Trzy zwycięstwa? To jeszcze nie sukces! Najwięksi pechowcy Turnieju Czterech Skoczni

    W historii Turnieju Czterech Skoczni czterokrotnie zdarzyło się, że skoczkowie, mający na swoim koncie trzy zwycięstwa, ostatecznie nie wygrywali całej imprezy.

    Turniej Czterech Skoczni Obersdorf
     źródło: Pressfocus

    Pierwszym był Ingolf Mork w sezonie 1970/1971. Norweg wygrał pierwsze dwa konkursy, ale w Innsbrucku zajął 16. miejsce. I choć zwyciężył w Bischofshofen, to cała impreza padła łupem reprezentanta Czechosłowacji Jirziego Raszki.

     

    Co ciekawe, rok później Mork triumfował w TCS, ale nie wygrał żadnego konkursu. Po trzech zmaganiach zdecydowanym liderem rywalizacji był Japończyk Yukio Kasaya. Wydawało się, że to on zgarnie pełną pulę i będzie pierwszym skoczkiem w historii, który był najlepszy w każdych zawodach, ale zrezygnował ze startu w Bischofshofen. Powodem były przygotowania do igrzysk olimpijskich w Sapporo. Taktyka ta okazała się skuteczna - Kasaya był najlepszy w zawodach na średniej skoczni (na dużej złoty medal zdobył Wojciech Fortuna).

     

    Inny złoty medalista olimpijski (Innsbruck 1976), Karl Schnabl, również wygrał trzy konkursy TCS (1974/1975), ale stało się to w Ga-Pa, Innsbrucku i Bischofshofen. Szansę na końcowy triumf w zaprzepaścił sobie już w pierwszych zawodach w Oberstdorfie, gdzie zajął 35. miejsce. Ostatecznie w TCS zajął trzecie miejsce. Z kolei rok później rodak Schnabla, Toni Innauer, był najlepszy w dwóch pierwszych konkursach oraz w Bischofshofen. W Innsbrucku był dopiero 24. i w całym TCS zajął 4. miejsce.

    Z tej samej kategorii