Miła niespodzianka w Budapeszcie. Biało-czerwoni wygrywają z gospodarzami!

Oczekuję pełnego zaangażowania oraz agresywnej gry – powtarzał do znudzenia trener Ted Nolan podczas krótkiego zgrupowania w Tychach przed turniejem Euro Ice Hockey Challenge w Budapeszcie. Wygrana 4:1 ma swoja wymowę, ale nie oczekiwaliśmy tak dobrej gry polskiej ekipy. Zwycięstwo świadczy o dojrzałości naszych hokeistów.

Marcin Kolusz
 fot. Piotr Matusewicz  /  źródło: Pressfocus

Oczekiwania trenera Nolana zostały zrealizowane, bo biało-czerwoni w meczu z gospodarzami zaprezentowali się więcej niż obiecująco, walczyli twardo i stworzyli niezłe widowisko. Wynik końcowy końcowy nas zadowala.

 

Pierwsza tercja należała do gospodarzy, ale to nasza drużyna zjeżdżała na przerwę, prowadząc 1:0. Madziarzy mieli kilka sytuacji, ale Przemysław Odrobny, który w poniedziałek przeniósł się z Wysp Brytyjskich do Nowego Targu, bronił z dużym wyczuciem. Mikołaj Łopuski i Aron Chmielewski, ostatnio zbierający dobre recenzje w Trzyńcu, mieli okazję otworzyć wynik meczu, ale im się nie udało. Jednak Krystian Dziubiński, przy sporym wkładzie Grzegorz Pasiuta, trafił do bramki gospodarzy. To była kolejna akcja ofensywna biało-czerwonych, ale najbardziej cieszyła aktywna gra obronna.

 

Grzegorz Pasiut pod koniec I tercji otrzymał karę, ale nasi hokeiści dzielnie się bronili. Gdy napastnik Niemana Grodno opuszczał boks kar, wówczas Jesse Ray Dudas zdołał wyrównać. Oczekiwaliśmy najgorszego, tymczasem... spotkała nas miła niespodzianka, bowiem biało-czerwoni dalej grali niezwykle konsekwentnie i, co najważniejsze skutecznie. Najpierw Alex Szczechura po podaniu Patryka Wajdy wykorzystał nieporozumienie rywali i na „raty” pokonał Rajnę, a potem Aron Chmielewski wykorzystał przewagę liczebną i wpisał się na listę strzelców. Kiedy Marcin Kolusz, kapitan biało-czerwonych, zdobył gola na 4:1, byliśmy już przekonani, że ten mecz zapiszemy po stronie plusów. Jednak na to trafienie solidnie zapracował Mikołaj Łopuski, który najpierw wywalczył krążek, a potem podał do swojego kapitana, który nie mógł spudłować.

 

Wygrana cieszy w kontekście kolejnych występów reprezentacji, Porażkę 1:5 w towarzyskim spotkaniu pod koniec września puszczamy w zapomnienie.

 

WĘGRY – POLSKA 1:4 (0:1. 1:2, 0:1)

0:1 - Dziubiński – Pasiut (14:35). 1:1 – Dudas – Sarauer (21:38), 1:2 – Szczechura – Wajda (22:38), 1:3 – Chmielewski – Dronia - Komorski (34:08, w przewadze), 1:4 – Kolusz – Łopuski (41:41).

Sędziowali: Kenji Kosaka (Japonia) i Alex Lazzeri (Włochy) – Aron Soltesz i Botond Palkovi (Węgry). Widzów 2000.

POLSKA: Odrobny; Pociecha – Dronia, Wajda – Wanacki, Kruczek – Borzęcki, Dąbkowski (2) – Rompkowski; Dziubiński – Pasiut (2) – Urbanowicz, Wronka – Cichy (2) – Szczechura, Łopuski – Zapała – Kolusz, Komorski – Kalinowski – Chmielewski. Trener Ted NOLAN.

KARY: Węgry – 10 min., Polska – 6 min.

Z tej samej kategorii