Żelazna czwórka w piątek nie zawiodła. Jak będzie w sobotę w konkursie indywidualnym?

    FIS Grand Prix w Skokach Narciarskich - konkurs druzynowy
     fot. Rafal Rusek  /  źródło: Pressfocus

    Kamil Stoch, Maciej Kot, Dawid Kubacki i Piotr Żyła - kiedy na nich Stefan Horngacher stawia w konkursach drużynowych, możemy być spokojni o dobry wynik. Wczoraj w Wiśle potwierdzili, że są po prostu zgraną paczką. A jak spiszą się w dzisiejszej rywalizacji indywidualnej? Start zawodów w Wiśle o 17.30.

    Żelazna czwórka, która w Lahti wywalczyła mistrzostwo świata, po mistrzowsku zaprezentowała się także na skoczni w Wiśle. Choć na początku konkursu mało kto wierzył w zwycięstwo, biało-czerwoni pokazali, że potrafią walczyć do końca.

     

    Żyła nie był pewny

    Orły Horngachera długo musiały oglądać plecy Norwegów, a po dwóch pierwszych konkursowych skokach, także Słoweńców i Niemców. Piotr Żyła, który rozpoczynał zawody, nie był nawet pewny występu w dzisiejszym konkursie. Wiślanin po czwartkowych kwalifikacjach był przekonany, że nie znajdzie się w składzie na konkurs drużynowy (w wewnętrznej kadrowej rywalizacji był dopiero piąty). W I serii piątkowych zawodów skoczył zaledwie 117 metrów i krytycy decyzji Horngachera znaleźli kolejny powód do narzekań.

     

    - Piotrek miał kiepskie warunki. Zaraz za progiem dostał silny boczny wiatr, przez co musiał korygować swoją sylwetkę – starał się usprawiedliwić swojego krajana dyrektor reprezentacji Polski, Adam Małysz.

     

    Nokautujący cios

    Warunki rzeczywiście w Wiśle nie dawały za wygraną. Choć zawody zostały przeprowadzone praktycznie bez większych przerw, to jednak los nie każdego obdarował sprawiedliwie. Ale stara narciarska zasada „kto jest w formie, temu wiatr niestraszny” znalazła swoje potwierdzenie i w tym konkursie. Przytaknąć jej może Dawid Kubacki, bohater piątkowej rywalizacji. W I rundzie, podczas gdy inni rywale mieli problem, by dolecieć do punktu K, on pofrunął aż 130 metrów. W finale dołożył 3,5 metra, dzięki czemu na kolejkę przed końcem konkursu w końcu wyprzedziliśmy Norwegów. To był cios zadany w idealnym momencie. Maciej Kot właściwie tylko dopełnił formalności.

     

    - Nie skakało nam się łatwo, bo rywale byli mocni, a warunki - dalekie od idealnych. Ale nasze skoki pod względem jakościowym były dobre. To pozwoliło nam zwyciężyć - zwrócił uwagę Kot, który w nieoficjalnej klasyfikacji indywidualnej tych zawodów spisał się gorzej tylko od Kubackiego. - Wynik cieszy i, co ważne, utwierdza nas w przekonaniu, że nasza praca jest dobra - dodał zakopiańczyk.

     

    Zima ich podbudowała

    Biało-czerwoni w znakomitym stylu zmazali z pamięci niepowodzenie sprzed roku, kiedy w konkursie drużynowym zajęli dopiero szóste miejsce. - Poprzednia zima, tak świetna dla nas, bardzo nas podbudowała. Coraz mocniej wierzymy w siebie i swoje możliwości. W piątek jako drużyna czuliśmy się bardzo dobrze – podkreślał Kamil Stoch. Podwójny mistrz olimpijski był pod wrażeniem skoków Kubackiego oraz Kota. - Jeżeli w ekipie są dwa mocne ogniwa, to śmiało można myśleć o rywalizacji na najwyższym poziomie. Ja i Piotrek mieliśmy tylko tego nie zepsuć… - śmiał się 30-latek.

     

    Wiślańska twierdza znów była nie do zdobycia. Polacy po raz czwarty w historii (2013, 2014, 2015, 2017) wygrali konkurs drużynowy w cyklu Letniej Grand Prix na skoczni im. Adama Małysza, wyprzedzając Norwegów o ponad 10 punktów, a trzecich Niemców - o ponad 40.

     

    Kiedy skoczkowie wraz z kibicami odśpiewali a capella Mazurka Dąbrowskiego, nad pochmurną w piątkowe popołudnie Wisłą na chwilę wyszło słońce. To rzeczywiście był biało-czerwony dzień. Czy dziś będzie podobnie? O 17.30 początek konkursu indywidualnego. My liczymy na świetne skoki Kubackiego i Kota. Ten pierwszy poznał już smak zwycięstwa w Wiśle - wygrał tu w roku 2015. 12 miesięcy później najlepszy na skoczni im. Adama Małysza był z kolei Maciej Kot. Zakopiańczyk zresztą zdominował rywalizację nie tylko w Wiśle, ale także w całym letnim cyklu. Plany Polaków będą chcieli pokrzyżować jednak Norwegowie - z trzecim zawodnikiem zimowego Pucharu Świata, Danielem-Andre Tande na czele.

     

    Z tej samej kategorii