Dakar 2018 na mecie. Świetny wynik Jakuba Przygońskiego, dobry debiut Giemzy

Przed startem najtrudniejszego rajdu świata Krzysztof Hołowczyc uważał, że młodszego kolegę stać na miejsce w czołowej piątce, ale będzie to niespodzianka. Jakub Przygoński ją sprawił i osiągnął najlepszy wynik w karierze.

Jakub Przygoński
 fot. Orlen Team  /  źródło: Materiał prasowy

Rok temu Jakub Przygoński był siódmy, cztery lata temu na motocyklu nawet szósty. W tym roku pojechał jeszcze lepiej i zajął piąte miejsce. To drugi najlepszy wynik polskiego kierowcy samochodu w Rajdzie Dakar. W 2015 Hołowczyc był trzeci, a wcześniej też dwa razy piąty – w 2009 i 2011.

Przedostatni piątkowy etap był pomyślny dla Polaków. Przygoński znów jechał bardzo równo i tylko trochę wolniej od czołówki, z której po awarii samochodu wypadł czwarty do tej pory Bernhard Ten Brinke. To pozwoliło Polakowi na skok z szóstego na piąte miejsce w klasyfikacji generalnej.

- To był bardzo ciężki etap jak na przedostatni dzień rajdu. Po raz kolejny organizatorzy nas nie oszczędzali. Dużo skoków, mnóstwo fesz feszu i miejsc, gdzie łatwo można było zakończyć rajd. Inni mieli problemy, a nam udało się jechać równo i bez przygód. Cieszy czwarte miejsce na etapie i awans w generalce. Przed nami ostatnie 120 km. Pełna koncentracja i powinno być dobrze. Trzymajcie kciuki –mówi Przygoński.

Awans zanotował także Maciej Giemza. Motocyklista na bardzo długim etapie – ponad 900 km – zajął 25. pozycję i jest 24. w klasyfikacji generalnej. – Ten etap dał mi się solidnie we znaki. Już pierwsze 120 km oesu po wydmach było bardzo wyczerpujące. A druga część, czyli 250 km odcinków typowych dla WRC, była jeszcze gorsza. Musiałem mocno trzymać motocykl na twardych sekcjach, przez co moje ramiona będą wymagały regeneracji przed kolejną próbą. Mimo zmęczenia jestem zadowolony z wyniku i zmotywowany, żeby dobrze pojechać ostatni etap – podkreślał Giemza. Startujący w quadach Kamil Wiśniewski spadł o jedna pozycję – na 13. lokatę.

W sobotę organizatorzy zaplanowali ostatnią próbę 40. Rajdu Dakar. Odcinek specjalny liczył tylko 120 km (tylko pierwszy był krótszy), ale wcale nie miało być łatwo. Uczestnicy ścigali się wokół Cordoby, a trasa była tak zaplanowana, że około 30 razy musieli pokonywać rzeki i potoki. Trzeba było zachować ostrożność, tym bardziej że ze statystyk wynika, że co roku przynajmniej jeden zawodnik odpada z rywalizacji już na „ostatniej prostej”.

Polacy niemal równo wjechali na metę w Cordobie. Pierwszy zameldował się quadowiec Kamil Wiśniewski. Na etapie zajął 17. miejsce i utrzymał 13. pozycję w klasyfikacji końcowej. Wygrał Ignacio Casale, który był nie do zatrzymania w tegorocznym rajdzie. Drugiego na mecie Nicolasa Cavigliasso wyprzedził o godzinę i 38 minut.

Kilka minut później pojawili się Maciej Berdysz i Paweł Stasiaczek. Pierwszy z nich był 55. na oesie, a drugi 54. W klasyfikacji generalnej Berdysz był 57. (21 godzin i 29 minut straty do zwycięzcy), a Stasiaczek 55. (21 godzin i 11 minut). Giemza w sobotę przyjechał 22., prawie 14 minut za zwycięzcą Kevinem Benavidesem. Trofeum – statuetką Beduina – zdobył Austriak Matthias Walkner, który okazał się lepszy od Argentyńczyka o 16 minut i 53 sekundy. Na podium stanął jeszcze Australijczyk Toby Price. Giemza zakończył debiutancki Dakar na 24. miejscu z siedmioma godzinami straty.

Ostatni linię mety przekroczyli kierowcy samochodów. Etap wygrał Giniel de Villiers, Przygoński był szósty. Na podium Dakaru staną w takiej kolejności: Carlos Sainz (ok 4,5 tys. kilometrów oesów przejechał w 49 godzin i 16 minut), Nasser Al-Attiyah (43 minuty straty) i de Villiers (1 godzina i 16 minut). Obrońca tytułu Stephane Petrhansel po awarii stracił podium na przedostatnim etapie i ostatecznie był czwarty. Piąty Przygoński do zwycięzcy stracił 2 godziny i 45 minut.

 

Z tej samej kategorii