Austria chce Horngachera. PZN jest przekonany, że trener naszych skoczków zostanie w Polsce

    Austriackie media postawiły już krzyżyk na Heinzu Kuttinie i spekulują na temat jego następców. Na liście nazwisk jest trener polskiej kadry.

    Skoki Narciarskie Konkurs Indywidualny - Puchar Swiata w Wisle
     fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

    Podczas Turnieju Czterech Skoczni austriaccy kibice nie mieli wielu powodów do radości. Najlepszym skoczkiem był Michael Hayboeck, który zajął 14. miejsce, a zawody w Garmisch-Partenkirchen, w których punktowało tylko dwóch podopiecznych Heinza Kuttina (19. był Schlierenzauer, a 20. Hayboeck) były najgorszym turniejowym konkursem od 39 lat. Nacja, która przez wiele lat zgarniała w tym sporcie absolutnie wszystko, w tym sezonie przeżywa kryzys. Najgorsze jest to, że dotarł on nawet do ubiegłorocznego triumfatora Pucharu Świata, Stefana Krafta, który w Ga-Pa nie zakwalifikował się do II serii i stracił szanse na dobry wynik w TCS. Dopełnieniem tej tragedii było relatywnie niewielkie zainteresowanie biletami na konkursy w Innsbrucku i Bischofshofen. Gdyby nie inwazja polskich i niemieckich kibiców, trybuny prawdopodobnie świeciłyby pustkami.

     

    Nie szukać wymówek

    Na trenera Kuttina, ze wszystkich stron zaczynają być ciskane gromy. Największe - od jego poprzednika, Alexandra Pointnera, ojca sukcesu tamtejszych skoków w latach 2004-2014. - Niech sztab nie szuka wymówek, udało się odebrać pewność siebie nawet najlepszemu skoczkowi świata - wściekał się 47-latek na łamach Tiroler Tagesanzeiger, mając na myśli Krafta, który jeszcze 9 miesięcy temu rozstawiał wszystkich po kątach, a w Lahti został podwójnym mistrzem świata.

     

    W Austriackich mediach rozpoczęły się spekulacje dotyczące przyszłości Kuttina. Nie jest ona w różowych barwach. Dziennikarze sugerują zmianę trenera. Na liście nazwisk są m.in. szkoleniowiec Norwegów, Alexander Stoeckl oraz... trener biało-czerwonych, Stefan Horngacher. Ten drugi ma ponoć większe szanse.

     

    Nie myśli o przyszłości

    Austriacki szkoleniowiec, który pracuje z polską kadrą od maja 2016 roku, odkąd zdobył z biało-czerwonymi drużynowe mistrzostwo świata oraz Puchar Narodów, a Kamila Stocha doprowadził do formy, która pozwoliła mu wygrać dwa razy z rzędu TCS, jest łakomym kąskiem na trenerskiej giełdzie. Jego kontrakt z Polskim Związkiem Narciarskim kończy się w maju 2018 roku.

     

    Horngacher pytany przez nas w lipcu o nową umowę, stwierdził dyplomatycznie: - Nie myślę o przyszłości, nawet nie mam na to czasu. Nie wiem, co się stanie po sezonie, zresztą za wcześnie na takie dywagacje. Decyzja o mojej przyszłości w pierwszej kolejności zależy od Polskiego Związku Narciarskiego. Gdy zapyta mnie, czy chcę dalej pracować z reprezentacją, wtedy będziemy rozmawiać.

     

    Nowa umowa jeszcze nie podpisana

    Do wstępnych rozmów o możliwości dalszej współpracy doszło w trakcie Letniej Grand Prix. W grę wchodzi kontrakt do następnych igrzysk olimpijskich (Pekin 2022). - Czekamy na odpowiedni moment, aby przygotować wstępne umowy i załatwić sprawy z tym związane. Obecnie wszyscy jesteśmy w rozjazdach i nie ma na to czasu - mówił jeszcze w listopadzie w rozmowie ze „Sportem” Tajner. Horngacher, jak twierdzi prezes, jest zainteresowany prowadzeniem reprezentacji Polski przez kolejne cztery lata.

     

    Od zainteresowania, do parafowania umowy droga jednak daleka. Pozostaje mieć nadzieję, że Austriak zostanie z polską kadrą na dłużej.

    Z tej samej kategorii