Sven Hannawald: Kamila może pokonać tylko Freitag

    - Kamil Stoch nie jest arogancki. To spokojny skoczek, który na każdym kroku podkreśla, jak wiele znaczy dla niego jego rodzina i jak bardzo się cieszy, będąc z nią. To największy faworyt igrzysk olimpijskich - mówi były skoczek, a obecnie komentator „Eurosportu”.

    66. TCS w Bischofshofen
     fot. Tadeusz Mieczyński  /  źródło: Pressfocus

    Kiedy jest pan w Zakopanem, od razu przypomina nam się pański rekord Wielkiej Krokwi - 140 metrów - i okrzyki polskich kibiców: „Hanni, Hanni”. Jakie to uczucie?

    SVEN HANNAWALD: - Niesamowite, chyba najlepsze w ogóle. To było coś bardzo głębokiego. Polska publiczność jest wspaniała. Jesteście fanatykami skoków, ale oczywiście w pozytywnym sensie. Kochałem tutaj rywalizować, szczególnie wtedy, kiedy biłem rekord tej skoczni.

     

    A jak przeżywał pan ostatni konkurs 66. Turnieju Czterech Skoczni, kiedy okazało się, że Kamil Stoch wyrównał pańskie osiągnięcie, wygrywając wszystkie cztery zmagania?

    SVEN HANNAWALD: - Czułem się z tym dobrze. Oczywiście, każdego roku miałem nadzieję, że wciąż będę tym jedynym, ale jednocześnie wiedziałem, że w końcu musi przyjść taki sezon, w którym ktoś wyrówna mój wyczyn. Muszę powiedzieć, że jestem szczęściarzem, będąc w takim gronie. Kamil nie jest arogancki. To spokojny skoczek, który na każdym kroku podkreśla, jak wiele znaczy dla niego jego rodzina i jak bardzo się cieszy, będąc z nią. A poza tym wcześniej mogłem rozmawiać tylko sam z sobą. Teraz jest nas dwóch! Razem tworzymy taki ekskluzywny klub.

     

    Co było główną przyczyną sukcesu Stocha?

    SVEN HANNAWALD: - Zawodnik na takim poziomie musi się skupić tylko i wyłącznie na sobie, choć przecież może mieć na głowie wiele innych spraw. Może to właśnie wyjaśnia, dlaczego inni skoczkowie, którzy radzili sobie dobrze w pierwszej części turnieju, nie odnieśli później sukcesu.

     

    Czy Stoch w Pjongczangu może powtórzyć wynik z Soczi i zdobyć podwójne mistrzostwo olimpijskie?

    SVEN HANNAWALD: - Oczywiście, że tak. W mojej opinii jest największym faworytem tych igrzysk obok Richarda Freitaga. Obaj skaczą na tym samym poziomie. Czasami jest tak, że gdy dobrze się obudzisz albo po prostu danego dnia czujesz się lepiej, wygrywasz. Zobaczymy co się wydarzy. Sporą rolę mogą odegrać także warunki wietrzne. Mam nadzieję, że powyższa dwójka będzie mieć na tyle szczęścia, że nie będzie miała z tym problemu. Ktokolwiek zdobędzie złoto, będę się z nim cieszył.

     

    Wspomniał pan o Freitagu. A może jest jeszcze ktoś, kto może włączyć się do walki o złoto?

    SVEN HANNAWALD: - W tym momencie nie widzę takiej osoby. Kamila może pokonać tylko Richard. Myślę, że walka pomiędzy tą dwójką będzie się toczyć nie tylko o olimpijskie medale, ale także o Kryształową Kulę i to aż do ostatniego konkursu.

     

    Był pan zaskoczony zwycięstwem naszych skoczków w konkursie drużynowym?

    SVEN HANNAWALD: - Przed tymi zawodami mówiłem, że pojedynek o wygraną będzie się toczyć pomiędzy wami a Norwegią. Byłem jednak zaskoczony postawą tych drugich. Andreas Stjernen nie był tak mocny, jak na mistrzostwach świata w lotach, choć trzeba podkreślić, że to zupełnie inny rodzaj skakania. Polska z kolei ma bardzo silny zespół. Każdy z waszych zawodników pokazał bardzo dobre skoki, a szczególnie Stefan Hula, który mocno się rozwinął.

     

    Jego postawa jest dla nas dużym zaskoczeniem. Dla pana także?

    SVEN HANNAWALD: - Stefan jest stabilnym zawodnikiem, wygrał przecież w grudniu mistrzostwa Polski, choć po nich nie prezentował już się tak dobrze. Myślę, że teraz odnalazł swoją drogę do formy, którą prezentował na krajowym czempionacie. Interesujące jest śledzić jego postawę w tym sezonie. W Zakopanem skakał bardzo dobrze, szczególnie był mocny w konkursie drużynowym i może być mocnym punktem polskiej drużyny na igrzyskach olimpijskich.

     

    Pan jako Niemiec pewnie by chciał, by to pańscy koledzy po fachu zdobyli złoto w Pjongczangu i obronili tym samym tytuł sprzed czterech lat. Jest coś, czego pan się najbardziej obawia?

    SVEN HANNAWALD: - Może zacznijmy od pozytywnych kwestii. Cieszy mnie dobra postawa Andreasa Wellingera, który był mocny zarówno w konkursie indywidualnym, jak i drużynowym. Jeśli chodzi o drużynę, mamy trzech mocnych zawodników: Freitaga, Wellingera i Markusa Eisenbichlera. O czwarte miejsce walczą Stephan Leyhe i Karl Geiger. Niestety obaj mocno odstają od powyższej trójki i muszą się mocno poprawić. Wydaje się, że o ten medal trzeba będzie walczyć ze wszystkich sił.

     

    Kiedyś Polacy mieli nawet większy problem. Był Adam Małysz i długo, długo nic.

    SVEN HANNAWALD: - To już przeszłość. Teraz macie równą i mocną czwórkę.

     

    Z tej samej kategorii