Ucieczka sponsora, audyt i seksafera. Stajnia Augiasza w polskim kolarstwie

To, co dzieje się wokół Polskiego Związku Kolarskiego, zaczyna przechodzić ludzkie pojęcie. Minister sportu, Witold Bańka wezwał Dariusza Banaszka do złożenia dymisji. Istnieją jednak pewne przesłanki, że dla prezesa PZKol to najdelikatniejsza konsekwencja.

73 TDP Etap: Tarnowskie Gory - Katowice
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Obecnie trudno nawet dociec, od czego się zaczęło. Kilka tygodni temu, w rozmowie ze „Sportem”, były dyrektor sportowy Polskiego Związku Kolarskiego, Andrzej Piątek, wyraził głęboką troskę o przyszłość dyscypliny. Konkretnie chodziło mu o kolarstwo torowe. Przypomnijmy, że nieco wcześniej były trener m.in. Mai Włoszczowskiej został zwolniony ze związku, bo – tak brzmiał oficjalny komunikat prezesa Dariusza Banaszka – sternik instytucji stracił do niego zaufanie. Piątek tymczasem wskazał, o co konkretnie chodziło. Nie mamy żadnych powodów, aby mu nie wierzyć. Tym bardziej, że jego uwagi w stronę władz znalazły swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Były dyrektor sportowy dopraszał się o normalność...

 

Milion złotych mniej

Co nastąpiło później? Otóż 8 listopada firma CCC, mecenas polskiego kolarstwa od wielu lat i główny właściciel zawodowej grupy kolarskiej CCC Sprandi Polkowice, która w kończącym się roku brała udział m.in. w Giro d'Italia, postanowiła wycofać się ze sponsorowania PZKol.-u. - W związku z utratą zaufania do Zarządu Polskiego Związku Kolarskiego przez spółkę CCC uprzejmie informujemy, że wycofujemy się ze sponsorowania Polskiego Związku Kolarskiego w trybie natychmiastowym - przeczytaliśmy w oficjalnym komunikacie.

 

Później, w jednym z prasowych wywiadów, szef firmy CCC, Dariusz Miłek, podjął temat związany z audytem zewnętrznym, który miał miejsce w związku. - Problem jest złożony, m.in. mocno obyczajowy. Pan Banaszek wie, co jest w dokumentach, a postanowił nic z tym nie robić. Mówi nawet, że audyt nie istnieje. Nie pozwolę sobie na to, aby moja firma była przy związku, w którym takie sprawy nie są wyjaśniane. I nie chodzi tu o żadne pieniądze, bo to inna sprawa. Kwestia audytu i zachowania pana prezesa Banaszka w tym temacie jest dla mnie niedopuszczalna – powiedział w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”. Rozmowa została opublikowana 15 listopada. W tym miejscu dodać należy, że firma CCC wspierała Polski Związek Kolarski kwotą ok. miliona złotych rocznie. Biorąc pod uwagę fakt, że jak niemal każdy związek sportowy w naszym kraju jest w znacznej mierze finansowany z budżetu ministerstwa, kwota, o której jest mowa, jest doprawdy potężna.

 

To dopiero początek

To, co znalazło się we wspomnianym audycie zewnętrznym, choć nieoficjalnie, musiało ujrzeć światło dzienne. A oliwy do ognia dolała wypowiedź dla portalu SportoweFakty, Piotra Kosmali, byłego wiceprezesa związku. Chodzi o skandal natury obyczajowej. Padły stwierdzenia o molestowaniu seksualnym, a nawet o gwałcie! Kiedy powyższe sensacje dotarły do ministra sportu, Witolda Bańki, ten zareagował bardzo stanowczo. - W związku z sytuacją w PZKol. wzywam do natychmiastowej dymisji cały zarząd związku. W przeciwnym razie, zgodnie z ustawą o sporcie, wystąpię do Sądu Rejestrowego o zawieszenie władz i wprowadzenie kuratora – napisał na Twitterze członek rządu RP.

 

Reakcja związku mogła być tylko jedna. - Zarząd Polskiego Związku Kolarskiego, w dniu 20 listopada 2017 r. podjął uchwałę o zwołaniu Nadzwyczajnego Zgromadzenia Delegatów na dzień 22 grudnia 2017 r. w celu wyboru Zarządu PZKol w nowym składzie osobowym, tj. odwołania i powołania Prezesa Zarządu oraz pozostałych poszczególnych jego członków – czytamy na początku oświadczenia, które na oficjalnej stronie internetowej związku pojawiło się w niedzielę. Podpisało się pod nim czterech członków zarządu: Lucjusz Wasielewski, Marek Kosicki, Arkadiusz Jałowski i Dariusz Banaszek. Wczoraj Kosicki podał się do dymisji. Czekamy na dalszy ciąg, bo nikt w kolarskim środowisku nie ma najmniejszych wątpliwości, że to dopiero początek.

Z tej samej kategorii