Jan Szturc: Boję się o warunki

    Pierwszy trener Adama Małysza ocenia szanse naszych skoczków w walce o medale na skoczni normalnej w Pjongczangu.

    Puchar Swiata w skokach narciarskich w Zakopanem
     fot. Rafal Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

    Dawid BOŻEK: Po zawodach w Willingen oraz udanych kwalifikacjach przed dzisiejszym konkursem kibice twierdzą, że medal jest niemal pewny. Pan też jest takim optymistą?
    Jan SZTURC: - Trzeba zachować spokój. Treningi nie zawsze pokazują realny układ sił, choć nasi skoczkowie pokazali, że są mocni. Wierzę w nich, choć boję się, że warunki mogą pokrzyżować losy rywalizacji. Jeżeli jednak będą równe, to Polacy pokażą się z bardzo dobrej strony. O medalach nie mówię, bo nie ma co dzielić skóry na żywym niedźwiedziu. Spokojnie oczekuję zawodów.

     

    Głównym faworytem jest Kamil Stoch i właściwie moglibyśmy być o niego spokojni, ale zdarzają mu się nierówne skoki.
    Jan SZTURC: - Kamil czasem spóźnia odbicie i to najpoważniejszy błąd u niego. Choć trudno nazwać to błędem. Odbicie wykonuje się w ułamkach sekund i ten automatyzm musi zadziałać w odpowiednim momencie. Niemniej jednak na dużych skoczniach wpływ odbicia na odległość nie jest aż tak duża, jak na mniejszych. Kamil jest jednak na tyle doświadczonym zawodnikiem, że da sobie z tym radę.

     

    Optymistyczne jest to, że nawet z tym błędem oddaje dobre skoki.
    Jan SZTURC: - Kamil ma bardzo dobry układ w powietrzu i po odbiciu obiera odpowiedni kierunek lotu. Jak to mówimy - nie przeszkadza nartom. Leci pod odpowiednim kątem. Nie traci szybkości przelotowej, dzięki czemu odlatuje.

     

    Świetnie na normalnej skoczni w Pjongczangu radzi sobie także Dawid Kubacki. Do niedawna był znany z tego, że odbija się bardzo wysoko. Mniejsze skocznie mogą być więc dla niego atutem?
    Jan SZTURC: - Dawid poprzednio wybijał się wysoko, ale odbicie bardziej kierował do góry, przez co wytracał prędkość przelotową za progiem. W tej chwili to się zmieniło. Jeżeli wykorzysta to, co ma w nogach, może sprawić niespodziankę.

     

    Pański wychowanek, Piotr Żyła, nie został powołany na czwartkowe kwalifikacje, choć jeszcze w Willingen stanął na podium. Nie pasują mu mniejsze skocznie?
    Jan SZTURC: - Gdy zawodnik jest w formie, wszystkie skocznie mu pasują. Mamy po prostu bardzo mocny zespół, a Piotrek na treningach był najsłabszy. Ale owszem, trochę lepiej czuje się na dużych obiektach. Może większa skocznia w Pjongczangu będzie dla niego bardziej przyjazna. Zobaczymy, jak poradzi sobie na treningach przed kolejnym konkursem.

     

    Co jest najważniejsze w skokach na mniejszych obiektach?
    Jan SZTURC: - Ponieważ prędkości najazdowe są mniejsze - zawodnicy jadą 5-6 km na godzinę wolniej niż na dużych skoczniach - najważniejsze są moc odbicia i jego kierunek. Jeżeli zawodnik jest w formie, wszystkie te elementy robi „z automatu”. Poza tym bardzo istotne będą noty za styl, bowiem różnice w odległościach pomiędzy poszczególnymi skoczkami nie są zbyt duże. No i warunki, które mogą być zmienne. Oby dziś i w pozostałych konkursach wiatr nie przeszkodził zawodnikom, a wtedy możemy być spokojni o naszych skoczków.

    Z tej samej kategorii