Adam Skrodzki: Czuję się spełnionym szablistą!

 Adam Skrodzki
 fot. Przemek Dębczak  /  źródło: Pressfocus

Na planszy skupiony, wyciszony, czasami sprawiający wręcz wrażenie oderwanego od rzeczywistości. A poza planszą? Uśmiechnięty, przyjazny, zawsze skory do rozmów - tak zapamiętamy czołowego szablistę ostatniej dekady, katowiczanina Adama Skrodzkiego, medalistę mistrzostw Europy, olimpijczyka z Londynu, który nie tak dawno postanowił oficjalnie się pożegnać z czynnym sportowym życiem.

Na planszy skupiony, wyciszony, czasami sprawiający wręcz wrażenie oderwanego od rzeczywistości. A poza planszą? Uśmiechnięty, przyjazny, zawsze skory do rozmów - tak zapamiętamy czołowego szablistę ostatniej dekady, katowiczanina Adama Skrodzkiego, medalistę mistrzostw Europy, olimpijczyka z Londynu, który nie tak dawno postanowił oficjalnie się pożegnać z czynnym sportowym życiem, skupić na pracy zawodowej i pomaganiu najmłodszym adeptom sztuki fechtowania.

WŁODZIMIERZ SOWIŃSKI: Gdyby mógł pan cofnąć czas, znów wybrałby pan życie sportowca?

ADAM SKRODZKI: - Teraz podejmowałbym decyzję całkiem świadomie. Byłem zbyt młody, kiedy pierwszy raz z tatą odwiedziłem salę szermierczą, Oczywiście, potem ten wybór był weryfikowany w wieku 17 czy 18 lat. Wówczas postanowiłem kontynuować sportową przygodę. I gdy teraz patrzę na moje dokonania oraz na to, co przeżyłem, na pewno nie mogę powiedzieć, że tamtej decyzji żałuję. Mogę nawet z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że jeszcze raz byłbym sportowcem.

Byłaby to szermierka czy też inna dyscyplina? Powiedzmy sobie szczerze - szermierka do sportów topowych nie należy...

ADAM SKRODZKI: - To prawda – dyscyplina ta nie może konkurować z wieloma innymi i to pod żadnym względem. Nie można się z niej utrzymać i zabezpieczyć na czas po zakończeniu fechtowania. Ma jednak dużo zalet i nigdy nie żałowałem, że ją wybrałem. Ale gdybym miał jeszcze raz podejmować decyzję, to nie wiem, czy wybrałbym akurat walki na planszy.

Nie myślał pan o piłce nożnej, siatkówce czy też innej zdecydowanie popularniejszej dyscyplinie?

ADAM SKRODZKI: - Może to zabrzmi trochę dziwnie, ale nie przepadam za grami zespołowymi. Owszem, lubię grać dla zabawy, ale nie jestem przekonany czy potrafiłbym się znaleźć w zespole. Natomiast bardzo lubię oglądać piłkę ręczną czy też hokej. Tak na marginesie - może to śmiesznie zabrzmi - ale nie jeżdżę na łyżwach, więc hokej z góry by odpadł. W tym momencie pewnie narażam się milionom kibiców, ale nie fascynuje mnie piłka nożna, zaś siatkówką i koszykówką w ogóle się nie interesuję. To chyba teraz brzmi jak herezja (śmiech), ale nie mogę ściemniać. Może wybrałbym tenis stołowy? Powracając do szermierki, a właściwie do szabli - floretu ani szpady na pewno bym nie trenował - to świetna broń, nadto wszechstronna. Zatem jestem zadowolony z wyboru, jakiego dokonałem...

Oceniając na chłodno - zrealizował się pan jako szablista?

ADAM SKRODZKI: - Zdecydowanie tak! Zawsze, wykonując jakąś pracę, chcę spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie: dobrze pracowałeś, coś osiągnąłeś, udało się! Jasne, mogę mieć pretensje do siebie, że nie mam medalu olimpijskiego, ale też nigdy nie byłem szablistą z pierwszej „10” czy „16” światowego rankingu. Choć owszem, byłem blisko, zaliczałem się do tej czy „20” czy „25”. Mimo wszystko - czuję się spełniony. Patrzę na swoje dokonania z dużym dystansem, bo też bywa czasem, że umiejętności nie idą w parze z konkretnym wynikiem. Na to składa się jeszcze wiele innych czynników. Ale... Dwukrotny mistrz olimpijski też może czuć się niezrealizowany, bo nie zdobył złota po raz trzeci.

Czy nakład pracy był wprost proporcjonalny do tego, co pan osiągnął?

ADAM SKRODZKI: - Uśmiecham się, słysząc to pytanie. Jest... trafne. Pracy, jaką wykonałem, nie można opisać słowami. Warunków do uprawiania szermierki w naszym kraju nie da się porównać do tych, jakie mają, dla przykładu, we Włoszech. W naszym kraju zdecydowanie trudniej dojść do światowego poziomu. Nigdy nie byliśmy „pieszczochami” (śmiech), a ponadto konkurencja między zawodnikami jest niewielka. Ci najlepsi znali się i znają doskonale. Podczas sparingowych starć nie było elementu zaskoczenia. Nakład pracy był ogromny, w moim przypadku zwłaszcza rok przed igrzyskami w Londynie i w samym roku olimpijskim. Nie przypuszczam, by szabliści w innych zakątkach świata wykonywali więcej pracy niż ja.

 

Cały wywiad we wtorkowym "Sporcie"

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~AnooliUżytkownik anonimowy
~Anooli :
No photo~AnooliUżytkownik anonimowy
Gratulacje :*
14 sty 12:59 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii