Brązowa medalistka z Rio chce się ciągle doskonalić

Karolina Naja, Beata Mikołajczyk
 fot. Tomasz Markowski  /  źródło: newspix.pl

- Działacze związkowi wraz z trenerami spełniali wszystkie nasze pomysły i zachcianki - mówi Karolina Naja.

 

JAKUB KUBIELAS: Ze swoich drugich igrzysk olimpijskich przywiozła pani drugi medal. Podobnie jak w Londynie zdobyła pani brąz. Była szansa na coś więcej?
KAROLINA NAJA: - Sam fakt tego, że znowu z Beatą Mikołajczyk stanęłyśmy na podium dał olbrzymią satysfakcję. Każdy z tych medali to osobna historia, więc trudno je porównywać. Radość była chyba większa niż w Londynie, bo zdobycie kolejnego krążka olimpijskiego jest potwierdzeniem utrzymania wysokiego poziomu i ciężkiej pracy. Ponadto ten medal został wywalczony nieco pewniej. Miałyśmy w Rio większą przewagę na mecie na czwartą osadą, aniżeli cztery lata temu, gdzie do ostatnich metrów nie byłyśmy pewne miejsca na podium.

Czym start w Brazylii różnił się od tego sprzed czterech lat?
KAROLINA NAJA: - Teraz wspólnie z Beatą przepracowałyśmy pełne cztery lata pod kierunkiem trenera Tomasza Kryka. Wiedziałyśmy zatem, na co nas stać. Przed Londynem było zupełnie inaczej, bo razem do kajaka wsiadłyśmy na 100 dni przed igrzyskami i nasz występ był sporą niewiadomą. Nie można było przewidywać medalu. Pomimo wielkich różnic, wyszło podobnie zarówno w Londynie, jak i w Rio.

Sam pobyt w Rio przebiegał bez zakłóceń? Wielu sportowców narzekało praktycznie na wszystko. Od warunków mieszkaniowych po organizacyjny chaos...
KAROLINA NAJA: - Przez pierwsze trzy dni cała nasza kadra mieszkała w wiosce olimpijskiej. Później przenieśliśmy się do hotelu, bo tor regatowy był oddalony o 1,5 godziny drogi od wioski. Byliśmy więc na miejscu i nie musieliśmy się męczyć podróżami, a startowaliśmy w godzinach przedpołudniowych. Polski Związek Kajakowy spisał się naprawdę bardzo dobrze.

Czy tak samo było z całym cyklem przygotowawczym? Wielu polskich sportowców wylało po zawodach mnóstwo żali na swoje związki czy trenerów.
KAROLINA NAJA: - Na pewno nie jest to miłe, ale w naszym przypadku coś podobnego nie miało miejsca. Nie mogliśmy na nic narzekać. Działacze związkowi wraz z trenerami spełniali wszystkie nasze pomysły i zachcianki. Niemniej nie otrzymaliśmy tego za darmo, bo rok rocznie nasza kajakowa kadra zdobywa medale największych imprez. Cała drużyna pracuje na to, aby mieć jak najlepsze warunki i jeżeli są wyniki, to z pewnością się na takie zasługuje.

Tak jak Michael Phelps czy Usain Bolt byli gwiazdami całych igrzysk, tak w rywalizacji kajakarzy niekwestionowanie błyszczała Węgierka Danuta Kozak, trzykrotna złota medalistka. Jak się rywalizuje z taką mistrzynią?
KAROLINA NAJA: - Danusia jest wspaniałą zawodniczką i bardzo skromnym oraz pracowitym człowiekiem. Podczas zawodów nie ma zbyt wiele czasu, by porozmawiać. Ale często się spotykamy na zgrupowaniach. Niewielu wie, że ona ma polskie korzenie i potrafi mówić w naszym języku. Potrzebuje raptem kilku chwil, by przestawić się z węgierskiego.

Węgrzy preferują inny model przygotowań. Czy według pani jest on lepszy i można byłoby go wprowadzić w Polsce?
KAROLINA NAJA: - Rzeczywiście, Węgrzy przez praktycznie cały sezon trenują w klubach, a na kadrze spotykają się w zasadzie jedynie podczas zawodów. Mają wyniki, ale trudno jednoznacznie określić, czy taki system sprawdziłby się u nas. Na pewno potrzeba na to kilku lat. U nich też nie od razu to zadziałało.

Czy takie zawodniczki jak Kozak, rywalka Marty Walczykiewicz, Lisa Carrington, czy kajakarki niemieckie są - kolokwialnie mówiąc - przez was „do ugryzienia”?
KAROLINA NAJA: - Trudno powiedzieć. Na pewno trzeba cały czas się doskonalić, a wtedy wszystko może się wydarzyć.

Łyżką dziegciu w tej beczce olimpijskiego miodu jest start czwórki, w której pani płynęła. Murowane kandydatki do medalu nie weszły do finału A...
KAROLINA NAJA: - Nie poradziłyśmy sobie z warunkami i skończyło się bardzo smutno. W wyścigu półfinałowym dostałyśmy boczną falę. To z nią bardziej przegrałyśmy, aniżeli z rywalkami. Patrząc na to, kto płynął w finale A, to wygrywałyśmy już chyba ze wszystkimi, a z większością osad nie przegrałyśmy nigdy.

Najbardziej niepocieszona była chyba Edyta Dzieniszewska-Kierkla, bo jako jedyna z tej czwórki wróciła z bez medalu.
KAROLINA NAJA: - Na pewno nie była szczęśliwa, ale czy ma do kogoś żal? O to należy zapytać Edytę. Ja powiem tylko tyle, że bardzo chciałyśmy ten medal zdobyć. Ze zdobycia medalu w dwójce cieszyłam się bardzo, ale po nieudanym starcie w czwórce na kilka dni zapomniałam, że stanęłam na podium.

Trzeba zatem wrócić na igrzyska po medal w czwórce, najlepiej złoty, bo polskie kajaki jeszcze go nie mają. A może nie tylko po jeden medal?
KAROLINA NAJA: - Pyta pan, czy dopłynę do Tokio?

A powinienem mieć wątpliwości, skoro ma pani dopiero 26 lat?
KAROLINA NAJA: - Będąc na ceremonii zamknięcia w Rio, pożegnałam się z tymi igrzyskami. Ale podczas uroczystości nawiązano do tego, co wydarzy się za cztery lata w stolicy Japonii i pomyślałam sobie, że fajnie byłoby tam powalczyć. Cztery lata, to jednak kawał czasu, dlatego nie chcę niczego deklarować. W sporcie wszystko zdarzyć się może.

Ma pani dwa medale olimpijskie, a pani partnerka Beata Mikołajczyk i Aneta Konieczna, była partnerka Mikołajczyk, mają po trzy krążki wywalczone na trzech kolejnych igrzyskach.
KAROLINA NAJA: - Tak to się jakoś składa, że polskie kajakarstwo zawsze przywozi z igrzysk medale...

Karolina NAJA (ur. 5 lutego 1990 r. w Tychach)
* Wychowanka MOSM-u Tychy. Dziś reprezentuje AZS AWF Gorzów Wielkopolski.
* Dwukrotna brązowa medalistka olimpijska w konkurencji K-2 na 500 metrów z Beatą Mikołajczyk (Londyn 2012, Rio de Janeiro 2016)
* 17-krotna medalistka mistrzostw świata i Europy w różnych konkurencjach kajakowych (dwójki, czwórki, sztafety) na różnych dystansach. Brązowa medalista Igrzysk Europejskich w K-4.

 

Z tej samej kategorii