Nowy mistrz Polski chce pomóc Michałowi Kwiatkowskiemu

Mistrzostwa Polski w Kolarstwie Szosowym
 fot. Piotr Matusewicz  /  źródło: Pressfocus

Adrian Kurek opowiada o zwycięskim wyścigu, a także planach na najbliższe dni, tygodnie i miesiące.

JAKUB KUBIELAS: Został pan mistrzem Polski w wyścigu ze startu wspólnego, a o taki sukces niełatwo, biorąc pod uwagę długość trasy, a także warunki atmosferyczne, które was w niedzielę nie rozpieszczały.
ADRIAN KUREK: - To prawda, był to naprawdę bardzo ciężki i długi wyścig. Na dodatek w końcówce lało jak z cebra. Ja jednak ten dzień już zawsze będą wspominał jako coś wspaniałego. Szczerze mówiąc, chyba nikt nie przewidział takiego scenariusza. Ja też nie, chociaż muszę przyznać, że od samego początku czułem się na rowerze bardzo dobrze. W pewnym momencie, kiedy przewaga uciekających kolarzy była spora, a peleton nie chciał ich gonić, zdecydowałem się na atak. Dość szaleńczy, trzeba przyznać. Przez dłuższy czas jechałem bardzo mocno, prawie jak podczas jazdy indywidualnej na czas. Udało mi się zniwelować przecież ponad 10 minut przewagi.

Przed rywalizacją nie był pan, z różnych względów, wymieniany w gronie faworytów. Taktyka waszej grupy, bo w wyścigu jechało aż 12 kolarzy CCC Sprandi Polkowice, też zakładała chyba coś innego.
ADRIAN KUREK: - Od początku sezonu czułem się dobrze, a w maju noga podawała. Jednak na wyścigu Dookoła Szwajcarii miałem problemy zdrowotne, konkretnie żołądkowe, i tak naprawdę nie wiedziałem, na co mnie stać. Jako grupa mieliśmy przygotowane 2-3 warianty. Ja miałem się zabierać do ucieczek i pilnować, aby żadna akcja nie odbyła się bez naszego udziału. W poprzednich latach przegrywaliśmy mistrzostwo Polski, więc teraz nie chcieliśmy, aby to się powtórzyło. Taki wyścig jest bardzo skomplikowany. Każdy jedzie na siebie. Bardzo trudno jest go wygrać, ale bardzo łatwo przegrać.

Kiedy dołączył pan do ucieczki zaświtało, że to może zakończyć się tytułem mistrzowskim?
ADRIAN KUREK: - Na początku odpocząłem, więc nie dawałem zmian. W ucieczce jechał Patryk Stosz z mojej grupy, więc było nas dwóch. Później dopadł go kryzys. Wtedy otrzymałem informację z peletonu, że nasza grupa odrabia straty, dlatego nie pracowałem w ucieczce, co jest zrozumiałe, bo trzeba było zachować energię. Koledzy gonili dla Alana Banaszka, który jest szybkim kolarzem. Wiadomo też, że w każdej chwili mogła zawiązać się jakaś akcja, więc trzeba było być czujnym.

Kiedy pan zrozumiał, że to jest ten dzień, pański dzień, który - być może - więcej się nie powtórzy?
ADRIAN KUREK: - Kiedy wjechaliśmy na ostatnią rundę nasza przewaga nad peletonem była już bezpieczna. Zresztą to nie był już peleton, tylko niewielka, kilkunastoosobowa grupka. Wiadomo było, że nas nie dogonią, zatem trzeba było to rozwiązać na swoją korzyść. Zdecydowałem się więc na atak i dość szybko osiągnąłem przewagę. Widziałem zresztą po kolegach z ucieczki, Marku Rutkiewiczu i Emanuelu Piaskowym, że są już mocno zmęczeni. Wyrwałem do przodu i się opłaciło. Obaj moi rywale, to przede wszystkim kolarze, którzy dobrze radzą sobie w górach, więc myślę, że z nimi na finiszu też dałbym radę. Ale skoro czułem się dobrze, to nie było na co czekać. Finisz to finisz, wszystko może się zdarzyć, zatem nie warto było ryzykować.

Na ostatnich kilometrach rywale nie byli już w stanie pana doścignąć...
ADRIAN KUREK: - Szedłem bardzo mocno do samego końca. Dopiero na ostatniej prostej obejrzałem się i zobaczyłem neutralny samochód Mavica. Wtedy zrozumiałem, że nikt mi mistrzostwa Polski nie odbierze. Emocje były ogromne, za metą poleciały łzy. Byłem bardzo szczęśliwy, bo to najpiękniejszy dzień w mojej kolarskiej karierze.

I największy, jak dotąd, sukces.
ADRIAN KUREK: - Zdecydowanie. Zdobywałem w przeszłości koszulki dla najaktywniejszego kolarza Tour de Pologne i również bardzo się z nich cieszyłem, ale tym razem pojawił się zupełnie inny rodzaj wzruszenia. Człowiek tylko wie, ile w to wszystko wkłada się pracy. Wygranie mistrzostwa Polski, to bardzo prestiżowa sprawa. Bardzo dodaje pewności siebie i wiary w to, co się robi.

Koszulkę mistrza Polski ma się przez cały rok.
ADRIAN KUREK: - Zgadza się i zapewniam, że zrobię wszystko, aby godnie się w niej prezentować za każdym razem, kiedy tylko dostąpię zaszczytu jej założenia.


Jakie są zatem pańskie plany na najbliższe dni, tygodnie, miesiące?
ADRIAN KUREK: - Już w środę zaczynam start w Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków, zatem czasu na odpoczynek po mistrzostwach Polski nie było zbyt wiele. W zasadzie półtora dnia. Później rozpocznę przygotowania do Tour de Pologne. Chciałbym w tym wyścigu zrealizować kolejne marzenie - wygrać etap w koszulce mistrza Polski. Na pewno będę dodatkowo zmotywowany i jeżeli dobrze będę się czuł, to dam z siebie 100 i więcej procent, aby osiągnąć dobry wynik.

Jesienią, w norweskim Bergen, odbędą się mistrzostwa świata. Ma pan nadzieję na start z nich?
ADRIAN KUREK: - Oczywiście. Bardzo chciałbym wziąć w nich udział. Wiem bowiem, że Michał Kwiatkowski celuje w kolejną tęczową koszulkę i byłbym zaszczycony, gdybym został częścią zespołu, który powalczy w Norwegii o tak znamienity cel.

A co z pańską przynależnością klubową w kolejnym sezonie? Zostaje pan w CCC Sprandi Polkowice?
ADRIAN KUREK: - Teraz za wcześnie, aby o tym mówić. Na pewno chciałbym się rozwijać, jako kolarz i mieć możliwość rywalizować w barwach grupy z określonym potencjałem. CCC Sprandi Polkowice jest taką grupą. Ale jak będzie? Przekonamy się po sezonie.

Z tej samej kategorii