Trzeba iść naprzód, czyli full gas

    Biało-czerwoni wracają do rywalizacji. Dziś pierwsze treningi na dużej skoczni.

    Spotkanie ze skoczkami przed Mistrzostwami Swiata w Lahti
     fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

    Już nie możemy doczekać się skoków - mówią zgodnie nasi zawodnicy przed dzisiejszymi treningami na dużym obiekcie i nie ma się czemu dziwić. Od konkursu na K-98 minęły cztery dni. Dla zaprawionych w bojach biało-czerwonych tak długa przerwa od skakania jest mordęgą. W tym czasie musieli sobie znaleźć jakieś zajęcie. Oglądali więc telewizję, grali w rzutki, w karty czy - jak Piotr Żyła i Maciej Kot - na gitarze.

     

    Trener zainspirował
    - To było jakoś przed sezonem. Przenosiliśmy się z Hinzenbach do Planicy, a ja zastanawiałem się na czym mógłbym skupić uwagę. Podjechaliśmy ze Stefanem (Horngacherem - przyp. red.) do sklepu muzycznego w Villach i pomógł mi wybrać - opowiadał wczoraj wiślanin. To właśnie trener naszej kadry zainspirował Żyłę i Kota do rozpoczęcia nauki gry na tym instrumencie.

     

    - Piotrek ma bardzo dużo cierpliwości i zapału. Czasem jak weźmie gitarę, to ćwiczy dwie godzin bez przerwy. Raz w jeden dzień opanował granie hymnu Polski. Ja natomiast gram, kiedy sprawia mi to przyjemność. Jak już przestaje, to odkładam instrument. Dla mnie ma to być przede wszystkim relaks - dodaje Kot.
    Rzutki z kolei to specjalność Stefana Huli, choć przyznał, że coraz mocniej depcze mu po piętach w tej dyscyplinie Dawid Kubacki. - Chyba trzeba mu zabrać lotki, bo dużo trenuje - śmieje się skoczek ze Szczyrku.

     

    Hula nie chce zapomnieć
    Dobry humor nie opuszczał wczoraj naszych zawodników, co świadczy o tym, że o sobotnich wydarzeniach na skoczni normalnej już nie myślą. Choć nie oznacza to, że całkowicie o nich zapomnieli. - A czemu miałbym to zrobić? Piąte miejsce na igrzyskach jest dla mnie ogromnym sukcesem. Owszem, wiem, że każdy życzył mi tego medalu. Też chciałem go zdobyć, ale taki jest sport. Medali nie daje się za chęci, tylko za pracę. Uważam, że swoją wykonałem bardzo dobrze. Zabrakło trochę szczęścia i tyle - podkreślił Hula.

     

    - Oczywiście, że może być nam szkoda tego wyniku, ale człowiekowi może być też szkoda rozbitej szyby. Może i pamiętamy o tym, co się zrobiło źle, czy coś się utraciło, ale warto iść naprzód. To, co się stało, jest już historią i jej już nie zmienię. Mam natomiast wpływ na to, co przede mną - dodaje Kamil Stoch w rozmowie z TVP.

     

    Żyła kontra Kot - drugie starcie
    A przed skoczkami treningi na dużym obiekcie. Dziś o 12.00 zostaną rozegrane pierwsze trzy serie, a w czwartek o tej samej porze kolejne. W piątek zaś kwalifikacje do sobotniego konkursu. Walka o miejsce w drużynie rozpoczyna się od nowa. Pewnym występu właściwie może być tylko Kamil Stoch, ale brak kogokolwiek z duetu Stefan Hula-Dawid Kubacki byłby sporą sensacją. Wydaje się więc, że - podobnie jak na średniej skoczni - o czwarte miejsce powalczą Piotr Żyła z Maciejem Kotem. Pierwszy pojedynek wygrał ten drugi, który w sobotnim konkursie był 19. Żyła z kolei zawody oglądał w telewizji.

     

    Ale teraz wiślanin nie jest bez szans. - Piotrek trochę lepiej czuje się na dużych obiektach. Może większa skocznia w Pjongczangu będzie dla niego bardziej przyjazna - zastanawia się jego klubowy trener, Jan Szturc. Zresztą rok temu na mistrzostwach świata w Lahti Żyła zawalił konkurs właśnie na mniejszej skoczni, zajmując 19. miejsce. Kilka dni później, już na dużej, niespodziewanie zdobył brązowy medal.

     

    - A co było w niedawnych zawodach przed igrzyskami? W Zakopanem mu nie wyszło. Pojechaliśmy do Willingen i tam stanął na podium - przypomina dyrektor kadry, Adam Małysz, wspominając ostatni konkurs przed wylotem do Pjongczangu, kiedy Żyła był trzeci. - Chłopaki zdawali sobie sprawę z tego, że skoro jadą na igrzyska w piątkę, ktoś będzie musiał być rezerwowym. Piotrek doskonale wie, co ma robić. Jak to mówi trener Horngacher, „full gas” - śmieje się Małysz.

    Z tej samej kategorii