Maciej Kot: Jeśli się walczy, to tylko o zwycięstwo

    Martwi mnie to, że nie złapałem jeszcze stabilizacji. Jest to problem, który ciężko wyeliminować. Potrzeba czasu. Pocieszające jest to, że mam jeszcze spore rezerwy - podkreślił drugi zawodnik konkursu indywidualnego LGP w Wiśle.

    FIS Grand Prix w Skokach Narciarskich - konkurs indywidualny
     fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

    Były apetyty na wygraną, ale jak kolega staje na najwyższym stopniu podium, to pewnie rozczarowanie też mniejsze.

    - To prawda, choć Ayrton Senna (były kierowca Formuły 1 - red.) zwykł mawiać, że jeśli się walczy, to tylko o zwycięstwo. Mimo to jestem zadowolony z całego weekendu. Szkoda tylko drugiego skoku. Znów krzywo wyszedłem z progu. Martwi mnie to, że nie złapałem jeszcze stabilizacji. Jest to problem, który ciężko wyeliminować. Potrzeba czasu. Pocieszające jest to, że mam jeszcze spore rezerwy.

     

    Za to pierwszy pana skok był fenomenalny...

    - Takich skoków, jak ten, nie było w ostatnich tygodniach zbyt wiele. Plan był taki, by powtórzyć go w drugiej serii. Ale czasem minimalna zmiana warunków, boczny wiatr czy po prostu błąd na progu powodują, że jest mi trudniej kontrolować narty i układ ciała.

     

    Polski sędzia, Tadeusz Szostak, za skok z pierwszej serii dał panu najwyższą notę. Która to już „dwudziestka” w karierze?

    - A była? Nawet nie zwróciłem na to uwagi. Nie mam głowy do statystyk.

     

    Zarówno w piątek, jak i w sobotę był pan obok Dawida Kubackiego najlepszym skoczkiem zawodów.

    - I z tego jestem bardzo zadowolony. Na wysokim poziomie skacze już nie jeden, a paru zawodników. Szkoda Kamila, ale taki jest sport. Właśnie to pokazuje siłę drużyny, że jeśli jeden zawodnik skacze słabiej, inny jest w stanie zaprezentować się na swoim normalnym poziomie i wygrać zawody. Pamiętajmy jednak, że to zima jest najważniejsza, a lato jest tylko jednym z etapów przygotowań do Pucharu Świata.

    Z tej samej kategorii