Co ciągnie panie na Dakar?

12 kobiet stanęło na starcie tegorocznego Dakaru. - Muszą ten rajd bardzo kochać, skoro znoszą wszystkie niedogodności - podkreśla Rafał Sonik, zwycięzca z 2015 roku w quadach.

Dakar
 źródło: Materiały prasowe

Już w pierwszym Dakarze w 1979 roku na starcie była jedna kobieta - Martine de Cortanze. przez kolejne edycje startowało ich coraz więcej. Najbardziej znana jest Jutta Kleinschmidt - w 1997 wygrała etap. Dwa lata później jako pierwsza i do tej pory jedyna kobieta wygrała klasyfikację generalną w rywalizacji samochodów. Teraz najbardziej znaną jest motocyklistka Laia Sanz.

 

- Dakar został wymyślony przez mężczyzn i przeznaczony głównie dla nich. Europejczycy, sfrustrowani jesienną aurą, postanowili zrobić coś niezwykłego i w sylwestra wystartować do Afryki. Ta na wskroś męska przygoda okazała się też wyzwaniem dla kobiet - przyznaje Sonik. - Jutta Kleinschmidt do tej pory startuje i wciąż jest świetnym, szybkim kierowcą. Laia Sanz trzy lata temu była dziewiąta w klasyfikacji generalnej. To był niesamowity wynik. Mężczyźni ją podziwiają i szanują.

 

Hiszpanka w Dakarze startuje po raz ósmy. Wciąż wielu mężczyzn ogląda jej plecy. W klasyfikacji generalnej jest obecnie 13. - Moim celem jest miejsce w czołowej piętnastce. Będzie to trudne, bo poziom rywali jest coraz większy, a w Dakarze nie można być za bardzo ambitnym - zauważa Sanz. - Dla wielu zawodników to impreza roku. Jeśli wszystko idzie dobrze, jest fantastycznie. Jeśli nie, cały rok przygotowań idzie na marne.

 

W tym roku kobiety wystartowały we wszystkich kategoriach. Nawet w ciężarówkach, w których Antonio Cabini, wziął na pilota córkę Raffaellę. 22-letnia Włoszka jest najmłodszą kobietą startującą w Dakarze. Ekipa liczyła na dotarcie do mety, jednak ich przygoda zakończyła się na trzecim etapie.

 

Na starcie stanęła także popularna w Peru dziennikarka Fernanda Kanno. Start w radzie jest finałem projektu „Od zera do Dakaru”. - Czuję dumę, bo jestem pierwszą kobietą z Peru, która jedzie w tym rajdzie - podkreśla Kanno. - O Dakarze marzyłam od 15. roku życia. Dwa lata temu kupiłam ciężarówkę i zaczęłam jeździć po pustyni. Samochód, którym jadę służył policji do patrolowania. Celem jest oczywiście meta. W Limie są duże oczekiwania związane z naszym startem.
Niestety piękna debiutantka Fernanda zakończyła udział na 10. etapie.

 

Camela Liparoti to przy Kanno weteranka. Dla niej to już dziewiąty Dakar. Najwyżej była w 2012 roku - na 9. pozycji. 50-letnia Włoszka zaczynała od motocykla, w 2013 roku przesiadła się na quada (jako pierwsza kobieta w tej klasie), a w tym roku startuje pojazdem UTV - połączenie auta i quada. W tej kategorii wystartowało tylko 11 maszyn. Włoszka w swoim różowym samochodzie jest na razie 6.

 

- Dakar jest jak narkotyk - mówi na oficjalnej stronie rajdu. - Czekamy cały rok, by wrócić i znów zobaczyć całą rodzinę. Mam nadzieję, że to będzie dobra zabawa i uda mi się ukończyć rajd.

 

- Dla kobiet Dakar to wyzwanie niewspółmiernie większe niż dla mężczyzn. Nie chodzi tylko o kiepskie warunki sanitarne, czy marne miejsce do spania. To ogromny wysiłek fizyczny i fizjologiczny - podkreśla Sonik. - Trzeba mieć niezwykłą siłę i determinację, by startować w Dakarze będąc kobietą. To bardzo dzielne osoby. Pamiętam z 2015 roku Chilijkę Paulę Galvez, która była dla mnie wzorem optymizmu, humoru i pozytywnego nastawiania. A także wzorem wytrwałości, bo często dojeżdżała grubo po północy, ale rano stawała na starcie.

 

Czwartkowy etap został odwołany dla motocykli i quadów ze względu na złe warunki atmosferyczne. Organizatorzy nie zamierzali ryzykować zdrowiem zawodników. Na starcie stanęły samochody i ciężarówki. Jakub Przygoński tradycyjnie pojechał bardzo dobrze i zakończył etap na 7. miejscu (wygrał Nasser Al-Attiyah). I utrzymał 6. miejsce w klasyfikacji generalnej, a wciąż prowadzi Carlos Sainz.

 

Z tej samej kategorii