Jan Sałamacha mistrzem interkontynentalnym w kick-boxingu. Teraz celuje w mistrzostwa świata

Jan Sałamacha, Ahmed Ibragimov, memoriał Błażyńskiego
 fot. Michał Szalast  /  źródło: SPORT

Jan Sałamacha został mistrzem interkontynentalnym w kick-boxingu po wygranej w starciu z Jesmarem Wintersem w Hali na Skarpie w Bytomiu.

Polak w maju został mistrzem Europy, pokonując jednogłośnie na punkty Belga Ahmeda Ibragimova. Aby rywalizować o bardziej prestiżowy pas, musiał zrzec się mistrzostwa Starego Kontynentu i tak też zrobił. W sobotę wystąpił podczas gali MMA. Pojedynek zakontraktowany był na cztery rundy po 2 minuty, a starcie odbywało się w wadze do 69,900 kg. Kick-boxerzy walczyli w oktagonie, w którym wcześniej rywalizowali zawodnicy MMA. - Po raz pierwszy biłem się w „klatce”, a nie na ringu. Trochę się tego obawiałem, bo wiadomo było, że nie będę mógł zapędzić rywala do narożnika. Kiedy tylko jednak wybił gong, nie robiło mi to już żadnej różnicy. Byłem skupiony na tym, aby wypaść jak najlepiej i zdominować rywala - mówi nam Jan Sałamacha.

 

Po pierwszej rundzie jego trener, Cezary Podraza, jeden z najlepszych w historii polskich kick-boxerów, zwracał mu uwagę na błędy. - Janek nie wdawaj się w bijatykę! Walcz rozsądnie, na dystans - krzyczał w jego stronę. 23-letni Maltańczyk był silny fizycznie i próbował wciągnąć Polaka w wymianę ciosów i uderzeń. - Trener miał rację. Zacząłem walczyć z głową - relacjonuje bytomianin. W kolejnych starciach zademonstrował szeroki repertuar uderzeń i ciosów. Częściej demonstrował techniki bokserskie, jak i okrężne kopnięcia. Sędziowie to docenili i jednogłośnie przyznali mu wygraną. W wypełnionej Hali na Skarpie fani skandowali: „Janek, Janek”.

 

- Walczył dużo lepiej niż w majowym starciu. Zadawał sporo ciosów i uderzeń. Muszę go naprawdę pochwalić - przyznaje Podraza. - A ja uważam, że stać mnie na więcej. Niestety, znowu przed walką miałem problemy. W połowie przygotowań nabawiłem się urazu mięśnia dwugłowego. Masażyści robili wszystko, abym nie odczuwał tej kontuzji. W trakcie walki ból mi nie doskwierał, ale kiedy wróciłem w nocy do domu, to nie mogłem zasnąć, tak bolał mnie ten mięsień. Teraz czeka mnie wypoczynek, a w przyszłym roku cel jest jasny. Mam nadzieję, że uda mi się stoczyć walkę o pas mistrza świata - dodaje Sałamacha.

Z tej samej kategorii