Dylemat po fakcie, czyli co by było, gdyby Stoch nie pojechał na loty

    Zmęczony Kamil Stoch nie zachwycił w Bad Mitterndorf. Kibice twierdzą, że niepotrzebnie pojechał na zawody do Austrii. Czy rzeczywiście była to dobra decyzja?

    Skoki Narciarskie Konkurs Indywidualny - Puchar Swiata w Wisle
     fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

    Kamil Stoch na najwyższym stopniu podium Turnieju Czterech Skoczni - takie zdjęcie zdobiło drzwi do polskiej szatni podczas zawodów w Bad Mitterndorf. Duch tego wydarzenia jeszcze długo unosił się w naszym obozie, ale wspomnienie to nie miało swojej kontynuacji w ostatni pucharowy weekend. „Rakieta z Zębu” na austriackim mamucie nie odpaliła. Zmęczony po TCS zawodnik skończył zawody dopiero w trzeciej dziesiątce, co po czterech z rzędu zwycięstwach mogło być dla wielu szokiem.

     

    Napięty terminarz

    Ale po głębszej analizie ostatnich kilkunastu dni można dojść do wniosku, że Kamil padł ofiarą napiętego terminarza. Turniej Czterech Skoczni to osiem konkursowych skoków, cztery kwalifikacyjne oraz kilka treningowych. Nasz mistrz w niemiecko-austriackim turnieju oddał w sumie 17 prób w 9 dni. Biorąc pod uwagę także maksymalne obciążenie psychiczne, z jakim w ostatnim czasie musiał się zmierzyć, nawet cztery dni odpoczynku połączonego z lekkim treningiem mogło być niewystarczające, by z nowymi siłami wznowić rywalizację w Pucharze Świata. Dość powiedzieć, że drugi i trzeci zawodnik TCS - Andreas Wellinger i Anders Fannemel - w Bad Mitterndorf również nie zachwycili (Niemiec w sobotnim konkursie był 15., a Norweg 16.).

     

    Nie bez znaczenia jest również fakt, że zaraz po turnieju pucharowa karuzela wyruszyła na skocznię do lotów, gdzie, jak powszechnie wiadomo, każdy najmniejszy błąd może mieć kolosalny wpływ na rezultat. Stochowi, jak przyznawał po zawodach trener kadry Stefan Horngacher, trudno było się zmobilizować. - Nie był w stanie skakać tak, jak wcześniej. Zawsze trochę spóźniał odbicie i nie mógł odlecieć. To nie był jego dzień - przyznał Austriak. Być może w niedzielę wynik Kamila byłby zupełnie inny, ale konkurs odwołano.

     

    Powietrze musi zejść

    - Z jednej strony szkoda, że nie udało się przeprowadzić tych zawodów, ale z drugiej strony cieszę się, że ta niedziela stała się dniem odpoczynku - podkreślił 30-letni skoczek, dla którego każda chwila wytchnienia jest teraz na wagę złota. W środowisku kibiców nie bez przyczyny pojawiło się więc pytanie, czy warto było zabrać zmęczonych Turniejem Czterech Skoczni polskich skoczków na zawody w lotach. Zwłaszcza że w planie biało-czerwonych są starty we wszystkich zawodach poprzedzających igrzyska olimpijskie. Momentów wytchnienia nie będzie więc zbyt wiele.

     

    - Możemy tylko gdybać. Zastanówmy się jednak, co by było, gdyby Kamil nie pojechał do Bad Mitterndorf. Może siedziałby w domu, rozmyślał i tęsknił za skocznią. On nie chce niczego odpuszczać. Dla niego to dobrze, jeśli jest w cyklu startowym - uważa Rafał Kot, były fizjoterapeuta kadry. – Po takim zwycięstwie, jakie odniósł w TCS, powietrze musi kiedyś zejść. Parę dni wolnego w zeszłym tygodniu to za mało, żeby z powrotem złapać pełną motywację. Poza tym loty to zupełnie inny rodzaj skakania. Uważam, że Kamil powinien przez to spokojnie przebrnąć i kumulować energię do najważniejszych zawodów - dodaje ekspert TVP.

     

    Zobaczyć braki

    Warto także dodać, że już w czwartek w Oberstdorfie ruszają mistrzostwa świata w lotach, więc zawody w Austrii były znakomitą okazją do tego, by sprawdzić swoje siły na mamucie. - Wnioski są takie, że nie jesteśmy jeszcze optymalnie przygotowani i będziemy nad tym pracować. Czasem dobrze jest zobaczyć braki, bo wtedy skupiasz się na tym, by dogonić czołówkę. Kiedy jesteś liderem i cały czas wygrywasz, pewne elementy mogą ci umknąć. W Oberstdorfie będzie lepiej - kończy z optymizmem Horngacher.

     

    Z tej samej kategorii