonamy się już dziś.

     

    Skrajne przeżycia

    Dla Stocha Innsbruck jest miejscem skrajnych przeżyć. Od radości związanej z miejscami na podium (2013, 2014), po rozczarowanie, tak jak w 2012 roku, kiedy prowadząc po I serii zawodów, w finałowej rundzie został puszczony w złych warunkach i stracił szansę na zwycięstwo. Z kolei rok temu nad skocznią Bergisel unosił się strach, kiedy Kamil w serii próbnej upadł i długo nie było wiadomo, czy będzie kontynuował rywalizację.

     

    Polak w obecnej sytuacji na całkowity spokój liczyć nie może, choć Stefan Horngacher uważa, że stan ten ma paradoksalnie swoje plusy. - To dobrze, że Kamil jest liderem TCS. Dzięki temu inni nasi zawodnicy nie czują presji i mogą w spokoju pracować - oświadczył austriacki szkoleniowiec na antenie Eurosportu.

     

    Udany debiut Pilcha

    A pozostali Polacy w cieniu Kamila spisują się dobrze lub bardzo dobrze. Przez kwalifikacyjne sito przeszli wszyscy biało-czerwoni. Dawid Kubacki, który w TCS zajmuje trzecie miejsce, wczoraj był czwarty. Stefan Hula - ósmy. Niezły debiut w Pucharze Świata zaliczył Tomasz Pilch, który zajął 38. miejsce. - Cel został osiągnięty. Skok był dobry, tylko ciężko było podejść do telemarku, bo w końcówce lotu trochę mnie wycofało. Trudno powiedzieć, jak duży jest przeskok między Pucharem Kontynentalnym a Pucharem Świata, bo zdołałem tu oddać dopiero trzy próby. Zobaczymy, co się stanie jutro - skomentował swój występ 17-letni lider narciarskiej drugiej ligi, który w serii KO zmierzy się ze Stephanem Leyhe. Ciekawie zapowiada się także pojedynek Jakuba Wolnego z Peterem Prevcem i Macieja Kota z Noriakim Kasaim.

     

    PŚ w Innsbrucku (czwartek)

    12.30 - seria próbna

    14.00 - 1. seria konkursu indywidualnego

    Transmisje w TVP 1 i Eurosporcie 1

    Z tej samej kategorii