Historia lubi się powtarzać

    Cztery lata temu Kamil Stoch wygrał oba konkursy w Willingen, a później dwukrotnie stawał na najwyższym stopniu podium igrzysk w Soczi. W najbliższy weekend najlepsi skoczkowie spotkają się na niemieckim minimamucie i to będą ostatnie pucharowe zawody przed odlotem do Pjongczang.

    Konkurs druzynowy w Willingen
     fot. Tadeusz Mieczynski  /  źródło: Pressfocus

    Historia lubi się powtarzać, a kiedy wspomnienia są miłe, chętnie do nich wracamy. Coś faktycznie w tym jest, że ci, którzy w sezonach olimpijskich prezentują wysoką formę w Willingen zdobywają później medale na igrzyskach. Najbardziej spektakularny jest przykład Kamila Stocha, który wygrywał tam w 2014 roku, a następnie na skoczniach w Rosji sięgnął po dwa złote medale olimpijskie.

     

    Ale nie był jedynym, który sukcesy z Willingen przekładał na olimpijskie. W 2002 roku wygrał tam Sven Hannawald przed Mattim Hautamaekim i w Salt Lake City obaj stali na podium. Niemiec był drugi na skoczni normalnej, a Fin trzeci na dużej. W 2006 olimpijskie złoto na dużej skoczni zdobył Thomas Morgenstern, wyprzedzając swojego kolegę z reprezentacji Austrii, Andreasa Koflera. Kilkanaście dni wcześniej obaj stali na podium w Willingen w odwrotnej kolejności. Pierwszy był Kofler przed Morgensternem.

     

    Tradycji stało się zadość również w 2010 roku. Zwycięzca Gregor Schlierenzauer zdobył w Vancouver trzy medale. Indywidualnie dwa brązowe, za Simonem Ammannem i Adamem Małyszem, oraz złoty w konkursie drużynowym.

     

    Czy zbliżające się konkursy na Muehlenkopfschanze też będą mieć taki wpływ na olimpijskie wydarzenia? Odpowiedź poznamy pod koniec igrzysk, teraz najważniejsze jak zaprezentują się nasi skoczkowie w Willingen, czy Kamil Stoch otrząsnął się po tym, co stało się w Zakopanem. Wydaje się, że on sam i trener Stefan Horngacher są spokojni. Ich zdaniem był to klasyczny wypadek przy pracy. Niekorzystny wiatr w połączeniu z drobnym błędem na progu sprawił, że Stoch nie zakwalifikował się do finałowej serii indywidualnego konkursu. Ale przecież dzień wcześniej ustanowił rekord skoczni i walnie przyczynił się do historycznej wygranej Polaków w rywalizacji drużynowej. Owszem, stracił pozycję lidera klasyfikacji generalnej Pucharu Świata na rzecz Niemca Richarda Freitaga, ale może ją odzyskać już w ten weekend. A że w niezmiennie wysokiej formie są Stefan Hula i Dawid Kubacki, zaś Maciej Kot właśnie ją odnajduje, Kamil Stoch na pewno nie będzie w Willingen osamotniony.

     

    Mając natomiast na uwadze, że historia lubi się powtarzać, najlepiej by któryś z nich stanął tam na podium, bo to niewątpliwie zwiększa szanse na olimpijski medal.

     

    Z tej samej kategorii