Blisko palpitacji serca, ale Ukraina pokonana

Po meczu na mistrzostwach świata biało-czerwoni schodzili z tafli zmęczeni i nawet nie potrafili się cieszyć z wygranej.

Krzysztof Zapała
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Dwa mecze biało-czerwonych w mistrzostwach świata dywizji IA w Kijowie mogły przyprawić o palpitacje serca. W inauguracyjnym przegrali z Koreą Płd. 2:4, zaś w drugim zwyciężyli gospodarzy, Ukraińców 2:1. Wczoraj Polacy schodzili z tafli zmęczeni i nawet nie potrafili się cieszyć z wygranej. Te punkty mogą być na wagę utrzymania się w tej dywizji, bo dotychczasowe mecze dowodzą, że poziom jest wyrównany. Dziś przed naszymi hokeistami zasłużony dzień przerwy.


Trafienie „Malasia”
Obawialiśmy się o losy meczu z gospodarzami, bo przecież we własnej hali są panami sytuacji pod każdym względem. Sędziowie w poprzednim meczu z Węgrami łaskawym okiem patrzyli na poczynania Ukraińców i wydali kilka spornych werdyktów. W I tercji arbitrzy ze Szwecji i Czech trzymali fason, dopuszczali do twardej gry, więc bandy trzeszczały.
Ustawienie biało-czerwonych było takie samo, jak z Koreańczykami, ale tym razem nasi pojawili się na lodzie z mocnym postanowieniem walki od początku. Postawili wysoki pressing, atakując rywala w ich strefie. Przynosiło to efekty, bo Ukraińcy nie mogli stworzyć składnej akcji. Jednak po kilku minutach otrząsnęli się, zaczęli przeważać i Przemysław Odrobny musiał być czujny. Popisał się kilkoma udanymi interwencjami i to na pewno wzmocniło jego kolegów. Biało-czerwoni ruszyli do przodu i znów zagrażali bramce Eduarda Zacharczenki. Kiedy Oleksandr Pobiedonoscew powędrował do boksu kar, na 4 sek przed końcem tercji Malasiński umieścił krążek w bramce.


Uśmiech Kapicy
Znów zaczęliśmy dobrze II odsłonę, ale w miarę upływu czasu gospodarze zaczęli przeważać. Trudne chwilę przeżywaliśmy gdy Krystian Dziubiński (33 min) przebywał w boksie kar. Bramka dla gospodarzy wisiała w powietrzu i, podobnie jak z Koreą Płd., padła w najmniej oczekiwanym momencie. Sergiej Kuzmik spod bandy zagrał wrzutkę przed bramkę, krążek odbił się od Romana Błagija i wpadł obok zdezorientowanego „Wiedźmina”. Gol może i przypadkowy, ale w pełni zasłużony, bo gospodarze mieli przewagę. Po tej stracie znów nasi hokeiści ruszyli do przodu i pod bramką ukraińską było gorąco, ale tę odsłonę przegraliśmy.
Z niepokojem i jednocześnie z nadzieją czekaliśmy na ostatnią tercję. A tymczasem trwała prawie 25 min, bo zepsuła się rolba. W końcu ją uruchomiono, ale jakość lodu pozostawiała wiele do życzenia. Mieliśmy w tej tercji wzloty i upadki, bo przecież graliśmy w podwójnym osłabieniu oraz w dwóch pojedynczych. To jednak biało-czerwoni po świetnym uderzeniu Damiana Kapicy odzyskali prowadzenie. Wygraliśmy po niezwykle trudnym, emocjonującym meczu. Teraz dzień wolny i we wtorek gramy z Kazachstanem.


Kanadyjska pomoc
Wydawało się, że hokeiści z Kazachstanu nie będą mieli większych problemów ze zdobyciem kompletu punktów z Koreańczykami. Jednak ich rywale w III tercji zadziwili nie tylko zgromadzonych widzów na trybunach, lecz również tych przed telewizorami. W ostatniej tercji Koreańczycy wprost znokautowali Kazachów, zdobywając 4 gole. Kazachowie z pasją atakowali i chcieli odrobić straty. Nic z tego, bo zespół koreański był jak nakręcony i wykorzystywał wszystko co miał do wykorzystania. Do zwycięstwa poprowadził ich kanadyjski obrońca z koreańskim paszportem i przeszłością w NHL, Alex Plante. 27-letni Kanadyjczyk na co dzień reprezentuje Ayang Halla w lidze azjatyckiej. Takich naturalizowanych zawodników Koreańczycy mają jeszcze 4 i oni napędzają grę zespołu.

 

POLSKA - UKRAINA 2:1 (1:0, 0:1, 1:0)
1:0 - Malasiński - Wronka - Pasiut (19:56, w przewadze), 1:1 - Błagij - Kuzmik (38:30), 2:1 - Kapica - Kruczek (46:34).


Sędziowali: Andreas Harnebring (Szwecja) i Vladimir Pesina (Czechy) - Franco Castelli (Szwajcaria) i Maxime Chaput (Kanada). Widzów 4500.
POLSKA: Odrobny; Wajda - Bryk, Pociecha (2) - Ciura, Kruczek (2) - Wanacki, Rompkowski; Wronka - Pasiut (2) - Malasiński, Łopuski - Zapała - Kolusz, Jeziorski - Bryniczka - Chmielewski, Kapica - Dziubiński (2) - Urbanowicz. Trener Jacek PŁACHTA.
UKRAINA: Zacharczenko; Ignatienko - Pobiedonoscew (2), Tołstuszenko - Katrych, Aleksiuk - Kugut, Warywoda - Isajenko (2); Kuzmik - Błagij - Nimenko, Bucenko - Babiniec - Lialka, Petragongsoki - Gnidenko (2) - Kicha, Gawrik, Czerniszenko. Trener Oleksander SAWICKI.
KARY: Polska - 10 min (2 tech.), Ukraina - 6 min


KAZACHSTAN - KOREA PŁD. 2:5 (1:1, 1:0, 0:4)
1:0 - Bochenski - Dawes (8:01), 1:1 - J. H. Ahn (15:56), 2:1 - Dawes - Bochenski - St-Pierre (33:25), 2:2 – Plante - Cho - Swift (45:49), 2:3 - Samghoon Shin - Cho - Lee (47:03), 2:4 - Plante - S. Kim - Ahn (49:58), 2:5 - K. Kim - Plante - S. Kim (51:41, w podwójnej przewadze).


1. Korea Płd. 2 6 9:4
2. Węgry 1 3 5:3
3. Polska 2 3 4:5
4. Kazachstan 2 3 5:7
5. Austria 1 0 2:3
6. Ukraina 1 0 4:7


W poniedziałek grają: Węgry - Austria (19.30).

 

Z tej samej kategorii