Robert Korzeniowski: Niech Agnieszka zostanie legendą!

Agnieszka Radwańska
 /  fot. Tomasz Markowski  /  źródło: newspix.pl

Złoto w tenisie, dyscyplinie globalnej, wykraczałoby daleko poza polskie podwórko - mówi utytułowany olimpijczyk.

Czterem wybitnym polskim sportowcom zadaliśmy te same pytania dotyczące tego, co nas czeka w Brazylii. Na naszych łamach gościli medalista olimpijski w ciężarach Szymon Kołecki, wicemistrz świata w siatkówce Łukasz Kadziewicz i mistrz olimpijski w gimnastyce Leszek Blanik. Dziś czterokrotny złoty medalista igrzysk w chodzie sportowym (1 w Atlancie 1996, 2 w Sydney 2000 i 1 w Atenach 2004), Robert Korzeniowski.

 

TOMASZ MUCHA: Na trzech z rzędu igrzyskach Polacy zdobyli po 10 medali. Czy w Rio przełamią tę klątwę?
ROBERT KORZENIOWSKI: - Nie określałbym tego klątwą, tylko jakimś impasem. Te medale wtedy były przecież cenne, a nie przeklęte. Ale zdecydowanie powinniśmy się przełamać - uważam, że mamy najsilniejszą ekipę od wielu olimpiad. Doliczyłem się 18-19 mocnych medalowych szans, co powinno przełożyć się na 14-15 krążków. Choć, przyznaję, to optymistyczne spekulacje.

 

W jakich dyscyplinach rywalizację będzie pan śledził szczególnie uważnie?
ROBERT KORZENIOWSKI: - Oprócz lekkiej atletyki będę śledził siatkarzy i piłkarzy ręcznych. Nie odpuszczę kolarzom - identyfikuję się z nimi poprzez własną długodystansowość (Korzeniowski był mistrzem chodu na 50 km - przyp. red.), poza tym mamy świetnych nie tylko szosowców, ale i torowców, no i kibicuję Majce Włoszczowskiej. Będę trzymał kciuki za pływaków, bo to na początku esencja igrzysk, którą w drugim tygodniu stanowią lekkoatleci. Mamy fajnych wioślarzy i wioślarki. Serdecznie życzę powodzenia Robertowi Mateusiakowi. Na igrzyskach w Atenach mieszkaliśmy razem, potem bywaliśmy na paru wspólnych zawodach, kibicowałem mu. Mam do badmintonistów osobisty sentyment, są trochę niedowartościowani. Medal byłby dla Roberta sympatycznym zwieńczeniem kariery. Generalnie interesuje mnie szerokie spektrum, bo igrzyska to fenomen, kiedy z zapartym tchem oglądamy rywalizację w dyscyplinach, których nie śledzimy na co dzień i nie porywają nas nawet mistrzostwa świata.

 

Kto zajdzie dalej - siatkarze czy piłkarze ręczni?
ROBERT KORZENIOWSKI: - Jestem pełen podziwu dla tego, co po nieudanym Euro w Polsce zrobił ze szczypiornistami Tałant Dujszebajew, ale myślę, że jednak siatkarze. Przede wszystkim są mistrzami świata, po drugie nie przegrzali koniunktury w tym roku, tak jak zdarzyło się to przed Londynem, po trzecie to dobrze zgrany, rozumiejący się i już z sukcesami zespół. Jeżeli miałbym postawić na jeden z dwóch medali w grach zespołowych, to na drużynę Antigi.

 

Kto zyska miano bohatera polskiej reprezentacji?
ROBERT KORZENIOWSKI: - Najbardziej zanosi się na triumf miotaczy, a gdyby jeszcze Anita Włodarczyk lub Paweł Fajdek pobili rekord świata, to na pewno zostaną wielkimi bohaterami. Ich sukces byłby tym bardziej cenny w kontekście afer dopingowych, jakie dotykają lekką atletykę, w tym siłaczy ze wschodu. Niestety, nie mamy sprintera, ale gdyby na przykład w tenisie igrzyska wygrała Agnieszka Radwańska, to mielibyśmy gwiazdę światowego formatu. To byłaby fantastyczna sprawa. Z całym szacunkiem dla mojej lekkiej atletyki złoto w tenisie, dyscyplinie supermedialnej, wykraczałoby daleko poza polskie podwórko. Bardzo chciałbym, żeby krakowianka w końcu coś osiągnęła na igrzyskach. Uważam, że im mniej szumu wokół niej, tym lepiej dla niej.

Z tej samej kategorii