Kamil i jego koledzy znów są mocni! Co wiemy po zawodach w Willingen?

    Polscy skoczkowie jadą na igrzyska olimpijskie w dobrych nastrojach. Ostatnie zawody jeszcze mocniej rozbudziły kibicowskie apetyty na medale.

    Puchar Swiata w skokach narciarskich w Zakopanem
     fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

    1. Stoch znów liderem

    Kamil Stoch co prawda nie wygrał w Willingen żadnego konkursu, ale dzięki równym i dalekim skokom zwyciężył w pierwszej edycji miniturnieju Willingen Five. Polak oprócz – jak sam nazwał – „przytulenia kaszany” w wysokości 25 tys. euro, przywdział plastron lidera Pucharu Świata i – podobnie jak cztery lata temu w Soczi – będzie skakał w olimpijskich konkursach na samym końcu stawki. Biorąc pod uwagę sześć ostatnich igrzysk, czterech liderów później zdobyło złoty medal. Ostatnim, który tego dokonał, był właśnie Stoch, który w Soczi ozłocił się podwójnie.

     

    2. Piotr Żyła wrócił do gry

    Sympatyczny zawodnik z Wisły w niedzielnym konkursie po ponad roku przerwy wrócił na podium Pucharu Świata. Było to dość niespodziewane, bo jeszcze tydzień wcześniej w w Zakopanem nie załapał się do składu na konkurs drużynowy, a w indywidualnych zmaganiach ledwo awansował do „trzydziestki”. Skąd więc wzięła się jego przemiana? Trener Stefan Horngacher nakazał mu zmianę… odbicia z belki startowej. – Od piątku uczyłem się skakać, ale ze skoku na skok czułem się coraz pewniej. W Zakopanem przeżyłem najgorszy czas w tym sezonie, ale cieszę się, że w końcu wszystko zmierza w dobrą stronę – mówił z uśmiechem Żyła.

     

    3. Hula w końcu dobrze oceniany

    O tym, że Stefan Hula potrafi daleko skakać, wiemy już od kilku tygodni. Ale pomimo dobrych skoków i nienagannego stylu, jego próby nie znajdowały uznania w oczach jury. Do czasu. W II serii niedzielnych zawodów skoczek ze Szczyrku lądował na 145 metrze. Za ten skok od czterech sędziów otrzymał notę 19,5 punktu, a tylko jeden „wlepił” mu 19. Po odrzuceniu dwóch skrajnych ocen do jego punktacji doliczono 58,5 pkt (nikt nie otrzymał więcej). – Nigdy nie dostałem tak świetnych not – śmiał się Hula. Takie oceny to dobry prognostyk przed igrzyskami olimpijskimi, a szczególnie konkursem na normalnej skoczni. Ponieważ różnice punktowej na takim obiekcie nie są duże, niewykluczone, że właśnie oceny za styl będą kluczowe przy ostatecznych rozstrzygnięciach.

     

    4. Norwegowie rosną w siłę

    W sobotę Daniel-Andre Tande, w niedzielę Johann Andre Forfang. Weekend w Willingen stał nie tylko pod znakiem Kamila Stocha, ale także norweskich skoczków. Zarówno w sobotnich, jak i niedzielnych zawodach w czołowej dziesiątce uplasowało się po trzech podopiecznych Alexandra Stoeckla. Ich dobra forma przed igrzyskami nie jest jednak przedmiotem podziwu, a podejrzeń ze strony innych ekip. Niektórzy uważają, że Skandynawowie grają nieczysto. - Nikt nie ma takich kombinezonów jak oni. Korzystają z własnych materiałów i najwidoczniej jest w nich coś, co sprawia, że latają tak daleko – zarzucił im niedawno trener Austriaków, Heinz Kuttin. - Dobrze, że inne kraje marnują czas i energię na coś, co w ogóle nie powinno być przedmiotem dyskusji. Nie stosujemy żadnych sztuczek. Przynajmniej mi nic na ten temat nie wiadomo. Te słowa Kuttina to wyraz jego frustracji – odbił piłeczkę Daniel-Andre Tande.

     

    5. Nie powtórzyć Hannawalda

    Na miano pechowca tygodnia zasłużył sobie Richard Freitag. Do Willingen reprezentant Niemiec jechał jako lider Pucharu Świata i skoczek, który miał uprzykrzać życie Kamilowi Stochowi. W piątek przegrał minimalnie z Polakiem w kwalifikacjach, a w sobotę uległ tylko Tande. W niedzielę lepsze od niego okazały się… warunki. W II serii wyprzedził tylko dwóch skoczków. - Puszczenie go w takich warunkach było wątpliwe. Trzeba to jednak przyjąć. Richard miał dziś dużego pecha – mówił trener Niemców, Werner Schuster.

     

    15 lat temu Willingen nie było szczęśliwe dla innego z reprezentantów Niemiec, Svena Hannawalda. Choć w sobotnim konkursie był najlepszy, następnego dnia, również z powodu trudnych warunków, przepadł już w pierwszej serii (zajął 36. pozycję). Jak się później okazało, od tego momentu zaczął się zjazd rewelacyjnego skoczka. Na MŚ w Val di Fiemme Hannawald nie zdobył ani jednego medalu w konkursie indywidualnym.

     

    Niemieccy kibice nie chcieliby powtórki z rozrywki. Freitag do ostatniej sytuacji podchodzi z dużym spokojem. - W Pjongczangu zaczniemy od normalnej skoczni, więc wyniki odniesione tutaj nie mają tak naprawdę większego znaczenia – powiedział w rozmowie ze „Sport1.de”.

     

    Z tej samej kategorii