Mistrzostwa na finiszu i tylko Koreańczycy się radują...

Organizacja, naturalizacja graczy zza oceanu, a przede wszystkimi pieniądze - to trzy elementy, które leżą u podstaw sukcesów Koreańczyków. Awans mają na wyciągnięcie ręki.

Polska - Kazachstan
 źródło: Materiał prasowy

Koreańczycy dysponują taką szybkością, jak Wiesław Jobczyk za swoich najlepszych czasów - uśmiechał się po meczu Korei z Węgrami kierownik reprezentacji, Andrzej Zabawa, któremu również nie brakowało wszelakich atutów podczas bogatej kariery. Tego jednak chyba nikt, nawet w najśmielszych prognozach, nie przewidział, że Korea Płd. będzie liderem mistrzostw świata Dywizji IA w Kijowie. Faworyzowany Kazachstan w 3 potyczkach zdobył 5 punktów, a trzeba powiedzieć, że w meczu z biało-czerwonymi dopisało mu szczęście. Przed nami decydujące spotkania, choć wydaje się, że Koreańczycy są już pewni, a kandydatów do drugiego miejsca jest wielu.. Wszystko się może zdarzyć - twierdzą niektórzy i dmuchają na zimne.


W innym wymiarze
Porażka biało-czerwonych z Koreą Płd. 2:4 na inaugurację turnieju w kontekście tego, co się wydarzyło w kolejnych dniach, nabrała innego wymiaru. Świetnie przygotowani Azjaci są rewelacją turnieju i wszyscy się zaczynąją zastanawiać, czy nie skończą turnieju z kompletem zwycięstw, jednak mają przed sobą mecze z Austrią oraz z Ukrainą, a to są również groźni rywale. Wszystkie ekipy w tej dywizji prezentują wyrównany poziom i drobne szczegóły decydują o wygranej.


- Wcale nie jestem zaskoczony wynikami w tych mistrzostwach - twierdzi bramkarz reprezentacji, Przemysław Odrobny. - Każdy zespół dobrze jest przygotowany, ma określone założenia taktyczne i wyjeżdża na lód z mocnym postanowieniem zwycięstwa. Nam nie udało się wygrać z Koreańczykami i teraz można ubolewać, że nam nie wpadało, a mnie pokonali cztery razy. Z Kazachstanem polegliśmy po dogrywce, choć wydaje się, że byliśmy blisko i mogliśmy się pokusić o wygraną w regulaminowym czasie. Solidnie pracowaliśmy na lodzie, dobrze broniliśmy i stwarzaliśmy sytuacje. Może gdyby jeden krążek wpadł do siatki byłoby lżej. Nie ma już co rozpamiętywać, choć byłem przekonany, że wygramy z Kazachami.


Podobny scenariusz
Polscy hokeiści w meczach z Koreą Płd. i Ukrainą mieli siły, lecz brakowało niezbędnego błysku. W ważnych momentach nie potrafili zgubić rywala. Szybkość, naszym zdaniem, odzyskali dopiero w potyczce z silnymi Kazachami. Wykonali gigantyczną pracę i trudno się dziwić, że pod koniec meczu niektórym brakowało sił.


- Każdy z nas zagrał na 100 procent, a może i więcej swoich możliwości - potwierdza Odrobny. - Świetnie broniliśmy całym zespołem i chłopaki stworzyli wiele sytuacji. Im dłużej trwał mecz, tym bardziej byłem przekonany, że wygramy. Niestety, szczęście było po stronie rywali, choć ten punkt jest cenny i dowodzi, że potrafimy postawić się najlepszym.


Inauguracyjne mecze w mistrzostwach są naszą zmorą od 3 lat - dwa razy przegrywaliśmy z Włochami, zaś w Kijowie z Koreańczykami. Przed wyjazdem wszyscy przekonywali jak ważne jest pierwsze spotkanie. Być może spora odpowiedzialność sprawiła, że nasi hokeiści byli spięci, zachowawczy i nie prezentowali się tak, jak w kolejnych meczach.


- Zarówno z Koreą, jak i z Ukrainą graliśmy podobnie jak z Kazachstanem - przekonuje „Wiedźmin”. - Z Azjatami mieliśmy trzy wyborne sytuację i gdybyśmy je wykorzystali, bylibyśmy w innym miejscu. Nie ma jednak co się użalać, tylko trzeba przyjąć to, co mamy. A mamy na razie cztery punkty i trzeba szukać kolejnych.


