Adam Małysz: Forma idzie w górę, ale wolno

    - W najbliższym Turnieju Czterech Skoczni będzie ciężko wyrównać zeszłoroczny rezultat, ale staramy się, by tak się stało. Mamy nadzieję, że chłopaki zaskoczą, że ich forma będzie taka, jak być powinna - mówi tuż przed niemiecko-austriacką imprezą dyrektor reprezentacji Polski w skokach narciarskich.

    Kwalifikacje do konkursu indywidualnego
     fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

    Jak pan oceni mistrzostwa Polski? Konkurs był loteryjny…
    Adam MAŁYSZ: - Ale mimo wszystko udany. Jeśli chodzi o podium, dużego zaskoczenia nie było. Mam wrażenie, że wielu zapomniało o Stefanie Huli, który naprawdę teraz skacze bardzo stabilnie. Kamil Stoch zepsuł drugi skok, ale przy okazji miał też dużego pecha z wiatrem. Piotr Żyła zaskoczył, ale on w zawodach zawsze tak robi. Dawid Kubacki technicznie skacze dobrze, ale nogi w zawodach nie chodziły tak, jak powinny. Ale jest jeszcze parę dni, by się odbudował. Do Turnieju Czterech Skoczni zdąży. Maciej Kot? Skacze nieźle, ale cały czas nie może się przebić. Jego skoki są różne. Jeżeli po wyjściu z progu go nie skręca, to jak dobrze trafi wtedy odlatuje daleko. Kuba Wolny skacze stabilnie, choć cały czas brakuje mu trochę do reszty. Koniec lata był dla niego bardzo dobry i wydawało się, że ten sezon będzie przełomowy - jak tylko wskoczy do czołówki, to już z niej nie wypadnie. Na razie trudno mu się przebić. Ale niektóre jego skoki są „torpedowe”. Liczymy na to, że w zawodach je pokaże i od razu wynik będzie lepszy.

     

    Na liście startowej tych mistrzostw znalazło się tylko 35 skoczków, a wystartowało 32. Robi się coraz gorzej…
    Adam MAŁYSZ: - Tak, ale pamiętajmy, że w zawodach nie wystąpiło pięciu zawodników, którzy pojechali do Engelbergu na Puchar Kontynentalny. Zgłoszeń zresztą na te mistrzostwa było dużo więcej, ale z różnych względów niektórzy nie mogli wystąpić. Ale to prawda, jest ciężko. Pomiędzy rocznikami seniorskimi a juniorskimi zaczęła się robić dziura. Jak tylko nasi juniorzy dojrzeją, będą mogli ją wypełnić, ale pewnie trochę to potrwa.

     

    Przed nami Turniej Czterech Skoczni. Taki wynik jak w zeszłym roku: zwycięstwo Kamila Stocha, drugie miejsce Piotra Żyły, czwarte Macieja Kota, w tym sezonie wzięlibyśmy w ciemno.
    Adam MAŁYSZ: - Na pewno będzie ciężko osiągnąć taki rezultat, a może nawet lepszy, ale staramy się, by tak się stało. Mamy nadzieję, że chłopaki zaskoczą, że ich forma będzie taka, jak być powinna. Ona idzie w górę, ale problem w tym, że bardzo wolno. Konkurencja rozpoczęła ten sezon bardzo mocno, ale jestem przekonany, że nasi skoczkowie potrafią osiągnąć jeszcze więcej niż w zeszłym roku.

     

    Po tym, co widzieliśmy do tej pory, wygląda na to, że Kamil, Piotr, Stefan i Dawid są obecnie w dobrej formie i będą walczyć o najwyższe lokaty podczas TCS. A Maciej?
    Adam MAŁYSZ: - Na pewno stać go na bardzo dużo. Problem w tym, że jest niecierpliwy. Jeśli skoczy dobrze, od razu chce wygrywać, a czasem potrzeba czasu, by ustabilizować formę. Niestety Maciek jest nierówny - raz skoczy dobrze, a raz źle. Jemu potrzeba więcej spokoju i wiary w to, że potrafi. Wtedy skoki będą mu wychodziły.

     

    Pan wielokrotnie jechał na Turniej Czterech Skoczni w roli faworyta. Czy jest sposób, by, będąc pod presją, w najważniejszym momencie „odciąć” głowę?
    Adam MAŁYSZ: - Nie ma na to złotej metody. Każdy inaczej przygotowuje się do tych zawodów, inaczej też je przeżywa. Oczywiście tak doświadczeni zawodnicy jak Kamil, Piotrek czy Dawid lepiej poradzą sobie z presją niż ich młodsi koledzy.

     

    W Innsbrucku zadebiutuje w Pucharze Świata pana siostrzeniec, Tomasz Pilch. Fakt, że zaliczy swoje pierwsze zawody w tym samym miejscu, w którym pan zdobył pierwsze pucharowe punkty w karierze, był także brany pod uwagę w podjęciu tej decyzji?
    Adam MAŁYSZ: - Absolutnie nie. Pamiętam starą skocznię w Innsbrucku - była zupełnie inna w porównaniu z nowym obiektem. Bardzo ją lubiłem - miała krótki próg i szybkie przejście. Tomek jest do mnie trochę podobny - ma dynamit w nogach. To jednak młody zawodnik i trzeba dać mu czasu. Gdy mu nie wyjdzie - nie wieszać na nim psów. Choć teraz wielu zastanawia się, czemu nie rozpocznie TCS od samego początku.

     

    Ilu mamy zawodników, którzy powalczą o triumf na Czterech Skoczniach?
    Adam MAŁYSZ: - Trudno powiedzieć. Oczywiście, można wymienić zawodników z pierwszej piątki czy siódemki klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, ale są też inni, którzy będą chcieli się pokazać z jak najlepszej strony. Na pewno w tym gronie należy wymienić Niemców. Zwłaszcza że to właśnie ich zawodnik, Richard Freitag, prowadzi w Pucharze Świata. Presja lidera nie zawsze jednak pomaga.

     

    A gdyby miał pan postawić pieniądze?
    Adam MAŁYSZ: - Hazardzistą nie jestem, więc nie postawię ani złotówki. Jestem zdania, że aby zdobyć pieniądze, potrzeba do tego ciężkiej pracy.

     

    Ale rok temu mówił pan, że Piotr Żyła będzie „czarnym koniem" i skończył turniej na drugim miejscu. Czy teraz powie pan tak o Stefanie Huli?
    Adam MAŁYSZ: - Jest jednym z „czarnych koni", bo skacze stabilnie. Zobaczymy. Ważne, że już mamy w drużynie jednego... kota (śmiech).

    Z tej samej kategorii