Rafał Majka: Nie jadę na igrzyska się przejechać

Slubowanie sportowcow przed Rio
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Będziemy jechali pojedynczo lub w małych grupach - przewiduje przebieg wyścigu olimpijskiego jeden z najlepszych polskich kolarzy.

Jak nogi po Tour de France?

Rafał MAJKA: - Bolą (śmiech).

 

Pytam, ponieważ jeszcze niedawno mówił Pan, że pojedzie na igrzyska tylko wtedy, gdy będzie forma po Tour de France. Odebrał pan olimpijską nominację, więc chyba nie jest źle?
- Mam nadzieję, choć... Jeszcze nie skończył się Tour de France, a ja już miałem powołanie do Rio (śmiech). Jednak bardzo się z tego cieszę. To moje pierwsze igrzyska, chciałbym wypaść jak najlepiej.

 

Dwa tygodnie przerwy między Tour de France a olimpijskim wyścigiem to odpowiednia przerwa?
- Szczerze? Wolałbym by wyścig w Rio był już, a nie dopiero w kolejnym tygodniu. Ale na to nie mam wpływu. Trzeba jednak przeprowadzić jeszcze ciężki trening w Brazylii, by przygotować się jak najlepiej do olimpijskiego startu.

 

Jaki cel stawia pan sobie w Rio?
- Nie jadę się przejechać, jadę walczyć. Ale nie ukrywam, że podobnie jak Maciek Bodnar jestem już bardzo zmęczony. Przejechałem Giro d’Italia, Tour de France, kilka innych wyścigów, teraz przed nami Rio, a na tym nie koniec. Czekać mnie będzie jeszcze wyścig w Kanadzie i etapówki we Francji. Odetchnąć będę mógł dopiero w listopadzie. To naprawdę ciężki sezon. W domu mnie nie ma już bardzo długo, żona czeka, a ja tylko walizki przepakowuję. Przed wylotem do Rio też w zasadzie tylko jeden dzień spędziłem w domu, przespałem się w swoim łóżku i zmieniłem walizki z drużynowych na reprezentacyjne. Później będzie jednak wymarzony odpoczynek na naszym tarasie z filiżanką zaparzonego przez żonę espresso. Wytrzymam.

 

Jeżeli będzie medal, to żona wybaczy pewnie pana ciągłą nieobecność?
- Jest już przyzwyczajona. Mało tego, wie, że jeszcze przez najbliższych dziesięć lat będzie musiała wytrzymać taki model funkcjonowania naszej rodziny.

 

Czuje się Pan jednym z faworytów do medalu?
- Powiem szczerze, nie chciałbym być faworytem w Rio. Wolę być "czarnym koniem" i zrobić swoje. Ta trasa jest naprawdę ciężka, w Polsce takich podjazdów nie ma. Przejechałem ją dwa razy w styczniu. Myślę, że jest jak jeden z najtrudniejszych górskich etapów Tour de France.

 

Kto będzie najgroźniejszy na trasie?
- Wiadomo, że bardzo silny będzie Froome i Hiszpanie. Valverde i Rodriguez są dobrze przygotowani. Teraz sprawiają wrażenie bardzo silnych, to faworyci wyścigu. Ale dlaczego Polacy mieliby nie odegrać w Rio jednej z głównych ról? Mamy bardzo dobrą reprezentację, w ostatnich latach udowadniamy, że polskie kolarstwo szosowe jest coraz lepsze. Powinno być dobrze. W kolarstwie sukces to nie tylko nogi i głowa, trzeba mieć też dużo szczęścia. Reprezentacje są małe, nie liczą po dziewięciu zawodników jak w innych wyścigach. Może pójść ucieczka, której uda się dojechać do mety i nic na to nie poradzimy. Nie da się kontrolować wyścigu przez 260 km w cztery osoby. Żadna reprezentacja nie będzie w stanie tego zrobić.

 

W kadrze Polski na igrzyska jest dwóch zawodników z Tinkoff i dwóch ze Sky. Dogadacie się?
- A dlaczego mielibyśmy się nie dogadać? Jeżeli Michał będzie w bardzo dobrej formie, to ja się podłożę. Nie jest to dla mnie problem. Jedziemy po to, żeby zdobyć medal. Czy ja będę mocniejszy, czy Michał, zrobimy wszystko, by wypaść jak najlepiej. Będziemy walczyć jako dwaj liderzy kadry. Przecież z wyniku będziemy rozliczani jako cała reprezentacja.

