Kamil Wilczek: Nie chcę wyjść na męczennika

Eliminacje Euro 2016. Niemcy - Polska. 04.09.2015
 fot. Piotr Kucza  /  źródło: 400mm

W ostatnich tygodniach do Kamila Wilczka uśmiechnęło się szczęście. W końcu były król strzelców ekstraklasy stał się ważnym ogniwem duńskiego Broendby.

Były napastnik Piasta ma nadzieję, że w kolejnym sezonie będzie regularnie grał, dzięki czemu uda mu się trafić do reprezentacji.

 

Mam wrażenie, że nie był pan zadowolony z faktu, że zakończył się sezon w Danii. Zgadza się?
KAMIL WILCZEK: Coś w tym jest. W moim wypadku zawsze gdy zaczyna być dobrze, coś musi przerwać ten stan. W końcu grałem regularnie, w ostatnich meczach od pierwszej do ostatniej minuty. Kilka bramek także zdobyłem. Skuteczność była nie najgorsza, choć zawsze powtarzam, że może być lepiej. Szkoda, że sezon się skończył, bo złapałem rytm. Pocieszenie jest takie, że już 30 czerwca gramy pierwszy mecz.

 

Może gdyby sezon trwał jeszcze z miesiąc, a pan grałby regularnie i strzelał gole, to decyzja Adama Nawałki byłaby inna?
KAMIL WILCZEK: Nie myślę w ten sposób. Było jasno określone kryterium obecności w kadrze - grać przez całą wiosnę i zdobywać bramki. Tak to nie wyglądało, w najważniejszym momencie nie grałem. Ostatecznie nie pojedzie też do Francji skuteczny w silnej Bundeslidze Artur Sobiech, więc widać, że napastnikom nie było łatwo się załapać na mistrzostwa. Kontakt ze sztabem, z selekcjonerem był i jest. Adam Nawałka godzinę przed pierwszymi powołaniami zadzwonił do mnie. Poinformował i wytłumaczył dlaczego nie zostałem powołany. Zachował się bardzo przyzwoicie.

 

Z kadrą panu nie po drodze. Rok temu, gdy zostawał pan królem strzelców ekstraklasy, powołanie także przeszło koło nosa.
KAMIL WILCZEK: Faktycznie miałem wtedy zostać powołany, ale pod koniec sezonu w Kielcach doznałem urazu. Może popełniłem błąd, bo poczułem ból na początku meczu i mogłem poprosić o zmianę. Mam jednak inny charakter i grałem dalej. To sprawiło, że wypadłem z gry w ostatnim meczu i nie mogłem pojechać na zgrupowanie reprezentacji. Nie chcę jednak robić z siebie męczennika. Kocham piłkę, może kiedyś się uda.

 

Cel w lidze duńskiej został osiągnięty?
KAMIL WILCZEK: Tak, choć nie do końca, bo mieliśmy zakwalifikować się do europejskich pucharów, ale celem minimum było trzecie miejsce, które oznaczało późniejszy start w pucharach. Niestety zaczynamy od pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy. Potwierdziło się, że Broendby to świetnie poukładany klub. Organizacyjnie wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Baza treningowa także.

 

Drużyna się jednak zmieni, odchodzi kilku znanych piłkarzy.
KAMIL WILCZEK: Tak. Pożegnał się Daniel Agger, nie będą grali już z nami Johan Elmander czy Riza Durmisi. Ten drugi przechodzi do hiszpańskiego Betisu. To byli świetni piłkarze i miło mi, że miałem okazję ich poznać i z nimi grać. Kibice także bardzo ich szanowali, na pożegnanie przygotowali nawet oprawę.

 

Skoro kilku odchodzi, to kilku przyjdzie, pewnie i pojawią się konkurenci do ataku.
KAMIL WILCZEK: Takie jest życie. Rywalizacji się nie boję, konkurencja zawsze bardziej mobilizuje. Dwa miesiące prawie nie grałem i musiałem być gotowy, by w każdej chwili wskoczyć do składu i wykorzystać swoją szansę. Liga jest długa, będą mecze pucharowe, więc tych szans będzie sporo. Dla każdego.

 

Może pan pokusić się już o porównanie ligi duńskiej do polskiej?
KAMIL WILCZEK: To bardzo podobne ligi, także tutaj są ładne stadiony, świetne bazy i widać, że liga się rozwija. Co do stylu gry, to bywa różnie, jak jak w ekstraklasie. Są drużyny, które toczą ze sobą piłkarskie wojny, są mecze świetne, zdarzają się słabsze i bezbarwne.

 

W eliminacjach do Ligi Europy może cie trafić na... Piasta. Co pan na to?
KAMIL WILCZEK: Oczywiście byłoby mi bardzo miło, gdyby tak się stało. To byłby wyjątkowy dwumecz. Wolałbym jednak spotkać się w fazie grupowej, bo ktoś musiałby przecież odpaść.

 

Obserwował pan z boku historyczny sukces Piasta. Myśli pan, że gliwicki klub może być już inaczej postrzegany w środowisku?
KAMIL WILCZEK: Byli o krok od mistrzostwa Polski, napsuli Legii sporo krwi, i już choćby za to należy im się szacunek. Chcę pogratulować chłopakom osobiście. Jestem w Polsce, więc wpadnę ich odwiedzić. Wracając do pytania, chciałbym aby tak się stało, ale też żeby Piast wykonał kolejny krok do przodu. Gliwiczanie mogą stać się silnym ligowcem na lata, a nie drużyną nieobliczalną, która tylko może sprawiać niespodzianki.

 

Po nieudanej przygodzie we Włoszech, wakacje na Górnym Śląsku są tym czego pan potrzebował
KAMIL WILCZEK: Nie było mnie w rodzinnych stronach od roku, tak długiego okresu pobytu poza Śląskiem nie miałem. Dlatego postanowiłem urlop spędzić w rodzinnym gronie, poza tym to tylko dwa tygodnie przerywy w treningach. Włochy i Dania to dwa różne kraje, ale Kopenhaga jest bardzo przyjemnym miejscem, warto je odwiedzić. Czuję się tam bardzo dobrze.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~sealUżytkownik anonimowy
~seal :
No photo~sealUżytkownik anonimowy
Zamiast isc od razu do Brandby to wybrał Włochy. Tak jak wczesniej odszedł z Piasta do Lubina i stracił tam czas. Może do trzech razy sztuka i wkoncu uda mu się wybrać optymalny klub dla siebie. To błąd że zawsze wybiera kierunek gdzie lepiej płacą a później traci czas i szanse na sukces sportowy.
3 cze 16 23:47
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii