Maciej Kot i jego nowy plan na skoki. Kiedy będą jego efekty?

    Polski skoczek powoli odbudowuje swoją formę, choć nie wszystko przychodzi mu łatwo.

    66. TCS w Bischofshofen
     fot. Tadeusz Mieczyński  /  źródło: Pressfocus

    Połowa stycznia 2017 roku: Maciej Kot w 13 pucharowych konkursach uzbierał 502 punkty i jest piątym zawodnikiem Pucharu Świata. Dokładnie rok później ten sam zawodnik ma na swoim koncie 156 „oczek” i w klasyfikacji łącznej zamyka czołową dwudziestkę.

     

    Tylko raz w „dziesiątce”

    Zjazd, jaki w ostatnich miesiącach zaliczył zakopiańczyk, jest bardzo duży. Wydawało się, że po najlepszym sezonie w karierze, w którym trzykrotnie stawał na pucharowym podium, w tym dwukrotnie na najwyższym jego stopniu, w następnym będzie jeszcze lepszy. Rzeczywistość okazała się jednak inna. W dwunastu konkursach tylko raz znalazł się w czołowej „dziesiątce” (był ósmy w Niżnym Tagile).

     

    - Rok temu wszystko szło tak łatwo. Nawet kiedy skoki nie były dobre, to miejsca już tak. W tym nie dość, że poziom bardziej się wyrównał, to jeszcze brakuje szczęścia, szczególnie wtedy, kiedy pojawiają się dobre próby – ubolewa Kot.

     

    Zmiana koncepcji

    Skoki jednak to nie tylko szczęście, ale także umiejętności. I choć 26-latkowi nie można ich odmówić, to nie ulega wątpliwości fakt, że Polak w ostatnich tygodniach mocno się pogubił. Najmocniej podczas Turnieju Czterech Skoczni. Już po pierwszych zawodach w Oberstdorfie, w których zajął 15. miejsce, pozbawił się złudzeń, że może powtórzyć wynik sprzed roku (czwarta lokata). Już wtedy z trenerem Stefanem Horngacherem zmienili koncepcję przygotowań. Każde kolejne zawody skoczek miał traktować treningowo – Cofnęliśmy się do podstaw – wyjaśnił Kot.

     

    - Obecna dyspozycja nie pozwala mi na walkę o zwycięstwa. W niedalekiej przyszłości są jednak zawody ważniejsze od Turnieju Czterech Skoczni i tak trzeba ułożyć nasz plan, by przybliżyć mnie do lepszej formy właśnie na nich – dodaje nasz kadrowicz, mając oczywiście na myśli igrzyska olimpijskie.

     

    Załamanie w Bischofshofen

    Wydawało się, że od tej pory wszystko pójdzie w dobrą stronę, ale kolejne załamanie przyszło w Bischofshofen. 26-latek nie awansował do II serii i ze łzami w oczach opuszczał skocznię Paula Ausserleitnera. Z dziennikarzami nie chciał rozmawiać. - Nie ukrywam, że byłem bardzo zły. To też była decyzja trenera, abym nie rozmawiał z mediami. Stwierdziłem, że to dobry pomysł, aby na gorąco nic nie mówić, ponieważ w tych emocjach można byłoby powiedzieć coś, czego by się nie chciało – tłumaczył drużynowy mistrz świata.

     

    Problemy Kota zaczęły się już w połowie zeszłego sezonu, kiedy w jego skokach wkradł się pewien irytujący błąd. Skoczka zaraz po wyjściu z progu mocno skręcało, przez co stabilność lotu była mocno zaburzona i nie pozwalała na oddawanie dalekich skoków. Błąd ten powoli zaczął naprawiać, ale z czasem pojawiały się inne. - Jest parę elementów, które trzeba poprawić. Jednym z nich jest prędkość najazdowa, która jest za niska. Mówiąc obrazowo, to tak, jakbym ruszał o dwie belki niżej od innych – wyjaśnia Maciej w rozmowie z TVP.

     

    Geduld, czyli cierpliwość

    W parze z błędami technicznymi pojawiła się frustracja. Kot chciał jak najszybciej się odbudować, tymczasem nie jest to takie proste. Stefan Horngacher często tłumaczy swojemu podopiecznemu, że na dobrą formę trzeba czasem trochę poczekać. Dlatego słowem-kluczem w relacjach trenera z zawodnikiem jest „geduld” (z niemieckiego – cierpliwość).

     

    - To rzeczywiście często używane słowo przez Stefana. Cierpliwość jest ważna nie tylko jeśli chodzi o techniczne wykonanie skoku, ale także w wymiarze psychicznym. Jest potrzebna do tego, by ufać, że to, co robimy, jest dobre – wspomniał Kot, który w ostatnim konkursie w Bad Mitterndorf zajął 23. miejsce. Skoczek pomimo mizernego wyniku, miał uśmiech na twarzy.

     

    - Tutaj odbudowałem się mentalnie i krok po kroku odbudowuję swoje skoki. Wrócił optymizm i radość ze skakania. Cały czas myślę pozytywnie i będę ciężko pracował na to, żeby moje skoki wyglądały bardzo dobrze – podkreśla reprezentant Polski. Czy stanie się to już na mistrzostwach świata w lotach? – Im szybciej, tym lepiej, choć nie jest to takie proste. Nie nastawiam się na to, by robić bardzo duże kroki do przodu, ale do wszystkiego dochodzić etapami – uważa Maciej Kot, który znalazł się w składzie na mistrzostwa świata w lotach, które już jutro wystartują w Oberstdorfie. W czwartek odbędą się kwalifikacje, w piątek i sobotę po dwie serie rywalizacji indywidualnej, a w niedzielę - zawody drużynowe. Oprócz Kota w Niemczech wystąpią Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła i Stefan Hula.

    Komentarze

    Napisz komentarz
    No photo
    No photo~andersUżytkownik anonimowy
    ~anders :
    No photo~andersUżytkownik anonimowy
    Maciej Kot to zawodnik słaby psychicznie, myślę że również
    nie wystąpi na olimpiadzie.
    19 sty 00:48
    Liczba głosów:0
    0%
    0%
    Link do tego komentarza:
    Z tej samej kategorii