 

Marzy Pan, by stanąć na najwyższym stopniu podium i usłyszeć Mazurek Dąbrowskiego?
- Oczywiście, że tak. Każdy chciałby zdobyć medal na igrzyskach. Nie będzie jednak łatwo, na starcie stanie 150 zawodników z całego świata. Ale trzeba próbować.

 

Jak według pana będzie przebiegała rywalizacja? Do mety dojedzie większa grupa zawodników?
- Kiedy wjedziemy na ostatnie rundy, czeka nas podjazd o długości 8,5 km, który jest naprawdę ciężki. Nie ma mowy o peletonie, będziemy jechać pojedynczo, ewentualnie w małych grupach. Wątpię, by komuś udało się odjechać nawet na kilkanaście sekund. Wyścig olimpijski rozstrzygnie się na sekundy. Na ostatniej rundzie wszystko się rozsypie, zawodnicy będą jechać pojedynczo, może dwójkami, z niewielką przewagą nad rywalami.

 

Wspomniał pan o treningu w Brazylii. Jak będą wyglądać ostatnie dni przed startem?
- Starałem się wypocząć po Tour de France, ale nogi nie mogą być za bardzo wypoczęte. Dlatego właśnie przewiduję trening w Rio. Przejedziemy z chłopakami z kadry jakąś dłuższą trasę, żeby być w jak najlepszej dyspozycji.

 

Wróćmy jeszcze do Tour de France. Druga koszulka najlepszego górala Tour de France była trudniejsza do zdobycia niż pierwsza w 2014 roku?
- Powiem inaczej – w tym roku chciałem wygrać etap. Nie udało się, na jednym z nich rywal doszedł mnie na zjeździe, a nie chciałem ryzykować kraksy, bo miałem już jedną wcześniej. Potem postawiliśmy jednak na koszulkę. Mam już w karierze zwycięstwa etapowe, a wygrać drugą koszulkę to jest wyczyn. Tym bardziej tę w grochy. Chyba zapisałem się w historii polskiego kolarstwa.

 

Trzeci tydzień Tour de France przebiegł tak, jak Pan zaplanował?
- Trochę się męczyłem, ale czułem, że jeszcze trochę było "pod nogą". Cieszyłem się z tego, bo przecież ponad tydzień jechałem w ucieczkach, osiem dni od startu do mety w pełnym gazie. To więcej niż przejechać cały Tour de Pologne. Byłem drugi, trzy razy trzeci. Już prawie dziesięć razy stałem na podium TDF, więc w sumie jestem z siebie zadowolony, drużyna również. Chciałbym kiedyś wystartować w Tour de France jako zawodnik do walki o najwyższe miejsca w klasyfikacji generalnej. Lubię ten wyścig. Jest gorąco, ma fajną atmosferę.

 

Może uda się w nowej drużynie, o której jeszcze nie możemy nic oficjalnie powiedzieć?
- Ale nawet ja nie wiem o czym mówimy. Są plotki, że może to być Bahrajn, może Bora. Są zainteresowania różnych ekip, ale tym zajmuje się mój menadżer. Ja nie muszę się przejmować, więc śpię spokojnie. Jeszcze nie podpisałem kontraktu, może po igrzyskach okaże się, gdzie będę jeździł w przyszłym roku.

 

Wielu mówi, że dla kolarzy igrzyska nie są tak ważne jak wielkie wyścigi. Co jest ważniejsze dla Rafała Majki? Koszulka najlepszego górala TDF czy medal?
Wiadomo, że medal!

 

A medal w Rio czy podium wielkiego touru?
- Podium wielkiego touru już mam, więc na pewno nie. Marzę o wygranej w wielkim tourze i to jest jeden z priorytetów na najbliższy sezon. We Włoszech byłem piąty. Aż piąty, bo to bardzo dobry wynik, ale chciałem być trójce. Mam jeszcze czas, wszystko przede mną. Ale teraz liczy się tylko Rio.

 

Z tej samej kategorii