To już jest koniec?

Justyna Kowalczyk inauguruje swoją czwartą olimpijską przygodę i chce pożegnać się w sposób godny jej wielu sukcesów.

Mistrzostwa swiata w narciarstwie klasycznym 2017 - biegi sprint druzynowy kobiet
 fot. Martyna Szydlowska  /  źródło: Pressfocus

W ciągu 12 lat od debiutu w Turynie kariera Justyny Kowalczyk była niezwykle barwna, bogata w sukcesy oraz dramaty. Biegaczka z Kasiny Wielkiej z pewnością zapisała się w historii i na zawsze będzie stanowiła jej ważny rozdział. Teraz przed nią ukoronowanie kariery - występ na czwartych igrzyskach. Do tej pory na każdych zdobywała medal. Teraz o krążek z jakiegokolwiek kruszcu w jakimkolwiek biegu będzie wyjątkowo ciężko, ale podopieczna Aleksandra Wierietielnego już niczego udowadniać nie musi. Chce po prostu pobiec. Przede wszystkim dla siebie i swojego teamu. - Bez względu na to, co osiągnę w Korei, moja kariera będzie harmonijna - będzie miała swój początek i swój koniec. Od razu nie zaczęłam zdobywać medali, wcześniej była ciężka praca, która z czasem pozwoliła mi swobodnie walczyć z najlepszymi. Od 2-3 lat jest już z górki, choć olimpijski koniec, a to pewnie będzie mój olimpijski koniec, dobrze byłoby fajnie zaakcentować - powiedziała [Justyna Kowalczyk] w jednym z wywiadów.

 

Heroizm w czystej postaci
Olimpijskie występy naszej mistrzyni to prawdziwa huśtawka nastrojów. Zaczęło się w 2006 r., gdy jako młoda zawodniczka zadebiutowała w Turynie i od razu osiągnęła świetny rezultat, jakim było 8. miejsce w biegu łączonym. W kolejnym biegu przeżywaliśmy chwile grozy, gdy Kowalczyk zasłabła i nie ukończyła biegu na 10 km stylem klasycznym. To niepowodzenie Polka odbiła sobie kilka dni później, gdy w maratonie na 30 km - i to mniej lubianym stylem dowolnym - zdobyła brąz.
W zupełnie innej rzeczywistości nasza biegaczka znajdowała się cztery lata później. Do Vancouver jechała już jako gwiazda dyscypliny i mistrzyni świata z Liberca. Z Kanady podopieczna trenera Wierietielnego wróciła z trzema krążkami - srebrem w sprincie, brązem w biegu łączonym i upragnionym złotem. Bieg na 30 km „klasykiem" na zawsze przeszedł do historii. Heroiczny bój Kowalczyk z odwieczną rywalką, Marit Bjoergen, rozstrzygnął się na ostatnich pięciu metrach, a Polka pokonała Norweżkę o pół długości narty.
Przed czterema laty w Soczi forma Polki była wielką niewiadomą. Tuż przed igrzyskami Kowalczyk miała też wypadek, wskutek którego złamała nogę. Swoje trzecie olimpijskie marzenie jednak spełniła i biegnąć na środkach przeciwbólowych zdobyła swój najcenniejszy medal - złoto na koronnym dystansie 10 km stylem klasycznym.

 

Nadzieja w drużynie?
To był ostatni sukces Justyny Kowalczyk z serii tych największych. Pół roku po igrzyskach Polka zdradziła, że leczyła się na depresję, a wcześniej poroniła. Jej występy w zawodach Pucharu Świata były incydentalne, ale podjęła się jeszcze jednego wyzwania - dotrwać do igrzysk w Pjongczangu. Jedną z form przygotowań były starty w narciarskich maratonach oraz w pucharowych zawodach rozgrywanych stylem klasycznym.
Biegaczka z Kasiny Wielkiej dotrwała do południowokoreańskich igrzysk, ale nie zalicza się do faworytów żadnego biegu. - Gdybym powiedziała, że nie jestem spełnionym sportowcem, to bym skłamała. Jestem jedną z dwóch na świecie, która w swoim sporcie osiągnęła wszystko, która wygrała każdy szczyt. Jestem bardzo dumna z pracy, jaką wykonaliśmy z trenerem i całym zespołem - skomentowała Kowalczyk, która chce wystartować w wielu biegach z wyjątkiem 10 km „łyżwą". - Jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, to wystartuję we wszystkich innych konkurencjach - powiedziała dwukrotna mistrzyni olimpijska.

Polka liczy na dobre wyniki przede wszystkim w sprincie stylem klasycznym i biegu na 30 km. Kto wie, czy największą medalową szansą dla Kowalczyk nie jest sprint drużynowy. W tej konkurencji wraz z Sylwią Jaśkowiec zdobyła swój ostatni medal - brąz mistrzostw świata w Falun w 2015 roku.

 

Norwegia kontra świat
Poza samą Kowalczyk i jej duetem z Jaśkowiec trudno liczyć na pozytywne wyniki pozostałych naszych reprezentantów. Największe nadzieje można wiązać z występem Macieja Staręgi, specjalisty od sprintów. Do tej pory zawodnik rodem z Siedlec zawodził na najważniejszych imprezach. Czy przełamie swoją niemoc w Pjongczang? Czas pokaże.

Zmagania na trasach biegowych w Korei Płd. zapowiadają się jako kolejna odsłona rywalizacji reszty świata z Norwegią. Na igrzyskach w Soczi i Vancouver zawodnicy z tego kraju zdobyli 10 z 24 złotych medali. Faworytkami w rywalizacji pań będą Marit Bjoergen, Maiken Caspersen Falla czy Heidi Weng. Wydaje się, że ich najpoważniejszymi rywalkami będą Szwedki - Charoltte Kalla i Stina Nilsson.
W rywalizacji mężczyzn wielki debiut w igrzyskach może zanotować Johannes Hoesflot Klaebo. 21-latek jest rewelacją tegorocznego Pucharu Świata i będzie chciał sięgnąć po pierwsze olimpijskie medale. Plany pokrzyżować może mu rodak - Martin Johnsrud Sundby czy Szwajcar Dario Cologna, który przed miesiącem po raz czwarty w karierze wygrał prestiżowe Tour de Ski.

 

 

Justyna Kowalczyk na igrzyskach

Turyn 2006
Bieg łączony na 15 km 8. miejsce
10 km st. klasycznym nie ukończyła
Sprint st. dowolnym 44. miejsce
30 km st. dowolnym 3. miejsce

Vancouver 2010
10 km st. dowolnym 5. miejsce
Sprint st. klasycznym 2. miejsce
Bieg łączony na 15 km 3. miejsce
Sztafeta 4x5 km dyskwalifikacja*
30 km st. klasycznym 1. miejsce

Soczi 2014
Bieg łączony na 15 km 6. miejsce
10 km st. klasycznym 1. miejsce
Sztafeta 4x 5 km 7. miejsce
Sprint druż. st. klas. 5. miejsce
30 km st. dowolnym nie ukończyła


* Dyskwalifikacja sztafety w związku z wykryciem dopingu w organizmie Kornelii Marek (obecnie Kubińska).

 

Z tej samej kategorii