Robert Korzeniowski: Liczy się tu i teraz

Robert Korzeniowski
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

Największe słowa uznania należą się Anicie Włodarczyk. Popisała się wielkim wyczynem – mówi czterokrotny mistrz olimpijski z Atlanty, Sydney i Aten w chodzie.

MICHAŁ MICOR: Przed igrzyskami stwierdził pan, że naszą reprezentację stać nawet na 14 medali. Nie czuje się pan rozczarowany wywalczeniem tylko 11 krążków?

 

ROBERT KORZENIOWSKI: Byłbym zadowolony nawet z dziesięciu. A moje wyliczenia były całkiem realne. Niestety, zawiedli nasi murowani faworyci do medali. Ale plan minimum został osiągnięty.

 

Kto najbardziej rozczarował?
ROBERT KORZENIOWSKI: Zacznę nie od medalowego zawodu. To zdecydowanie przyłapanie na dopingu braci Zielińskich. Adrian miał zdobyć medal, a skończyło się wielkim wstydem. Natomiast czysto sportowo najbardziej rozczarowujący był występ Pawła Fajdka. Nie udźwignął roli faworyta. Paweł nie skupił się na tym, co tu i teraz.

 

To znaczy?
ROBERT KORZENIOWSKI: Już przed startem wszyscy przyznali mu złoto. On tej iluzji uległ. Był przekonany, że krążek już ma, dlatego nie był dostatecznie skoncentrowany. A to nie działa w ten sposób. Jak powtarzał nasz mistrz w skokach, Adam Małysz, trzeba najpierw dobrze wykonać pierwszy skok, a dopiero potem drugi. Tymczasem Paweł w Rio już myślał o kolejnych igrzyskach w Tokio i obronie tytułu. A jak się myśli kategoriami "Tokio w Rio" to zwykle kończy się źle. Nie mam jednak pretensji do Pawła. Już wcześniej było widać, że coś jest nie w porządku. Chyba nie do końca nastąpiło zgranie mentalne z przygotowaniem fizycznym. Ale mam nadzieję, że teraz narodził się nowy Paweł Fajdek, który za cztery lata spełni swoje i nasze marzenia. Musi wziąć przykład z Anity Włodarczyk. Ona w Rio chciała pobić rekord świata i zdobyć mistrzostwo olimpijskie. To był jej cel, o niczym innym nie myślała. Liczyło się wspomniane przeze mnie "tu i teraz".

 

A co się stało z Agnieszką Radwańską? Też miała być gwiazdą naszej reprezentacji?

ROBERT KORZENIOWSKI: Agnieszka na pewno miała pecha z podróżą (do Rio ze Stanów Zjednoczonych leciała przez Lizbonę – przyp. red.) i była zmęczona. Ale przecież można było tę podróż przygotować znacznie lepiej. Niech więc szanse dostają zawodnicy, którzy potrafią zadbać o detale, z których rodzą się sukcesy. Zwróćmy uwagę, że w tenisie niespodzianek nie brakowało. Nie tylko Agnieszka szybko odpadła. A co ma powiedzieć Novak Djoković, murowany kandydat do złota? A Serena Williams? Tak w sporcie jest. Nikt nic za darmo nie dostaje.

 

Kto zaskoczył pozytywnie?
ROBERT KORZENIOWSKI: Wszyscy zawodnicy, którzy stanęli na podium, bo dostarczyli nam mnóstwo radości, ale największe słowa uznania należą się Anicie Włodarczyk. Popisała się wielkim wyczynem. Nie tylko zdobyła złoto, ale pobiła rekord świata. To nie dzieje się na igrzyskach często i jest zarezerwowane tylko na sportowców wybitnych. Ucieszyło mnie też srebro w rzucie dyskiem Piotra Małachowskiego.
Wiem, że na igrzyskach liczą się przede wszystkim zwycięstwa, ale nie zapominajmy o sportowcach, którzy nie stanęli na podium. Pozytywną niespodziankę sprawiła Marysia Andrejczyk w rzucie oszczepem. To świetna dziewczyna i jeśli nadal będzie tak pracowała, w najbliższych latach powinna zdobywać medale. Świetnie wypadli Joasia Jóźwik i Marcin Lewandowski.

 

W Rio mieliśmy dwóch reprezentantów w grach zespołowych, ale tylko piłkarze ręczni otarli się o medal. Czego im zabrakło?
ROBERT KORZENIOWSKI: Niczego im nie zabrakło. Stoczyli pasjonując boje z Chorwacją i Danią. Pierwszy wygrali, drugi w półfinale przegrali po dogrywce. Ale porażka po walce z przyszłym mistrzem olimpijskim wstydu nie przynosi. W meczu o trzecie miejsce z Niemcami zabrakło im chyba sił, bo do pewnego momentu prezentowali się wybornie. Szczypiorniści po raz kolejny pokazali charakter i niezłomność. Też byłem zdziwionych ich postawą w pierwszym meczu z Brazylią. Trochę się pogubili przy chaotycznej grze Brazylijczyków i żywiołowym dopingu kibiców. Ale się podnieśli, podobnie jak w ćwierćfinale z Chorwatami. Zapomnieli o przykrej porażce w Krakowie w mistrzostwach Europy i grali swoje. Jestem dla nich pełen podziwu. To był optymalnie skomponowany i kapitalny zespół, który wybornie reaguje emocjonalnie. Ci chłopcy razem wiele przeszli, lubią się i do tego mają znakomitego szkoleniowca. Słysząc ostatnie wypowiedzi obawiam się jednak, że trener może odjeść, a część zawodników zakończy reprezentacyjną karierę. Szkoda.

 

Z tej samej kategorii