Jakub Przygoński: Chcę gonić, a nie uciekać

- Mamy sporo przygód, ale wychodziliśmy z nich do tej pory obronną ręką - mówi polski kierowca.

Orlen 74 Rajd Polski 2017
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Andrzej SAWICKI: To dla pana najtrudniejszy Dakar?
Jakub PRZYGOŃSKI: - Jest na pewno cięższy od poprzednich, w których startowałem. A było ich już osiem, więc mam z czym porównywać. To dobry krok organizatorów. Skoro mówi się, że to jest najtrudniejszy rajd, to taki właśnie powinien być. O to właśnie chodzi, by walczyć o przetrwanie, a nie ścigać się o ułamki sekund.

Wielu faworytów się wycofało - w samochodach Sebastien Loeb, Nani Roma, na quadach Siergiej Kirjakin i Rafał Sonik, na motocyklach Sam Sunderland.
Jakub PRZYGOŃSKI: - To efekt właśnie ekstremalnie trudnej trasy. Maszyny się psują, niszczą, zakopują. Nie ma zawodnika, któremu nie przytrafiłyby się przygody. Z czołówki każdy miał mniejsze lub większe problemy. To tylko potwierdza, że w tym roku trasa jest bardzo wymagająca i na pewno czekają nas jeszcze trudne odcinki.

Zajmuje pan wysokie, 6. miejsce - bardziej pan patrzy do tyłu, by nie dogonili Prokop czy al Qassimi, czy jednak do przodu? Strata do 5. miejsca to 50 minut. To w Dakarze z jednej strony dużo, a z drugiej bardzo niewiele.
Jakub PRZYGOŃSKI: - Jesteśmy na wysokiej pozycji. W poniedziałek był nieplanowany i przymusowy dzień przerwy z powodu odwołania etapu. Dla nas to nie jest dobrze, bo chcemy się ścigać i gonić czołówkę. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że można też stracić, a nie odrobić. Zakładam jednak, że ci, co są przed nami, będą czuli nasz oddech. Chcemy być jak najwyżej, choć wiemy, że ci przed nami to prawdziwi mistrzowie kierownicy i dakarowego doświadczenia.

Do tej pory ustrzegł się pan poważnych błędów nawigacyjnych czy awarii.
Jakub PRZYGOŃSKI: - Rzeczywiście, mamy sporo przygód, ale wychodziliśmy z nich do tej pory obronną ręką. Dwa razy bardzo poważnie się zakopaliśmy, na jednym z odcinków trzy razy złapaliśmy kapcia, Tom był chory. Dużo się dzieje i bez tych problemów bylibyśmy wyżej. Ale każdy je ma.

Jedzie pan na 100 procent czy jednak z pewną rezerwą?
Jakub PRZYGOŃSKI: - Gdy odcinki są typowo rajdowe, techniczne i szybkie, jedziemy na 100 proc. możliwości. Kiedy zaczynają się fragmenty bardzo ekstremalne i trudny teren, włączamy - w przenośni oczywiście - przycisk jazdy na przetrwanie.

Boliwia, tamtejsza pogoda i wysokości dały się we znaki?
Jakub PRZYGOŃSKI: - Jechaliśmy tam na wysokości ponad 4500 m, więc bardzo wysoko i bardzo zimno, a samochód miał mniej mocy. Na szczęście ja i Tom czuliśmy się bardzo dobrze. Nie mieliśmy problemów z chorobą wysokościową. Cieszymy się, że jest już za nami. Choć oczywiście w Argentynie czekała nas znów zmiana pogody i z 5 stopni trafiliśmy do ponad 30. Ostatnia część Dakaru też będzie bardzo trudna, bo co roku jest tam niezwykle ekstremalnie.

 

Z tej samej kategorii