Dakar 2018. Jak z jednej złotówki robiło się cztery

Kilka lat temu zaczęto mówić o polskiej sile na Dakarze. - Szkoda że już niewiele z tego zostało - przyznaje Krzysztof Hołowczyc, który w 2015 roku zajął 3. miejsce.

Jakub Przygoński
 /  fot. ORLENTeam  /  źródło: Materiały prasowe

Jednemu z najbardziej utytułowanych polskich kierowców rajdowych przypomniał się rok 2014. Wtedy polscy kierowcy byli w czołówce legendarnego wyścigu. Ostatecznie Hołowczyc zajął 6. miejsce (rok później był 3.), a tuż za nim uplasowali się Marek Dąbrowski z Jackiem Czachorem. To było ich największe osiągnięcie na Dakarze. Ogromną niespodziankę sprawił wtedy też debiutant Martin Kaczmarski, który był 9. Był to też rok, kiedy najlepsze (13.) miejsce wywalczył Adam Małysz (z pilotem Rafałem Martonem).

 

Ale nie tylko kierowcy za kółkiem spisali się wtedy bardzo dobrze. Jadący quadem Rafał Sonik był 2., startujący na motocyklu Jakub Przygoński przyjechał na 6. pozycji. Niezły kolejny rok - wspomniana 3. lokata Hołowczyca i wygrana Sonika - był ostatnim tak licznym i dobrym Dakarem w wykonaniu biało-czerwonych. W 2016 roku Hołowczyc nie wystartował, Małysz wycofał się na 2. etapie po awariach maszyn, Sonik był 5., Dąbrowski z Czachorem wystąpili po raz ostatni, a Przygoński dopiero poznawał jak wygląda rajd, gdy ma się dach i cztery koła.

 

Malejąca liczba Polaków to głównie efekt wycofywania się sponsorów. Najpierw rozpadł się Lotto Team, w którym jeździł Hołowczyc.

 

Jeszcze w 2016 roku Orlen objął sponsoringiem kilku zawodników. Sonik otrzymał około milion złotych, co stanowiło połowę budżetu. W kolejnych dwóch latach koncern paliwowy mocno ograniczył finansowanie. W tym roku wspiera tylko Przygońskiego i debiutującego motocyklistę, Macieja Giemzę. - Dla mnie to naturalne, że sport motorowy sponsorują koncerny paliwowe. Był moment, że właśnie dzięki ich wsparciu mówiło się na Dakarze o polskiej sile - podkreśla Krzysztof Hołowczyc. - Szkoda że poszły w inną stronę i nie potrafią wykorzystać potencjału marketingowego. W Polsce motosport jest w odwrocie. Sztuką jest nie tylko osiągnąć dobry wynik, ale też sprzedać go w mediach. Telewizje bardziej patrzą jak zarobić, a koncerny oglądają każdą złotówkę i cierpi sport motorowy.
Aby wystartować w Dakarze i mieć szanse na niezły wynik, trzeba zorganizować budżet w wysokości około 1 mln euro. Oczywiście jeśli chodzi o rywalizację samochodów. W quadach czy motocyklach jest co najmniej 4 razy taniej. - Żeby sponsorowi opłacało się zapewnić konkretny budżet, musi mieć zapewnioną odpowiednią otoczkę medialną. Żeby było tak jak za moich czasów, że jedna złotówka zainwestowania w niego marketingowo zwracała się czterokrotnie. Wtedy się opłacało - uważa Hołowczyc.

 


Rafał Sonik podkreśla, że dla kierowców żądnych przygód pojawiły się też nowe wyzwania. - Niestety, każda dyscyplina sportu, a szczególnie motosportu, wymaga znaczących nakładów finansowych. Odkąd Orlen znacząco ograniczył dakarowy projekt, liczba Polaków w stawce zdecydowanie spadła - przyznaje quadowiec. - Poza tym jest większy wybór dla „poszukiwaczy przygód”. Kilka polskich ekip startuje w równolegle toczącym się Africa Eco Race, który prowadzi dawnymi trasami rajdu Paryż-Dakar. Kusi również Silk Way Rally, bo wiedzie przez fantastyczne tereny Rosji, Kazachstanu i Chin - Ałtaj, stepy, pustynię Gobi. Wyzwań jest równie wiele jak w południowoamerykańskim Dakarze. Ja również czekam, aż wprowadzą tam kategorię quadów.

 

Z tej samej kategorii