Biało-czerwoni przed startem Grand Prix: „Lato nie jest najważniejsze”

    Maciej Kot
     fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

    W Wiśle dzisiejszymi kwalifikacjami startuje cykl Letniej Grand Prix. Polacy w zeszłym roku udowodnili, że lato może być dla nich przełomowe, choć tradycyjnie do startów na igielicie nie przywiązują znaczącej wagi. Priorytetem ma być zima.

    Kibic skoków, mający jeszcze świeżo w pamięci ostatni konkurs zimowego sezonu w Planicy, kiedy spojrzy w kalendarz, myśli sobie: ale ten czas szybko biegnie. Dla skoczków jednak cztery miesiące to wystarczająco długo, by stęsknić się za rywalizacją. Już dziś ich cierpliwość zostanie wynagrodzona - w czwartek rusza bowiem cykl Letniej Grand Prix w skokach narciarskich.

     

    Rycerze lata

    Do niedawna na myśl o letnich startach polscy skoczkowie mogli się szeroko uśmiechnąć. Bywały konkursy (a nawet sezony), w których biało-czerwoni wręcz deklasowali konkurencję. Dawid Kubacki po dwóch zwycięstwach na początek cyklu w 2015 roku dorobił się nawet miana „rycerz lata”. Sęk w tym, że zwykle starty na igelicie nie miały przełożenia na formę prezentowaną w Pucharze Świata. Ale ostatnia zima była przełomowa. Nie tylko dla Macieja Kota, który po zwycięstwie w ostatniej edycji Grand Prix uwierzył w końcu w swoje możliwości, ale także dla całej drużyny. Mistrzostwo świata w Lahti oraz zwycięstwo w Pucharze Narodów pokazało, że rośnie nam (nie bójmy się tego powiedzieć) nowa potęga.

     

    Lato to nie priorytet

    Stefan Horngacher, główny ojciec sukcesu polskiej kadry, musiał się jednak zeszłego lata sporo natrudzić, by polska maszyna mogła w zimie - nomen omen - "zaskoczyć". Gdy ponad rok temu obejmował kadrę, pierwsze miesiące były dla skoczków bardzo intensywne. W tym roku przygotowania były odrobinę łagodniejsze, ale jedno się nie zmieniło - dla naszych zawodników zawody LGP będą tylko jednym z elementów przygotowań do zimy.

     

    - Letnie starty nie są najważniejsze, to nie jest nasz punkt docelowy. Nawet jeśli coś nie pójdzie, to nic się nie stanie. Zresztą, kiedy rozpocznie się Puchar Świata nikt już nie będzie pamiętał, co się działo latem - twierdzi Kamil Stoch.

     

    - Podczas przygotowań nikt nas nie zaskoczył. Każdy skacze na swoim poziomie. Jedni popełniają błędy większe, drudzy mniejsze, ale to normalne o tej porze roku - mówi dyrektor kadry Adam Małysz.

     

    Byłemu mistrzowi musiało się jednak zrobić cieplej na sercu, kiedy w zeszły weekend nasłuchiwał wieści ze słoweńskiego Kranja. Tam Klemens Murańka wygrał oba nieźle obsadzone konkursy Pucharu Kontynentalnego (w jednym z nich startował były triumfator PŚ, Peter Prevc). - Może w końcu coś się ruszy - zastanawia się 22-latek. Tego lata warto go obserwować.

     

    Polska twierdza

    Letni Puchar Świata wystartuje w Wiśle po raz piąty. W ostatnich latach Polacy na skoczni im. Adama Małysza nie byli dla swoich rywali zbyt gościnni. Od 2012 roku przynajmniej jeden biało-czerwony kończył rywalizację co najmniej na podium, a dwa ostatnie edycje to triumfy odpowiednio Dawida Kubackiego (poprzedzony zwycięstwem drużyny) oraz Macieja Kota. Czy i tym razem nasi skoczkowie znów będą wśród najlepszych? - Nie oczekujemy zbyt wiele po zawodach w Wiśle, ponieważ cały czas jesteśmy w trakcie przygotowań do sezonu zimowego - studzi gorące głowy Stefan Horngacher. W podobnym tonie wypowiadał się jednak rok temu, a jaki był finał, wszyscy wiemy.

     

    Z tej samej kategorii