Wymagania wzrosły
Ligowy play off dał się solidnie we znaki hokeistom Comarch Cracovii oraz GKS-u Tychy i to widać po niektórych zawodnikach. Marcin Kolusz, kapitan reprezentacji, nie jest już tak błyskotliwy jak w poprzednich turniejach. Walczy ambitnie, stara się jak może, ale chyba nie do końca jest sobą. Zdecydowanie więcej w grze ofensywnej oczekiwaliśmy po Damianie Kapicy czy Krystianie Dziubińskim. Przecież w ligowej drużynie oni są kołem zamachowym i w wielu spotkaniach decydowali o wyniku. Słabiej niż w poprzednich mistrzostwach prezentuje się Krzysztof Zapała, środkowy do niedawna pierwszego ataku. Natomiast dojrzale gra Grzegorz Pasiut i wraz ze skrzydłowymi, Patrykiem Wronką oraz Tomaszem Malasińskim, stanowią najsilniejszy atak.


- To co jest dobre na ligę, niekoniecznie musi się sprawdzać w mistrzostwach świata - zauważa Zabawa. - Tutaj gra się toczy na innym poziomie i wymagania są dwa razy większe niż w naszej lidze.


„James”, bo taki przydomek nosi Zabawa, realnie ocenia sytuację i trudno się z nim nie zgodzić w kontekście rywalizacji ligowej.

 

Patrzeć w przyszłość
Rywalizacja w tym turnieju jest tak zaskakująca, że więcej jest... zawiedzionych niż zadowolonych. Do drugiej grupy zaliczamy tylko Koreańczyków. Organizacja, gracze zza oceanu, a przede wszystkimi pieniądze - to elementy, które leżą u podstaw sukcesu Azjatów.
Grupę zawiedzionych na pewno otwierają Kazachowie oraz Madziarzy. Zespół węgierski w poprzednim sezonie występował w elicie i miał prawo oczekiwać miejsca premiowanego. A tymczasem w 3 meczach ma zaledwie 3 pkt, po wygranej z Ukraińcami na inaugurację. Węgrzy przegrali potem z Austrią i Koreą Płd., zaś przed nimi mecze z biało-czerwonymi i Kazachstanem.


- „Wyczyściłem” głowę i staram się pozytywnie patrzeć w przyszłość. Dobrze się stało, że gramy z Madziarami po dniu przerwy, bo z nowymi siłami chcemy odnieść zwycięstwo. Jesteśmy przygotowani na twardy bój i pragniemy odnieść sukces - przekonuje Odrobny.
- No, 10 punktów może dać awans - dodaje optymistycznie Zabawa. - Od lat nie było mistrzostw na tym poziomie.


Dziennikarze z Kazachstanu narzekają na swoich obcokrajowców, którzy - ich zdaniem - funkcjonują w innym wymiarze i nie współpracują z resztą zespołu. Wydawało się, że Kazachowie nie będą mieli sobie równych, a tymczasem muszą twardo walczyć o awans.


Więcej oczekiwano od Austriaków, którzy przyjechali z mocnym postanowieniem sukcesu. A tymczasem w meczu z gospodarzami przechodzili istne katusze i w końcu odnieśli nikłe zwycięstwo. Z kolei Ukraińcy mają zerowy dorobek, ale walczą do upadłego. Z nami oraz Austriakami przegrali jednym golem, zaś z Węgrami dwoma.


Przed nami ostatnie dwa dni turnieju i wszystko będzie jasne.

 

Liczby turnieju
0 - nie straciliśmy żadnej bramki w 9 osłabieniach i jesteśmy liderami tej klasyfikacji. Kazachowie na 10 wykluczeń stracili jednego gola, zaś Koreańczycy na 13 - 2.

76 - tyle razy strzelali Koreańczycy i zdobyli 10 bramek. Ze skutecznością prawie 16% zdecydowanie przewyższają wszystkich rywali, bo pozostali, poza Polską i Ukrainą, mają około 7%.

98 - tyle strzałów oddali biało-czerwoni w tych mistrzostwach i zdobyli zaledwie 4 gole. Co 25. strzał wpada do bramki, więc skuteczność mamy ledwie powyżej 4% i jesteśmy na tym samym poziomie, co gospodarze mistrzostw.

 

 

Mecze dzisiejsze

Polska - Węgry (16.00)
Austria - Korea Płd. (19.30)

 

Aktualna tabela

1. Korea Płd.   3 9 12-5
2. Kazachstan 4 8 10-9
3. Austria        3 6 6-4
4. Polska        3 4 4-6
5. Węgry         3 3 7-9
6. Ukraina       4 0 6-12 - spadek

 

Mecze jutrzejsze, piątek, 28 kwietnia
Węgry - Kazachstan (12.30)
Polska - Austria (16.00)
Korea Płd. - Ukraina (19.30)

Z tej samej kategorii