Co z tym Ziobrą? Geneza problemów polskiego skoczka

    Jan Ziobro zawiesił karierę, twierdząc, że wiele osób chce go zniszczyć. Sztab reprezentacji ma na ten temat inne zdanie. O co więc chodzi krnąbrnemu skoczkowi?

    Spotkanie ze skoczkami przed Mistrzostwami Swiata w Lahti
     fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

    „Wielu ludzi z otoczenia chce mnie zniszczyć jako zawodnika. Jest szereg skandalicznych decyzji. Kłody są mi rzucane pod nogi od dłuższego czasu. Jestem pomijany, poniżany, traktowany gorzej niż tło” - tak Jan Ziobro na Facebooku uzasadnił decyzję o zawieszeniu kariery.

     

    Czarę goryczy miał przelać brak powołania za zawody Pucharu Kontynentalnego w Titisee-Neustadt. "Na przedsylwestrowym zgrupowaniu w Zakopanem skakałem po 125-126 metrów. Kolega Stękała po 105-110 metrów. I ja nie dostałem powołania" - to kolejny zarzut zwycięzcy zawodów Pucharu Świata w Engelbergu z 2013 roku.

     

    - Wiem od Radka Żidka (trenera kadry B, przyp. red.), że nie spełnił pewnych limitów. To było kilka parametrów, jakie miał osiągnąć. Czeski trener powiedział mi, że Janek przystał na takie warunki, a jednak nie wywiązał się z tego - wyjaśniał w rozmowie z „Onet.pl” dyrektor reprezentacji Polski Adam Małysz. No i Ziobro w filmie opublikowanym na Facebooku nie wspomniał nic o tym, że z własnej woli opuścił ostatnie zgrupowanie. Padają więc poważne oskarżenia, ale konkretów brak.

     

    Słowa prawdy

    26-letni Jan Ziobro w środowisku skoków był znany z tego, że nie owijał w bawełnę i otwarcie krytykował decyzje trenerów oraz działaczy. Jak twierdzi, wielokrotnie z tego powodu był poniżany. - Ta sytuacja pokazała mi, jak bardzo chce się mnie zniszczyć w tym otoczeniu za te kilka słów prawdy, które kiedyś powiedziałem. Jak bardzo głęboka i podła może być ludzka zazdrość i egoizm...

     

    W poszukiwaniu genezy konfliktu trzeba cofnąć się o kilka lat, bo zaczął się od mistrzostw świata w Falun w 2015 roku. W konkursie na normalnej skoczni Ziobro był najlepszy z Polaków i zajął 8. miejsce. Zabrakło go jednak na dużej skoczni (stracił miejsce kosztem Aleksandra Zniszczoła), o co miał ogromne pretensje do ówczesnego trenera kadry, Łukasza Kruczka. Ten powołał go jednak na zawody drużynowe, w których biało-czerwoni zdobyli brązowy medal. Długo miał jednak ogromny żal do polskiego szkoleniowca, a przed rozpoczęciem następnego sezonu powiedział mu, że pod jego opieką nie robi postępów.

     

    Miał kończyć karierę

    Na wiosnę 2016 roku został przesunięty do kadry B, prowadzonej przez Roberta Mateję i Marcina Bachledę. W lecie zajął 2. miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Kontynentalnego, ale Stefan Horngacher nie powołał go na listopadowo-grudniową cześć Pucharu Świata (znów na jego drodze stanął Zniszczoł). Już wtedy Ziobro zastanawiał się nad rzuceniem skoków, ale jego trenerzy wyrzucili mu ten „pomysł” z głowy.

     

    - Daliśmy mu wówczas tydzień wolnego, żeby wszystko sobie przemyślał i ochłonął. Często z nim rozmawialiśmy. W końcu udało się go przekonać do tego, by kontynuował karierę - opowiadał Robert Mateja.

     

    Ziobro udowodnił, że zasługuje na miejsce w ekipie Stefana Horngachera podczas pierwszych zawodów zimowego PK. W pięciu rozegranych konkursach nigdy nie wypadł z czołowej dziesiątki, a raz stanął na podium. Wywalczył ponadto maksymalną kwotę startową i w nagrodę pojechał na Turniej Czterech Skoczni. Od tego momentu był podstawowym zawodnikiem ekipy na Puchar Świata. Skoczek ze Spytkowic zakończył sezon na 31. pozycji, zdobywając 122 pkt. Był członkiem kadry na MŚ w Lahti, choć nie wziął udziału w żadnym z konkursów.

