Elitarne grono. Co łączy Kamila Stocha i Svena Hannawalda?

    Wygrać wszystkie konkursy jednej edycji Turnieju Czterech Skoczni. Do tej pory udało się tylko dwóm zawodnikom - najpierw Svenowi Hannawaldowi, a potem Kamilowi Stochowi. Jest jedna rzecz, która łączy oba te triumfy.

    Turniej Czterech Skoczni w Bischofshofen
     źródło: Pressfocus

    Po pierwszych dwóch zawodach niemiecko-austriackiej imprezy Sven Hannawald czuł pismo nosem. Był tak przejęty faktem, że Kamil Stoch może wyrównać jego osiągnięcie, że zapowiedział, iż zawodnikowi, który pokona Polaka, sprezentuje duże piwo. I nie chodziło tu o zazdrość czy deprecjonowanie Stocha jako wielkiego skoczka. Niemiec zaczął zdawać sobie sprawę, że wkrótce może przestać być tym jedynym, który wygrał wszystkie cztery konkursy w jednej edycji.

     

    Skok dla potomności

    Kiedy 6 stycznia 2002 roku Hannawald zwyciężył w Bischofshofen, przeszedł do historii skoków. Stacja RTL, która transmitowała te zawody w Niemczech, dużo wcześniej określiła je mianem „Skoku dla potomności”. - Leć ze zwycięstwem na skrzydłach do domu, Svenie Hannawaldzie - krzyczał komentator Tom Bartels.

     

    Wygrać wszystkie cztery konkursy próbowało wielu, ale przez wiele lat było to zadanie z gatunku tych niemożliwych do wykonania. Przed Hannawaldem siedmiu skoczków wygrywało pierwsze trzy zawody. Ale kropkę nad „i” postawił jako pierwszy właśnie on. Takim wyczynem mógł się popisać tylko ktoś z dużą odpornością psychiczną. Patrząc z perspektywy czasu, to niesamowite, że dokonał tego człowiek, który właśnie przez kłopoty mentalne (konkretnie tzw. syndrom wypalenia) zakończył karierę.

     

    Wykonać swoją robotę

    - Każdy przed telewizorem i każdy na skoczni w Bischofshofen wiedział w tamtej chwili, jaka jest stawka. Wiedziałem i ja. Ale zdawałem sobie również sprawę, że na tej skoczni nie mogę, mimo dużej przewagi, skakać asekuracyjnie. To by się źle skończyło. Chciałem zaatakować pełną parą - opowiadał Sven Hannawald w swojej biografii „Triumf. Upadek. Powrót do życia”. - Teraz musiałem tylko wykonać swoją robotę. Jeszcze tylko ten jeden raz. „Wykonać swoją robotę” - jakże często mówiłem o tym w ostatnich miesiącach, a szczególnie w ostatnich dniach (…). Wykonać swoją robotę. Nic ponadto. Nie dać się rozproszyć. Skoncentrować się tylko na sobie - kontynuował.

     

    Slogan

    „Wykonać swoją robotę”, „skoncentrować się na sobie”... Czy to nam czegoś nie przypomina? Tak właśnie Kamil Stoch w ostatnich miesiącach opowiadał o swoich celach na każde zawody. Czasami można było odnieść wrażenie, że jest to wyuczona regułka, która ma jakąś szczególną moc. Tymczasem podczas 66. Turnieju Czterech Skoczni zrozumieliśmy, dlaczego ten slogan jest dla Polaka tak ważny. - Wygranie czterech konkursów TCS nie ma tylko i wyłącznie związku z samymi skokami. Wiele rzeczy musi zafunkcjonować, a najważniejszą jest sfera mentalna, dzięki której nawet jeśli popełnisz błąd, możesz wyciągnąć z każdego skoku maksimum - tłumaczył Hannawald w rozmowie z TVP. - To umiejętność odseparowania się, od pytań w stylu: jak ty to robisz, że wygrywasz konkurs za konkursem. Musisz się od tego odciąć, skoncentrować się na tym co robić - dodał.

     

    Wyczyn nie lada

    Stoch znakomicie wytrzymał presję. Nie dał się wpędzić w żadne przewidywania czy kalkulacje. Cały czas robił swoje. Owszem, inaczej zawodnik czuje się, kiedy wysoka forma sportowa pozwala mu na osiąganie dobrych wyników, ale nawet ona nie jest gwarantem sukcesu. W parze z nią musi bowiem iść odpowiednie nastawienie psychiczne. Nie bez powodu zresztą mówi się, że w sporcie wygrywa się głową. Wiedział o tym (do pewnego czasu) Hannawald, wiedzieli o tym również Małysz i Stoch. - Bardzo się cieszę, że w tym elitarnym gronie jest nas dwóch. Czekałem długie lata na to, czy ktoś to powtórzy. Wiedziałem, że jest to wyczyn nie lada. Trzeba przecież dysponować niesamowitą formą, czasem nawet bić rekordy skoczni i niesamowitą siłą mentalną. To właśnie pokazał Kamil - mówił Hannawald.

     

    I choć głęboko w duszy mógł czuć lekki zawód, że 16 lat po swoim wielkim sukcesie nie jest już tym jedynym, to osobiste gratulacje na zeskoku skoczni w Bischofshofen były największym dowodem uznania wobec zawodnika będącego obecnie nie do pokonania. W takich momentach widać prawdziwą klasę sportowca.

    Komentarze

    Napisz komentarz
    No photo
    No photo~PawełUżytkownik anonimowy
    ~Paweł :
    No photo~PawełUżytkownik anonimowy
    To prawda każdy sportowiec przy tego typu zawodach musi być mocny psychicznie oprócz wytrzymałości kondycyjnej i wtedy może osiągnąć sukces w zawodach tej rangi co TCS.Ale dyscyplina wewnętrzna jest najważniejsza
    10 sty 14:43
    Liczba głosów:0
    0%
    0%
    Link do tego komentarza:
    Z tej samej kategorii