Oszukać czas. Jak nasi skoczkowie radzą sobie z aklimatyzacją?

    Wyjazd do Azji zawsze jest sporym wyzwaniem dla sportowców, nie tylko ze względu na długą podróż, ale także zmianę strefy czasowej.

    Puchar Swiata w skokach narciarskich w Zakopanem, konkurs indywidualny
     fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

    Pomiędzy Warszawą a Pjongczangiem jest osiem godzin różnicy. Ponieważ nasi skoczkowie przylecieli do Seulu we wtorek, a następnego dnia byli już na skoczni, proces adaptacji do nowych warunków musiał przebiec bardzo szybko. - W zależności od tego, jaka różnica czasu występuje w miejscu docelowym, o tyle wcześniej lub później zawodnik musi położyć się spać, a potem wstać – tłumaczy były fizjoterapeuta kadry, Rafał Kot. Czasem skoczkom podaje się też środki nasenne. - Osobiście jestem przeciwny ich podawaniu, ponieważ zawsze odkładają się w organizmie i powodują otumanienie dnia następnego - dodaje Kot.

     

    Najpierw wytrzymać, potem spać

    Podopieczni Stefana Horngachera tuż po przylocie do Korei byli potwornie zmęczeni, choć i tak przez większą część lotu spali (a, dodajmy, podróżowali klasą biznes). - Podróż była jednak długa, znacznie zmieniliśmy strefę czasową i organizm potrzebuje czasu by wrócić do maksymalnej sprawności – mówił Dawid Kubacki. - Po zameldowaniu się w wiosce staraliśmy się wytrzymać jak najdłużej, aby potem przespać całą noc i to się udało – dodał Kamil Stoch.

     

    - Każdy z ludzi ma określony rytm dobowy i zgodnie z nim ma swoje okresy wysokiej i niskiej sprawności/aktywności. W czasie zmiany strefy czasowej dochodzi do naturalnego zaburzenia tych rytmów a co za tym idzie również czasu, w którym osiągamy najlepszą formę – podkreśla prof. Zbigniew Waśkiewicz, specjalista fizjolog, były rektor AWF-u Katowice.

     

    Syndrom czwartego dnia

    Środowe treningi rozpoczęły się o godz. 3.00 polskiego czasu. Na szczęście dzisiejsze kwalifikacje oraz sobotni konkurs są zaplanowane na 13.30 (21.30 czasu koreańskiego). Dlaczego jest to dobra informacja? - Jeśli nasz start mieści się w rytmie dziennym czyli aktywności, mniej więcej między 6-7 a 20-21, to są spore szanse na uniknięcie kłopotów. Dla skoczków w pierwszych dniach start z tym przesunięciem nie powinien być problemem – uważa Waśkiewicz.

     

    W Korei skoczkowie będą jednak przebywać dwa tygodnie (ostatnie zawody to konkurs drużynowy 19 lutego), więc mogą pojawić się momenty kryzysowe. Kiedy Adam Małysz startował w Japonii, zawsze narzekał, że czwartego dnia pobytu nie czuł się najlepiej. Co ciekawe, w przypadku naszych skoczków przypada on na piątek, a więc dzień wolny. Gdyby więc przyjąć, że każdego z naszych kadrowiczów dotknie małyszowy „syndrom czwartego dnia”, moglibyśmy być o ich formę spokojni, gdyż zawody na normalnej skoczni odbędą się dopiero następnego dnia (sobota, 13.35). Niestety, biało-czerwoni nie są jednakowi. – Każdy człowiek przechodzi aklimatyzację w różny sposób i przypadek Małysza też jest bardzo indywidualny – podkreśla prof. Waśkiewicz.

    Z tej samej kategorii