Marcin Kolusz: Trener wie co robi i idziemy w dobrym kierunku!

Ta porażka z Kazachstanem mocno nas zabolała - przekonywał po meczu kapitan biało-czerwonych, Marcin Kolusz. - Nasze coraz lepsze występy, to zasługa trenera, bo sporo marudzi (śmiech) i powtarzamy schematy gry wedle jego planu. Powoli zbliżamy się do lepszych drużyn, ale jest między nami jeszcze cienka granica, którą niebawem przekroczymy. Jestem o tym przekonany.

Marcin Kolusz
 fot. Piotr Matusewicz  /  źródło: Pressfocus

WŁODZIMIERZ SOWIŃSKI: Nie graliście w optymalnym składzie, ale trudno mieć pretensje za występy w tym turnieju.
MARCIN KOLUSZ: To zasługa trenera, który pracuje z nami od kilku lat i przekazuje nam swoją wizję oraz koncepcje gry. Czasami jest męczący (śmiech), bo w kółko powtarza niektóre zagrania. Ale to dobrze, bo ciągle się uczymy i wyciągamy wnioski z każdego spotkania. Jesteśmy coraz bliżej lepszych drużyn i nawiązujemy z nimi walkę. Idziemy małymi krokami w dobrą stronę.


Co najbardziej „kulało” w tym turnieju?
MARCIN KOLUSZ: Trudno wskazać jeden element, bo w różnych meczach różnie to bywało. Początki tercji, szczególnie tej pierwszej, były najgorsze. Wchodzimy na lód naładowani pozytywną energią i przekonani o własnej sile, a tymczasem popełniamy błędy i doświadczone drużyny, takie jak Kazachstan, natychmiast to wykorzystują. To w nas tkwi, wiemy o tym i nad tym będziemy pracować.


A można tego uniknąć?
MARCIN KOLUSZ: To kwestia wiary w swoje umiejętności oraz grania z wyżej notowanymi drużynami. Na razie między nami oraz silniejszymi rywalami istnieje jeszcze cienka granica. Już bardzo się do niej zbliżyliśmy, ale trzeba ją jeszcze przekroczyć.


Budapeszt dla pana był pechowy ze względu na kontuzję. Teraz był pan jednym z wodzirejów.
MARCIN KOLUSZ: Każdy z nas dawał z siebie wszystko. Nie mogę o nikim powiedzieć, że przeszedł obok meczu i tylko go zaliczył. Trzeba sobie zdawać sprawę, że w ciągu sześciu dni graliśmy cztery mecze (dodatkowy sparing - przyp.red.) i to było duże obciążenie. Jednak nie zabrakło nam charakteru i waleczności. Tylko porażka z Kazachstanem boli...

Z tej samej kategorii