     

    Tajner wysłał pismo

    Kiedy wydawało się, że w końcu będzie pewnym członkiem pierwszej drużyny, w kwietniu przyszedł kolejny cios. Horngacher zdecydował się zamiast niego powołać do kadry A Krzysztofa Miętusa, dla którego to być ostatnia szansa, by udowodnił swój wysoki potencjał, choć w ostatnich czterech latach nie zdobył ani jednego punktu w Pucharze Świata. Ostatecznie Miętus po Letniej Grand Prix znów został przesunięty do kadry B, ale Ziobro długo nie mógł zrozumieć, dlaczego został odtrącony. Miał żal do Horngachera. Po jego decyzji przez dwa miesiące nie stawił się na żadnym zgrupowaniu i nie trenował. Interweniował Apoloniusz Tajner, który wysłał do niego pismo. Podczas czerwcowego obozu w Ramsau doszło do konfrontacji Ziobry ze sztabem szkoleniowym, gdzie obie strony mogły przedstawić swoje racje. - Stwierdziliśmy wówczas - tak samo jak Janek - że ten rozdział jest zamknięty i rozpoczynamy nowy - mówi Małysz.

     

    Brutalne fakty

    26-latek miał udowodnić wszystkim, że się mylili, ale wyniki osiągane zeszłego lata tego nie potwierdzały. Fakty były brutalne. Podczas LGP w Wiśle nie zakwalifikował się do konkursu głównego. W słabo obsadzonych zawodach w Hakubie zajął odpowiednio 16. i 15. miejsce. Nie najlepiej radził sobie także w „kontynentalu” - w żadnym z konkursów, w których brał udział, nie wskoczył do czołowej dziesiątki. Początek zimy również nie był dla niego udany - na inaugurację PŚ w Wiśle nie przeszedł kwalifikacji. Z kolei w połowie grudnia w zawodach FIS Cup w norweskim Notodden był 20. i 14. Nie wystąpił wreszcie w niedawnych mistrzostwach Polski w Wiśle, choć jego nazwisko figurowało na liście startowej. Ponoć jego absencja była spowodowana ważną uroczystością rodzinną. Ziobro stracił jednak szansę na udowodnienie swojej sportowej jakości i przydatności.

     

    Wszędzie widzi problemy

    Skoczek, pomimo słabych wyników, które dyskredytowały jego poziom sportowy, wciąż rzucał oskarżeniami na lewo i prawo. - Łatwo jest kogoś oceniać z boku. Sytuacja jest prosta: jakbyś pracował cały rok i dawał z siebie wszystko, a na koniec ktoś by ci powiedział „słuchaj, dzisiaj nie dostaniesz wypłaty, idź do domu, za darmo”, to różne myśli by ci przez głowę przechodziły – mówił w rozmowie z Interią.pl podczas listopadowego PŚ w Wiśle.

     

    - Prosiłem go, żeby zacisnął zęby i robił swoje – kontruje Małysz, którego zdaniem Ziobro wszędzie widzi problemy, tylko nie w sobie. - To zawodnik, który bez problemu powinien wygrywać zawody FIS Cup i Pucharu Kontynentalnego. Stać go było na to. I pewnie taką drogą, jaką przeszedł Tomek Pilch, przebiłby się do Pucharu Świata. Jeżeli cały czas się z kimś walczy i myśli negatywnie, to nic z tego nie będzie – dodaje.

     

    „Szkoda byłoby go stracić”

    Apoloniusz Tajner liczy, że Ziobro pójdzie po rozum do głowy. - Monitoruję tę sprawę, ale przede wszystkim zostawiam ją sztabowi szkoleniowemu. Tam są odpowiednie osoby z Adamem Małyszem na czele. Szkoda byłoby stracić Janka, ale czekamy, aż zajmie się tym sportem z pełną regularnością – podkreśla prezes PZN.

     

    - To nie jest tak, że nie chcę skakać – zaznacza sam zainteresowany, choć twierdzi, że na razie „musi ochłonąć i odpocząć”. – Tych sytuacji, które dotknęły mnie przez ostatnie dwa lata jest mnóstwo, ale nie będę teraz o nich opowiadał – dodaje. – Zobaczymy się już niedługo – zakończył.

     

    Z tej samej kategorii