Napisać kolejny rozdział pięknej historii. Dziś pierwsza szansa skoczków na medal

    Kamil Stoch staje dziś do walki o olimpijski medal na normalnej skoczni. Gdyby zdobył złoto, dokonałby rzeczy wcześniej niespotykanej.

    Puchar Swiata w skokach narciarskich w Zakopanem, konkurs indywidualny
     fot. Rafal Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

    Obrona medali? W moim przypadku udaje się skutecznie, bo właściwie… niczego bronić nie muszę - tak Kamil Stoch oddala od siebie presję faworyta dzisiejszego (13.35) konkursu. I w sumie trudno było od skoczka z Zębu spodziewać się innej odpowiedzi. Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że nasz zawodnik o celach wynikowych mówić nie chce. Na skocznię jedzie wykonać swoją pracę, i tyle. Na mówienie o rezultatach przyjdzie czas po konkursie.

     

    Radość z żalem
    Ale polski kibic w oczekiwaniu na pierwszy olimpijski sprawdzian Stocha i jego kolegów powoli zaczyna przebierać nogami. Wie bowiem, że nasi skoczkowie w tak znakomitej formie jeszcze nie byli. Że skaczą równo, że rzadko popełniają błędy, że gdyby ich umiejętności połączyć z odrobiną szczęścia, to na podium stanęliby tylko podopieczni Stefana Horngachera. Balon oczekiwań z każdą kolejną godziną zaczyna się napełniać. W tym momencie jest rozmiarów co najmniej tego turystycznego.

     

    Nieco mniejszy od niego, ale też duży był cztery lata temu w Soczi. Stoch jechał przecież do Rosji jako lider Pucharu Świata. Na normalnej skoczni dopisał kolejny rozdział pięknej historii polskiego sportu. Został drugim po Wojciechu Fortunie biało-czerwonym, który zdobył złoty medal igrzysk olimpijskich w skokach. A później powtórzył ten sukces na większym obiekcie. Wywalczył coś, czego nie udało się wielu wybitnym zawodnikom. Znamienny był obrazek, kiedy Adam Małysz w studiu TVP po finałowym skoku Kamila podczas konkursu na normalnej skoczni, tylko się uśmiechnął. Owszem, czuł radość z sukcesu rodaka, ale była ona pomieszana z żalem, że nie było mu dane choć raz wejść na sportowy Olimp.

     

    Nigdy nie mów „nigdy”
    Przypadek Małysza pokazuje, jak trudno jest zdobyć złoto na igrzyskach, a co dopiero obronić tytuł mistrza olimpijskiego. Na normalnej skoczni właściwie nie udało się to nikomu. Gdyby Stoch stanął dziś na najwyższym stopniu podium, ponownie wpisałby się do annałów skoków. W tym sezonie zresztą już udowodnił, że nigdy nie można mówić „nigdy”. Kiedy wszyscy dookoła powtarzali, że nie da się powtórzyć wyczynu Svena Hannawalda, wygrywając wszystkie konkursy Turnieju Czterech Skoczni, on zrobił to jakby od niechcenia. Kiedy po nieudanych zawodach w Bad Mitterndorf obawialiśmy się, że Polak nie będzie w stanie zdobyć medalu na MŚ w lotach, rzeczywistość znów napisała piękny scenariusz. Stoch zgarnął srebro.

     

    Czy więc uzasadnione są jakiekolwiek obawy? O głowę naszego mistrza możemy być przecież spokojni - dwukrotny mistrz olimpijski jest zbyt doświadczonym zawodnikiem, by coś mogło go wyprowadzić z równowagi. Forma? Wystarczy spojrzeć na ostatnie skoki Stocha, które dawały mu miejsca w ścisłej czołówce. W czwartkowych kwalifikacjach przegrał tylko z Niemcem Andreasem Wellingerem. - Wiem, że skaczę na dobrym poziomie, ale też cały czas zdaję sobie sprawę, że mogę coś zrobić lepiej, że w dalszym ciągu mogę się rozwijać, ulepszać, poprawiać i tylko o tym myślę - podkreśla lider PŚ.

     

    Dojrzały Kubacki
    Perfekcjonizm Polaka wynika nie tylko z jego sportowego charakteru. 30-latek wie doskonale, że na drodze do złota nie jest sam i musi dać z siebie wszystko. W podobnej sytuacji był zresztą rok temu na MŚ w Lahti. Wydawało się, że medal jest na wyciągnięcie ręki, tymczasem ta była zbyt krótka, by po niego sięgnąć. Zmagania w Finlandii stanęły pod znakiem pojedynku Stefana Krafta z Andreasem Wellingerem. Ten drugi, który w obu konkursach zdobył srebro, w Pjongczangu ma szansę wziąć rewanż, zwłaszcza że jego austriacki rywal daleki jest od mistrzowskiej formy. Co nie oznacza jednak, że na normalnej skoczni nie będzie się liczył.

     

    Przebudził się też wicelider PŚ, Richard Freitag, a gdy będzie wiało pod narty, do głosu mogą dojść Norwegowie. Kto jednak wie, czy największym konkurentem Stocha nie będzie jego… kolega z kadry, czyli Dawid Kubacki - trzeci zawodnik czwartkowych kwalifikacji. - Dawid jest już dojrzałym zawodnikiem z odpornością psychiczną pozwalającą mu sięgnąć po medal. Osobowościowo jest podobny do Kamila - chwali skoczka z Szaflar prezes PZN, Apoloniusz Tajner. - Ja faworytem? Pierwsze słyszę - śmieje się Kubacki, który już dwukrotnie w tym sezonie stawał na podium zawodów Pucharu Świata, a poza tym świetnie czuje się na mniejszych skoczniach. W pozycji atakujących czają się też pozostali nasi reprezentanci: Stefan Hula i Maciej Kot. - Tak równej drużyny jeszcze nie było - rozpływa się w zachwytach nad naszą ekipą prezes Tajner. Czy po sobotnim konkursie będą one jeszcze większe?

     

     

    Mistrzowie olimpijscy na normalnej skoczni
    (rok, miejsce, imię i nazwisko)
    1964; Innsbruck; Veikko Kankkonen (Finlandia)
    1968; Grenoble; Jirzi Raszka (Czechy)
    1972, Sapporo; Yukio Kasaya (Japonia)
    1976; Innsbruck; Hans-Georg Aschenbach (Niemcy)
    1980; Lake Placid; Anton Innauer (Austria)
    1984; Sarajewo; Jens Weissflog (Niemcy)
    1988; Calgary; Matti Nykaenen (Finlandia)
    1992; Albertville; Ernst Vettori (Austria)
    1994; Lillehammer; Espen Bredesen (Norwegia)
    1998; Nagano; Jani Soininen (Finlandia)
    2002; Salt Lake City; Simon Ammann (Szwajcaria)
    2006; Turyn; Lars Bystoel (Norwegia)
    2010; Vancouver; Simon Ammann
    2014; Soczi; Kamil Stoch

     

    Liczby
    8
    MEDALI w konkursach indywidualnych na normalnej skoczni zdobyli skoczkowie z Austrii

    5
    MEDALI (4 złote, 1 srebrny) zdobył najwybitniejszy skoczek w historii igrzysk olimpijskich, Fin Matti Nykaenen.

     

    Z tej samej kategorii