Liczby a rzeczywistość. Jak działa system rekompensat punktowych za wiatr i belkę startową?

    Polscy skoczkowie po konkursie na normalnej skoczni w Pjongczangu byli rozgoryczeni nie tyle brakiem medalu, co wysokością odjętych punktów za wiatr. Wyjaśniamy, w jaki sposób funkcjonuje system rekompensat z tytułu warunków.

    Puchar Swiata w skokach narciarskich w Zakopanem
     fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

    Kamil Stoch i Stefan Hula przegrali w sobotę medale bardzo nieznacznie. Ten pierwszy o 0,4 pkt. Ten drugi - o 0,9. W przypadku Huli to niecały metr, zaś w przypadku Stocha - długość... stopy. Skoczkowie byli jednak rozgoryczeni nie tyle brakiem medalu, co wysokością odjętych punktów za wiatr.

     

    Za wiatr z tyłu dostaje się więcej

    Międzynarodowa Federacja Narciarska w 2009 r. uruchomiła system rekompensat za wiatr i belkę startową, mając na uwadze zmniejszenie wpływu warunków atmosferycznych na przeprowadzenie zawodów. W teorii wszystko wygląda bardzo prosto. Na skoczni po obu stronach zeskoku znajduje się siedem naprzemiennie ustawionych czujników mierzących siłę i kierunek wiatru. Aktywowane są w momencie, gdy skoczek przeleci dany punkt, a pomiar kończy się tuż po lądowaniu. Jeżeli zawodnik nie doleciał do ostatnich urządzeń pomiarowych, wartości przez nie podane nie są uwzględniane w dalszych obliczeniach.

     

    Wyniki pomiarów z każdego wskaźnika są sumowane i uśredniane. Rezultat ten później jest mnożony przez współczynnik siły wiatru, który dla każdej skoczni jest inny. Na normalnym obiekcie w Pjongczangu za metr na sekundę pod narty zawodnikowi odejmowano 8 punktów. Z kolei gdy wiało z przeciwnej strony, do jego noty dodawano 9,6 pkt. W dodatku za obniżenie belki startowej o jeden stopień zawodnik otrzymywał 3,2 pkt.

     

    Przeliczniki nie nadążają

    Liczby liczbami, natomiast sobotni konkurs pokazał pewien bardzo istotny problem. Otóż pomiary rejestrowane przez czujniki wiatru nie zawsze mają odzwierciedlenie w tym, co skoczkowie czują w powietrzu. Dobitnie pokazał to przykład Stefana Huli. Szczyrkowianinowi z tytułu samych warunków odjęto 18,2 pkt (strata była jednak niższa z powodu doliczenia rekompensaty za obniżoną o jeden stopień belkę). Teoretycznie więc Polak skakał z wiatrem pod narty 2,2 m/s. Teoretycznie, bo po wyjściu z progu czuł, że nie ma noszenia. Co ciekawe, czołowa trójka zawodów miała mniej odjętych punktów za wiatr (skakała więc w gorszych warunkach), a lądowała zdecydowanie dalej od Huli.

     

    - Przeliczniki za wiatr nie nadążają za tym, co się dzieje na skoczni - mówi Maciej Kot i od razu podaje przykład. - Zwróćmy uwagę na boczne podmuchy, które bardzo przeszkadzają skoczkom, ale nie są ujmowane w przelicznikach. Są traktowane jako zero. Jest to problem - twierdzi zakopiańczyk. Taki właśnie boczny podmuch odczuł zresztą w I serii Dawid Kubacki.

     

    Wprowadzenie rekompensat za wiatr miało sprawić, że zawody w skokach będą bardziej sprawiedliwe, choć trudno mówić o sprawiedliwości w kontekście dyscypliny tak bardzo zależnej od warunków atmosferycznych. Sobotni konkurs pokazał, że z pogodą nie wygra nawet matematyka.

     

    Straty za wiatr dla pięciu najlepszych skoczków sobotniego konkursu (po dodaniu punktów za belkę startową)

    Andreas Wellinger: -17,8 pkt

    Johann Andre Forfang: -17,2

    Robert Johansson: -17,9

    Kamil Stoch: -10,8

    Stefan Hula: -18,2

    Z tej samej kategorii