Łukasz Kruczek: Kamil ma niesamowite czucie w locie

    - Każdy popełnia błędy. Nawet mamy takie przysłowie, że nie popełnia ich ten, co nic nie robi. Zawodnik to nie maszyna, tylko człowiek. W tak precyzyjnej dyscyplinie wystarczy drobnostka, niekoniecznie związana z sportem, która potrafi wpłynąć na funkcjonowanie zawodnika - podkreśla były trener polskich skoczków, obecnie szkoleniowiec kadry Włoch.

    Skoki Narciarskie Konkurs Indywidualny - Puchar Swiata w Wisle
     źródło: Pressfocus

    Dawid BOŻEK: Kamil Stoch z igrzysk w Soczi a ten obecny – czy widzi pan jakieś różnice między nimi?
    Łukasz KRUCZEK: - Ten obecny jest bogatszy w doświadczenia, czyli coś, czego nie da się wytrenować, a trzeba po prostu przeżyć.

     

    Zastanawiam się, czy Kamil jechał na poprzednie igrzyska z nastawieniem na sukces, świadomy swojej siły, a może tylko w celu wykonania swojej pracy.
    Łukasz KRUCZEK: - Przed Soczi ustaliliśmy, że celem jest Puchar Świata, a Igrzyska, mimo że ważne, są po drodze. Nie dało się jednak tego tak całkowicie wyeliminować, że to są jakieś specjalne zawody. Był bardzo mocny w przededniu zawodów i miał tego świadomość.

     

    Który konkurs w Soczi był bardziej emocjonujący - ten na normalnej skoczni, bo Kamil zdobył pierwsze złoto, czy może na dużej ze względu na drugą serię i pojedynek z Noriakim Kasaim?
    Łukasz KRUCZEK: - Pierwszy - wtedy więcej się działo i można powiedzieć, że od razu ten konkurs w pewnym sensie ustawił kolejne dni. Co do drugiego konkursu, pojedynku z Noriakim nie było. Zawodnik na skoczni walczy z sobą i nie ma możliwości wpływać w żaden bezpośredni sposób na swoich konkurentów.

     

    Powtórka z Soczi w Pjongczangu jest możliwa?
    Łukasz KRUCZEK: - Wszystko jest możliwe, ale też na takie rezultaty pracuje nie tylko Kamil.

     

    W Zakopanem pytałem Svena Hannawalda o to, kto może powalczyć o złoto. Powiedział, że poza dwójką Stoch-Freitag nie widzi nikogo innego. A pan?
    Łukasz KRUCZEK: - Nie ma racji. Igrzyska są zawsze specyficzne i wystarczy, że pogoda wkroczy do akcji i możemy być świadkami niespodzianek. Ale nawet i w spokojnych warunkach zawodników walczących o medale jest więcej, szczególnie na skoczni normalnej.

     

    Kamil w tym sezonie skacze świetnie, ale zdarzają mu się błędy. Najczęstszy to spóźnione odbicie. W jego przypadku da się go wyeliminować w całości czy raczej trzeba minimalizować jego negatywne skutki? Zastanawiam się, jak to możliwe, że Stoch potrafi, mimo tego błędu, odlatywać.?
    Łukasz KRUCZEK: - Każdy popełnia błędy. Nawet mamy takie przysłowie, że nie popełnia ich ten, co nic nie robi. Zawodnik to nie maszyna, tylko człowiek. W tak precyzyjnej dyscyplinie wystarczy drobnostka, niekoniecznie związana z sportem, która potrafi wpłynąć na funkcjonowanie zawodnika. Wracając do Kamila, on potrafi odlatywać, bo samo spóźnienie u niego nie powoduje innych dużych błędów. Jest tylko mniej energii w samym odbiciu. On ma niesamowite czucie w locie i tym dużo zyskuje.

     

    Czy aklimatyzacja w Pjongczangu, biorąc pod uwagę inną strefę czasową, będzie dla skoczków wyzwaniem? Jak wygląda przygotowanie do tak długiej podróży, a potem funkcjonowanie w innym środowisku?
    Łukasz KRUCZEK: - Jedzie się „z marszu” ze względu na napięty kalendarz. Nie mamy dużo czasu na aklimatyzację. Oczywiście w drugim tygodniu pobytu będzie już inna sytuacja. Wspominając Soczi, tam na początku funkcjonowaliśmy według europejskiego czasu. Podobnie czasem niektórzy robią w Japonii. Jedni znoszą to lepiej, inni gorzej. Ważne by się wysypiać.

     

    Chciałbym zapytać o pozostałych biało-czerwonych. Zaskoczyła pana tak dobra dyspozycja w tym sezonie Stefana Huli? Zastanawiam się, skąd się ona wzięła.
    Łukasz KRUCZEK: - Nie, bardzo się cieszę, że w końcu jest tak widoczny. Ma super sezon. Dojrzał zawodniczo, podobnie jak Kamil. Jest cierpliwym zawodnikiem i ta cierpliwość w sporcie bardzo popłaca.

     

    Pozytywnie w tym sezonie zaskoczył również Dawid Kubacki. Co może pan o nim powiedzieć?
    Łukasz KRUCZEK: - Już w poprzednich latach był bardzo widoczny. Ma stałą tendencje wznosząca. Jego konsekwencja pracy i dążenia do celów, taki sportowy upór może być dawany za przykład.

     

    Sporo przed igrzyskami przewidywaliśmy, że o czwarte miejsce w konkursach olimpijskich powalczą Maciej Kot z Piotrem Żyłą, i to się sprawdza. Z trenerskiego punktu widzenia to pozytywny ból głowy czy negatywny. Przecież kogoś trzeba skreślić.
    Łukasz KRUCZEK: - Lepiej mieć taki ból głowy niż nie mieć możliwości uzbierać mocnej czwórki.

     

    Z jakimi nadziejami włoska kadra przystępuje do igrzysk?
    Łukasz KRUCZEK: - Przede wszystkim liczymy na walkę o finał w konkursie drużynowym - to jest nasz cel na tych Igrzyskach. Co do indywidualnych konkursów, największe nadzieje wiążę z najmłodszym zawodnikiem, Alexem Insamem, który jednocześnie ma największy potencjał z całej grupy.

     

    Jak oceniłby pan dotychczasowe występy swoich podopiecznych?
    Łukasz KRUCZEK: - Próbujemy sił w Pucharze Świata, ale na te chwile poziom, który prezentowali, to raczej Puchar Kontynentalny. Jest aktualnie coraz więcej dobrych skoków, szczególne w zawodach. Na plus był start na Mistrzostwach świata w lotach, gdzie dwóch było w finale (Alex Insam był 27., a Sebastian Colloredo 28., przyp. red.).

     

    Podoba się panu to otoczenie? Chciałby pan pracować tu dłużej?
    Łukasz KRUCZEK: - Trudne pytanie. To kompletnie inny rodzaj pracy. Czy dłużej, to już raczej pytanie nie do mnie.

     

    Z tej samej kategorii