Justyna Kowalczyk celuje w finał sprintu

Przed Justyną Kowalczyk jeden z dwóch najważniejszych biegów podczas południowokoreańskich igrzysk.

Justyna Kowalczyk
 źródło: PAP/ EPA

Odkąd biegaczka z Kasiny Wielkiej ogłosiła, że będzie kontynuowała swoją karierę do igrzysk olimpijskich w Pjongczangu, i gdy ogłoszono kalendarz biegów od razu zapowiedziała, że - o ile jej zdrowie pozwoli - wystartuje w niemal wszystkich biegach, ale swoją dyspozycję będzie budowała wokół dwóch kluczowych startów - biegu na 30 km stylem klasycznym oraz rozgrywanego tym samym stylem sprintu. Na narciarski maraton poczekamy do ostatniego dnia igrzysk, ale już dzisiaj będziemy świadkami biegów sprinterskich.

 

Najpierw kwalifikacje, a potem pójdzie?

Na co można liczyć w wykonaniu Justyny Kowalczyk? Polka nigdy nie była specjalistką od tych dystansów, czego zresztą nigdy nie ukrywała. W nich jedyny medal wielkiej imprezy zdobyła podczas igrzysk olimpijskich w Vancouver, gdy podczas pamiętnego startu musiała uznać minimalne zwycięstwo Marit Bjoergen. Wtedy podopieczna Aleksandra Wierietielnego była jednak w życiowej formie. W ciągu swojej kariery Kowalczyk wielokrotnie stawała na podium, nawet na najwyższym stopniu pucharowych zawodów sprinterskich. Patrząc na ilość zwycięstw ogółem, to jednak niewielki procent.
Polka nie będzie faworytką dzisiejszego biegu, a jej cel jest jasny. - Dla mnie dobrym wynikiem będzie finał - powiedziała [Justyna Kowalczyk] po wczorajszym treningu na olimpijskiej trasie. Dwukrotna mistrzyni olimpijska nie ukrywała, że największym wyzwaniem będzie dla niej sama kwalifikacja. - To początek drogi. Niestety, podczas ostatnich zawodów w Planicy nie udało mi się zakwalifikować. Trasę w Pjongczangu poznałam rok temu i od tego czasu się do niej przygotowuję. Mam nadzieję, że ta praca, którą tu włożyłam wraz z całym zespołem zaowocuje dobrym rezultatem - dodała Kowalczyk.

 

Przeszkodą zjazd i mróz

Polka przyznaje, że olimpijska trasa sprintu jej „leży”, choć nie brakuje niebezpiecznych fragmentów. - Są bardzo dobre momenty, ale i takie, które usunęłabym. Trasa do sprintu, na której są dwa podbiegi, zazwyczaj była dla mnie dobra, ale są też miejsca nie dla mnie. Każdy więc znajdzie coś dla siebie i coś, co się nie podoba. Trzeba robić wszystko, aby elementy słabsze zmienić w mocne - tłumaczyła Kowalczyk. - Na pewno niebezpieczny jest zjazd przed finiszem, który może wiele rozstrzygnąć. Tam mogą zadecydować nawet takie elementy, jak rozłożenie łokci - dodała.
Biegaczka z Kasiny Wielkiej przyznała też, że nie spodziewała się takich mrozów w Pjongczangu. - We wtorek ma się ocieplić, choć to tutaj złe słowo. Jesteśmy jednak zahartowani, bo podczas niedawnego zgrupowania w Kazachstanie temperatury sięgały minus 30 stopni. Damy radę - zapewniła.

 

Ważny egzamin

Mimo iż Polka nie znajduje się w gronie faworytek dzisiejszego biegu, to z pewnością może z optymizmem podchodzić do startu. W pierwszej konkurencji igrzysk, a więc biegu łączonym zajęła 17. lokatę, ale co najważniejsze, z bardzo dobrej strony pokazała się w części stylem klasycznym, kończąc ten etap w ścisłej czołówce. - 17. miejsce to nie jest szczyt moich marzeń, ale jednocześnie też nie jest najgorzej. W tym sezonie biegu łączonego zdarzyło mi się nie dokończyć. Na pewno więc jestem teraz w lepszej formie. Optymizmu mi nie brakuje, a na igrzyska przyjechałam walczyć - zapewniła Justyna Kowalczyk, która dodała, że po pierwszym biegu w Korei Południowej opadły także największe emocje.
- Najgorzej jest stanąć na starcie po tylu latach, czyli po czterech i w dodatku w innej formie niż w Soczi czy Vancouver. Trudno jest sobie wytłumaczyć, że jest obecnie inaczej i jednocześnie dać z siebie wszystko. Oczywiście, wciąż czuję tremę. Cztery lata wszyscy na to pracowaliśmy - ja, mój trener, serwis. To są dla nas wszystkich wielkie nerwy. Chcemy zaprezentować się jak najlepiej i nie dotyczy to tylko sportowców. To ważny egzamin - zakończyła nasza mistrzyni.

 

Z tej samej kategorii