Stefan Horngacher: Jestem przygotowany na wszystko

    FIS Grand Prix w Skokach Narciarskich - konkurs druzynowy
     fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

    Łatwiej jest wejść na szczyt, niż się na nim utrzymać. Dlatego nadchodząca zima będzie dla nas dużym wyzwaniem - twierdzi trener polskich skoczków.

    DAWID BOŻEK: Polacy znów rządzą w Wiśle. W piątek wygrali konkurs drużynowy, a w sobotnim konkursie indywidualnym najlepszy był Dawid Kubacki. Lepszego początku sezonu letniego chyba nie można było sobie wyobrazić.

    STEFAN HORNGACHER: - Jestem zadowolony zarówno z wyniku, jak i ze skoków. Były podobne do tych z treningów. Wciąż jest jednak jeszcze trochę rzeczy, nad którymi musimy popracować. Trzeba też podkreślić, że cały czas jesteśmy w okresie przygotowawczym.

     

    Na szczególne pochwały zasługuje jednak Kubacki. Spodziewał się pan tak fantastycznego występu?
    STEFAN HORNGACHER: - Dawid już w zimie skakał bardzo dobrze. Jestem zadowolony z jego formy.

     

    Zaskoczeniem był brak awansu do II serii Kamila Stocha. Co się stało?
    STEFAN HORNGACHER: - Kamil w konkursie drużynowym skakał bardzo dobrze, ale w sobotę popełnił drobny błąd w pozycji dojazdowej. Miał niską prędkość i na dodatek spóźnił odbicie. Z tego już ciężko odlecieć. Ale nie stresuję się tym. Do zimy Kamil zdąży wrócić do dobrego skakania. Już jest na dobrej drodze.

     

    Pańscy skoczkowie zgodnie podkreślają, że zawody Letniej Grand Prix nie są dla nich aż tak bardzo istotne. Ale przed własną publicznością nie wypada zaprezentować się źle.

    STEFAN HORNGACHER: - Miejsce startu nie ma żadnego znaczenia. Kiedy siadasz na belce, masz dokładnie to samo do zrobienia, bez względu na to, czy jesteś w Wiśle, Lahti czy Pjongczangu. Zawsze musisz zrobić wszystko, co w twojej mocy. To co wytrenowałeś, pokaż w zawodach.

     

    Jak się pana słucha, to widać, że bije z pana słów niesamowity spokój.

    STEFAN HORNGACHER: - W swojej karierze, zarówno zawodniczej, jak i trenerskiej przeżyłem już tak wiele, że na wszystko jestem przygotowany. Dla mnie najważniejszy jest proces treningowy. Staram się sprawić, by zawodnicy skakali na odpowiednim, wysokim poziomie. Naszym celem nie jest lato, a zima. Takie zawody jak tu, w Wiśle traktujemy po prostu jak kolejny trening.

     

    Ten spokój przechodzi też na skoczków. W zeszłym sezonie na przykład widzieliśmy jak bardzo pod względem psychicznym zmienił się Piotr Żyła.

    STEFAN HORNGACHER: - Oczywiście, Piotrek zmienił postawę na skoczni, ale wciąż są momenty, kiedy wraca do swoich starych zachowań. Czasem trzeba mu w tej kwestii pomóc.

     

    Czasami pana zaskakuje.

    STEFAN HORNGACHER: - To prawda. Bywają chwile, w których doprowadza mnie nawet do szału (śmiech).

     

    Jest ktoś, kto już pana zaskoczył tego lata?

    STEFAN HORNGACHER: - Nie patrzę na formę, patrzę na technikę i jakość skoków. Zauważyłem, że cały nasz zespół jest pod tym względem bardziej stabilny. Być może ogólny poziom drużyny jest odrobinę wyższy niż w zeszłym roku o tej porze, ale trudno to jednoznacznie stwierdzić.

     

    Pracuje pan z naszą kadrą dopiero rok, a już osiągnął fantastyczne sukcesy. Spodziewał się pan tego?

    STEFAN HORNGACHER: - Jeśli chodzi o wyniki, byłem zaskoczony. Natomiast nie zdziwiły mnie możliwości moich zawodników. Już wcześniej wiedziałem, że Kamil, Maciej, Dawid czy Piotr są bardzo dobrymi skoczkami.

     

    Był taki moment, w którym pomyślał pan: mogłem coś zrobić lepiej?

    STEFAN HORNGACHER: - Nie przypominam sobie. Może drobne rzeczy, ale to już przeszłość. Ubiegłej zimy nie popełniłem większych błędów.

     

    Co jest siłą naszych skoczków?

    STEFAN HORNGACHER: - To że jesteśmy zespołem. Wszyscy pracujemy na wspólny cel, nie tylko zawodnicy, ale także cały sztab. To sprawia, że jesteśmy jednością. Dzięki temu inni widzą w nas, że jesteśmy mocni.

     

    Następny sezon może być trudniejszy?

    STEFAN HORNGACHER: - Będzie zdecydowanie trudniejszy! Wszyscy nas obserwują, bo jesteśmy najlepsi. Łatwiej jest wejść na szczyt, niż się na nim utrzymać. Dlatego czeka nas duże wyzwanie. Uważam jednak, że jesteśmy na dobrej drodze. Do każdych zawodów jesteśmy odpowiednio przygotowani psychicznie. Żeby osiągać dobre rezultaty, nikt nie może cię do niczego zmuszać. To sam zawodnik musi czerpać radość z tego, co robi. Tak właśnie jest u nas.

     

    Na jednym ze zgrupowań powiedział pan swoim podopiecznym, że teraz to oni będą zwierzyną, a rywale – myśliwymi.

    STEFAN HORNGACHER: - Bo tak jest. W przyszłym sezonie rywale będą nas atakować, a to zupełnie inna sytuacja. Wspomniałem o nastawieniu psychicznym. Bez względu na to, czy to ty polujesz, czy inni na ciebie polują, kiedy siedzisz na belce, musisz wykonać swoją pracę. Naszą siłą w zeszłym sezonie było to, że skupialiśmy się tylko i wyłącznie na sobie. Tego, co jest wokół nas, nie zmienimy.

     

    Jak ważne są letnie przygotowania w kontekście Pucharu Świata, a w szczególności lutowych igrzysk olimpijskich?

    STEFAN HORNGACHER: - To chyba najważniejszy dla nas okres. Jeśli nie przepracujesz go właściwie, nie licz na to, że nadrobisz zaległości w zimie. Na to po prostu już nie ma czasu.

     

    Z końcem przyszłego sezonu kończy się panu kontrakt. Chciałby pan tu zostać?

    STEFAN HORNGACHER: - Nie myślę o przyszłości, nawet nie mam na to czasu. Nie wiem, co się stanie po sezonie, zresztą za wcześnie na takie dywagacje. Decyzja o mojej przyszłości w pierwszej kolejności zależy od Polskiego Związku Narciarskiego. Gdy zapyta mnie, czy chcę dalej pracować z reprezentacją, wtedy będziemy rozmawiać.

     

    Z tej samej kategorii