Wciąż trzeba szukać punktów

Wygrana z Ukrainą pozstawia nas w grze o główną premię - tak twierdzi szef szkolenia PZHL, Tomasz Rutkowski.

Polska - Ukraina
 źródło: Materiały prasowe

Uśmiechnięci, zrelaksowani, skorzy do dowcipów - tak prezentowali się biało-czerwoni 14 godzin po meczu z Ukrainą, kiedy wychodzili na taflę, by zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia dla IIHF oraz - w dniu przerwy - trochę rozprostować kości. Polskich hokeistów czekają kolejne wyzwania: spotkania z Kazachstanem, Węgrami oraz Austrią. - Nie ma co, trzeba szukać punktów i awansu - mówią optymistycznie związkowi działacze, którzy w dużej sile zjechali do Kijowa na mistrzostwa świata Dywizji IA.


Zagadka rozwiązana
- Trzymamy miejsce dla Pawła Droni  - to hasło jeszcze do niedawna było aktualne, ale już nie jest. Co prawda „Lwy” z Frankfurtu Droni odpadły już z ligowej rywalizacji w Niemczech, ale o jego przyjeździe nie ma mowy, bo i sam zawodnik podobno nie się kwapił do podróży do Kijowa. Trenerzy podjęli więc decyzję, że jego miejsce zajmie Radosław Galant, który będzie 13. napastnikiem.

 

- Nie chcę wybiegać przed szereg, ale chyba trenerzy zdecydują się na grę Radka w roli skrzydłowego - zdradza szef szkolenia związku, Tomasz Rutkowski. - W ataku będziemy mieli większe pole manewru.

 

Niezbędny spokój
Jak niemal w każdym turnieju, pierwszy mecz w dużej mierze rzutuje na postawę zespołu. Przegrana z Koreą Płd. 2:4 sprawiła, że w internecie na biało-czerwonych wylało się morze hejtu. Istotnie - mecz w wykonaniu naszej reprezentacji nie był najlepszy, przede wszystkim pod względem skuteczności.

 

- Jeżeli przy stanie 0:0 nie wykorzystuje się dwóch sytuacji sam na sam, to nie można marzyć o wygranej - podkreśla Tomasz Rutkowski. - Gdyby Zapała i Dziubiński trafili do bramki, byłby zupełnie inny mecz. Bo już gra obronna jest naszą niezłą stroną, zwłaszcza formacja „Dziubka” (Krystiana Dziubińskiego - przyp.red.) potrafi załatać wszystkie dziury. Szkoda, że w ofensywie jest nieco gorzej, choć Damian Kapica w meczu z Ukrainą popisał się efektownym uderzeniem. W dzisiejszym hokeju tylko strzał pod poprzeczkę daje gwarancję gola. Pozostałe stają się łupem bramkarzy, bo tak mocno pracują w parterze.

 

Raz w górę...
Największym problemem naszej reprezentacji jest utrzymanie dobrej gry w większym wymiarze czasowym. W jednym i drugim meczu mistrzostw w Kijowie zaczynaliśmy z wysokiego „C”, a potem oddawaliśmy inicjatywę rywalom.

 

- To wynika z filozofii gry trenera Jacka Płachty - przekonuje Rutkowski. - Zapewniam, że w tej taktyce nie ma przypadku. Oczywiście, że mogą się zdarzyć takie gole jak właśnie było z Koreą. Niemniej ten turniej dowodzi, ile nieprzewidywalnych, czasami przypadkowych, zdarzeń ma wpływ na wynik. Przecież po I tercji meczu Kazachstan - Austria wydawało się, że Kazachowie rozniosą swoich rywali. Skończyło się na nikłej wygranej. A kto pomyślał, że Kazachstan przegra w Koreą? W kluczowych momentach to jednak Koreańczycy byli sprytniejsi, a przede wszystkim skuteczniejsi.

 

W każdym tego typu turnieju trzeci dzień jest kluczowy. Tak jest i w naszym przypadku.

 

- Dzisiejszy mecz może być rozstrzygający - przekonuje szef szkolenia. - Zwycięzcy mogą patrzeć w górę i liczyć na awans do elity. Wygrana z Kazachstanem, a śmiem twierdzić, że stać nas na nią, postawi nas w dobrej sytuacji.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~JerzykUżytkownik anonimowy
~Jerzyk :
No photo~JerzykUżytkownik anonimowy
Panie redaktorze zanim się coś napisze, to trzeba sprawdzić. Paweł Dronia dalej walczy o tytuł w DEL2, dlatego go nie ma. Po pierwszej porażce w hokej.necie powiedział, że nie przyjedzie.

Cytowanie takiego "autorytetu" jak Rutkowski, który spuścił z ligi Toruń i mając skład na mistrza zdobył z Unią Oświęcim czwarte miejsce, jest nie na miejscu. Kto go zrobił szefem wyszkolenia? Przecież on nie ma żadnych sukcesów.
25 kwi 17 13:33 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii